piątek, 7 listopada 2025
Kiedy ekonomia spotyka sumienie: świat fabryk w "Północ i Południe" Elizabeth Gaskell
czwartek, 6 listopada 2025
Pojęcie bohaterstwa w opowiadaniu Elizabeth Gaskell "Cichy bohater"
Mariaconcetta Costantini w artykule zamieszczonym w "The Gaskell Society Jornal" w 1997 roku poddając analizie opowiadanie Elizabeth Gaskell "The Sexton's Hero", uważa, że jest to przykład literackiej redefinicji bohaterstwa w kontekście społecznych i estetycznych przemian epoki wiktoriańskiej.
W liście do Herberta Greya (1859) Gaskell zachęca młodego pisarza, by czerpał inspirację z życia innych ludzi, a nie z własnych przeżyć. Uważa, że codzienne spotkania z „żywymi ludźmi” są źródłem dobrych fabuł.
Opublikowane w 1847 roku w Howitt’s Journal opowiadanie "The Sexton’s Hero" ukazuje głęboką przemianę wartości w epoce wiktoriańskiej.
Narracja rozpoczyna się w spokojnym wiejskim kościele, gdzie narrator i jego przyjaciel Jeremy rozmawiają o tym, czym jest prawdziwe bohaterstwo. Rozmowa, która następuje, przeciwstawia tradycyjną odwagę militarną chrześcijańskiemu modelowi bohaterstwa, opartego na poświęceniu i wytrwałości.
Ich dyskusję przerywa stary grabarz, który opowiada historię Gilberta Dawsona — człowieka, który zginął, ratując jego i jego żonę Letty podczas niebezpiecznej przeprawy przez zatokę Morecambe.
W kontraście do wspomnianych przez Jeremy’ego „bohaterów dawnych czasów, których jedynym obowiązkiem była osobista dzielność”, opowieść grabarza ukazuje nowy wzorzec skromnego bohaterstwa, inspirowanego chrześcijańską ideą miłości bliźniego.
Gilbert, wcześniej wyśmiewany jako „tchórz” za odmowę walki, okazuje się bohaterem w najczystszym, chrześcijańskim sensie — umiera ratując innych - jego odwaga polega nie na przemocy, lecz na poświęceniu i miłości bliźniego. Gaskell celowo odwraca tradycyjne znaczenie słowa „tchórz”, nadając mu nowe, pozytywne konotacje: łagodność, niewinność, pacyfizm. Dzieci, które nie rozumieją społecznych etykiet, instynktownie lgną do Gilberta, co podkreśla jego moralną siłę.
Opowiadanie wpisuje się w szerszy nurt refleksji nad bohaterstwem w Anglii lat 40. XIX wieku, kiedy to wielu pisarzy próbowało dostosować romantyczne ideały do realiów przemysłowego społeczeństwa. Gaskell, świadoma rosnącej roli klasy robotniczej, przedstawia bohatera skromnego, zwykłego, ale głęboko moralnego — wzór do naśladowania dla „zwykłych ludzi”. Gilbert Dawson nie przypomina ani romantycznego Heathcliffa z powieści Emily Brontë, ani „Wielkiego człowieka” z dzieła Thomasa Carlyle’a. Jego siła tkwi w codziennych czynach, w cichej wierze i w gotowości do poświęcenia.
Kulminacyjny moment ratunku rozgrywa się w groźnym morskim krajobrazie, który znosi granice czasu i rzeczywistości, stając się przestrzenią pojednania i duchowej przemiany. Symboliczna przemiana Johna Knipe’a, dawnego rywala Gilberta, który po jego śmierci porzuca pracę i osiedla się wśród grobów bliskich, stanowi powtórzenie aktu poświęcenia. Jego fizyczne osłabienie, samotność i melancholia są wyrazem świadomego odrzucenia ziemskich przyjemności i zwrócenia się ku duchowej refleksji. Motyw ciemniejącego wzroku Knipe’a, powracający w jego opowieści, przywołuje obrazy śmierci i izolacji — zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej.
"The Sexton’s Hero" to nie tylko opowieść o poświęceniu, ale także głęboka refleksja nad tym, czym jest prawdziwe bohaterstwo w czasach społecznych przemian. Gaskell, poprzez subtelną grę znaczeń i kontrastów, proponuje nowy model literacki — realistyczny, moralny i dostępny dla każdego.
Źródło:
Mariaconcetta Costantini, The Concept of the Heroic in Elizabeth Gaskell's The Sexton's Hero, w: The Gaskell Society Journal, Vol. 11 (1997), pp.77-85.
środa, 5 listopada 2025
Cichy bohater (The Sexton's Hero) - amatorskie tłumaczenie - część 5
Letty powiedziała mi później, że słyszała płacz dziecka, wołającego ją ponad bulgotem wzbierającej wody - bardzo wyraźnie; ale mewy skrzeczały, a świnia piszczała — ja tego nie usłyszałem; to było i tak wiele mil stąd.
Właśnie gdy wyjąłem nóż, inny dźwięk rozległ się tuż obok nas, mieszając się z bulgotem pobliskiej wody i hukiem tej dalszej (choć nie tak dalekiej). Ledwo mogliśmy coś zobaczyć, ale wydawało nam się, że dostrzegamy coś czarnego na tle głębokiego ołowianego koloru fal, mgły i nieba. Zbliżało się i zbliżało: powoli, jednostajnie, przeszło przez ciek prosto do nas.
Mało co powiedzieliśmy, i niewiele mieliśmy czasu, by cokolwiek powiedzieć. W tamtej chwili nie miałem świadomości przeszłości ani przyszłości - tylko trzymałem się jednej myśli: jak ocalić Letty, a jeśli się da, także siebie. Dopiero później przypomniałem sobie, że Gilbert powiedział, iż został naprowadzony przez zwierzęcy krzyk przerażenia; dopiero po wszystkim usłyszałem, że niepokoił się o nasz powrót z powodu głębokości wody, i że pożyczył siodło z poduszką, osiodłał konia wcześniej wieczorem i pojechał do Cart-lane, by nas wypatrywać. Gdyby wszystko poszło dobrze, nigdy byśmy się o tym nie dowiedzieli. Ale jak było, opowiedział to stary Jonas, a łzy spływały mu po pomarszczonych policzkach.
Błyskawicznie (a jednak miał czas na myśl i pokusę, proszę pana - gdyby odjechał z Letty, ocaliłby ją, nie mnie), Gilbert był już w bryczce obok mnie.
Odwiozłem Letty do jej dziecka, nad którym płakała przez całą noc. Wróciłem nad brzeg w okolicach Cart-lane; i tam i z powrotem, znużonym krokiem, chodziłem wzdłuż krawędzi wody, od czasu do czasu wołając Gilberta. Wody cofnęły się i nie zostawiły żadnego śladu.
Była to czarna skórzana Biblia, z kieszonkami po bokach, w staroświeckim stylu; a w jednej z nich był bukiecik polnych kwiatów - Letty powiedziała, że niemal na pewno były to te, które kiedyś mu dała.
W Ewangelii było wiele fragmentów zaznaczonych grubą kreską jego stolarskim ołówkiem, które w pełni potwierdzały jego odmowę walki. Z całą pewnością, proszę pana, potrzeba odwagi w służbie Bożej i w okazywaniu miłości bliźniemu - bez kłótni i bójek.
Starzec pokręcił głową i walczył z dławiącym westchnieniem. Po chwili milczenia powiedział…
- Zmarła mniej niż dwa lata po tamtej nocy. Nigdy już nie była taka sama. Siedziała zamyślona, myśląc o Gilbercie, jak przypuszczam - ale nie mogłem jej za to winić. Mieliśmy syna i nazwaliśmy go Gilbert Dawson Knipe; to ten, co pracuje jako palacz na kolei londyńskiej. Nasza córeczka zmarła w czasie ząbkowania, a Letty po prostu cicho gasła i odeszła w mniej niż sześć tygodni.
Zostali pochowani tutaj; więc przeniosłem się, by być blisko nich, z dala od Lindal - miejsca, którego nie mogłem znieść po odejściu Letty.
(1847)
wtorek, 4 listopada 2025
Cichy bohater (The Sexton's Hero) - amatorskie tłumaczenie - część 4
Cała moja rodzina mieszkała po tej stronie zatoki, powyżej Kellet. Jane (to ta, która leży pochowana przy tamtym białym krzewie róży) miała wyjść za mąż, i nic nie mogło jej przekonać, byśmy Letty i ja nie mogli przyjechać na jej wesele; wszystkie moje siostry kochały Letty - miała w sobie coś ujmującego. Letty nie chciała zostawiać dziecka, a ja z kolei nie chciałem, żeby je zabierała: więc po rozmowie ustaliliśmy, że zostawimy je na popołudnie u matki Letty. Widziałem, że serce jej się ściskało - nigdy wcześniej go nie zostawiła, i zdawała się obawiać wszelkiego zła, nawet tego, że Francuzi przyjdą i je porwą.
Najpóźniejszy czas na przeprawę przypadał około dziewiątej wieczorem, a my spóźniliśmy się z wyjazdem. Zegary źle chodziły; a jeszcze musieliśmy gonić świniaka, którego ojciec dał Letty, żeby zabrała go do domu - w końcu go złapaliśmy, ale piszczał i piszczał z tyłu bryczki, a my się śmialiśmy, i oni się śmiali; i w środku całej tej wesołości słońce zaszło, co trochę nas otrzeźwiło, bo wtedy wiedzieliśmy, która godzina.
Smagnąłem starą klacz, ale była dużo bardziej zmęczona niż rano, i nie chciała iść szybko ani pod górę, ani z górki - a między Kellet a brzegiem jest ich niemało. Na piaskach było jeszcze gorzej. Były bardzo ciężkie, bo po deszczach spłynęła świeża woda. Panie! Jakże smagałem biedną klacz, żeby wykorzystać resztki czerwonego zachodzącego światła.
Może nie znacie tych piasków, panowie. Od strony Bolton, skąd ruszyliśmy, jest ponad sześć mil do Cart-lane, i dwie cieki wodne do przekroczenia, nie wspominając o dziurach i ruchomych piaskach. Przy drugim cieku czeka przewodnik, przez cały czas przeprawy od wschodu do zachodu słońca - ale przez trzy godziny przed i po przypływie go tam nie ma, rzecz jasna. Zostaje po zachodzie tylko wtedy, gdy się go wcześniej uprzedzi - inaczej nie.
Więc teraz wiecie, gdzie byliśmy tamtej strasznej nocy. Przekroczyliśmy pierwszy ciek, jakieś dwie mile, i robiło się coraz ciemniej nad nami i wokół nas, poza jedną czerwoną linią światła nad wzgórzami, gdy dotarliśmy do zagłębienia (bo choć piaski wyglądają na płaskie, jest w nich wiele wgłębień, w których traci się z oczu brzeg).
Zajęło to więcej czasu, niż powinno, przejście przez to zagłębienie, piasek był tak grząski; a gdy znów się wynurzyliśmy, tam - wśród ciemności - była biała linia pędzącego przypływu, wdzierającego się w zatokę! Wyglądało, jakby był nie dalej niż mila od nas; a gdy wiatr wieje w górę zatoki, przypływ nadchodzi szybciej niż galopujący koń.
— Panie, ratuj nas! - powiedziałem; i zaraz pożałowałem, że to powiedziałem, bo nie chciałem przestraszyć Letty, ale ze strachu słowa wyrwały się z mojego serca. Poczułem, jak drży przy moim boku i chwyta mnie za płaszcz.
I jakby świnia (która wcześniej już się wypiszczała do ochrypnięcia) wyczuła niebezpieczeństwo, w którym wszyscy się znaleźliśmy, zaczęła znowu piszczeć — tak, że można było oszaleć. Przeklinałem ją przez zaciśnięte zęby za ten hałas; a jednak to była Boża odpowiedź na moją modlitwę, choć byłem jak ślepy grzesznik. Tak! Może się pan uśmiecha, ale Bóg potrafi działać przez rzeczy, które wydają się śmieszne - jeśli trzeba.
W tym momencie klacz była cała w pianie, drżała i dyszała, jakby ogarnięta śmiertelnym strachem; bo choć byliśmy już na ostatnim piaszczystym wyniesieniu przed drugim ciekiem, woda zaczynała sięgać jej nóg - a ona tak zmęczona! Gdy zbliżyliśmy się do cieku, stanęła jak wryta, i żadne moje smaganie nie mogło jej ruszyć; jęknęła głośno i trzęsła się w przerażający sposób.
Letty dotąd nie powiedziała ani słowa - tylko kurczowo trzymała się mojego płaszcza. Usłyszałem, że coś mówi, i pochyliłem głowę. - „Myślę, John… myślę… że już nigdy nie zobaczę dziecka!”
A potem wydała z siebie taki krzyk - tak głośny, przenikliwy i pełen bólu! To doprowadziło mnie do szaleństwa. Wyciągnąłem nóż, by spiąć starą klacz, żeby wszystko się wreszcie rozstrzygnęło — bo woda podstępnie podchodziła już do samej osi wozu, nie mówiąc o białych falach, które nie znały litości w swoim nieustannym napływie.