poniedziałek, 7 grudnia 2009

Lizzie Leigh, rozdz. 1 cz. 2

Kiedy wszedł do domu, siedziała przed ogniem, patrząc w żar paleniska. Nie usłyszała, jak wchodził, na jakiś czas utraciła poczucie rzeczywistości.

- Matko! O co chodzi z tym wyjazdem do Manchesteru? – zapytał.
- Och, chłopcze! – odparła, odwracając się i mówiąc błagalnym tonem. – Muszę wyjechać i odszukać Lizzie. Nie mogę przestać o niej myśleć. Wiele razy zostawiałam twojego ojca, śpiącego w łóżku i przekradałam się do okna, i patrzyłam, patrzyłam w kierunku Manchesteru, aż pomyślałam, że muszę wyruszyć i brnąć przez wrzosowiska i prosto, dopóki tam nie dotrę, a potem przeszukam wszystkie kąty, dopóki nie znajdę naszej Lizzie. Często, kiedy południowy wiatr wiał łagodnie w dolinie, wydawało mi się (to tylko złudzenie, ja wiem), że słyszałam, jak płacze za mną. I myślałam, że ten głos się zbliża, aż w końcu słyszałam szloch „Matko” tuż przy drzwiach. Skradałam się i otwierałam zasuwę i wpatrywałam się w nieruchomą ciemność, myśląc, że ją zobaczę – i wracałam chora i przepełniona smutkiem, kiedy nie mogłam usłyszeć żadnego dźwięku poza zawodzeniem wiatru. Och! Nic mnie tu nie zatrzyma, kiedy ona może umiera z głodu, tak jak biedny chłopiec w biblijnej przypowieści.

Podniosła głos i głośno zapłakała.
Will był głęboko zasmucony. Był na tyle dorosły, że wiedział o rodzinnej hańbie, kiedy to dwa lata wcześniej jego ojciec otrzymał list do córki zwrócony przez jej panią w Manchesterze, która informowała go, że Lizzie porzuciła u niej służbę – i z jakiego powodu.

Podzielał surowy gniew ojca, chociaż uważał go za twardego, to prawda, kiedy nie pozwalał płakać swej szlochającej, zrozpaczonej żonie ani wyjechać i spróbować znaleźć jej biedne, grzeszne dziecko i oznajmił, że nie mają już córki, że powinna być uważana za martwą, a jej imię nigdy więcej nie będzie wymawiane publicznie ani w porze posiłku, ani w błogosławieństwie ani w modlitwie.

Zachowywał milczenie, ściskając usta, marszcząc brwi, kiedy sąsiedzi zwracali mu uwagę, jak śmierć biednej Lizzie postarzyła ich oboje, ojca i matkę, i jak oni myślą, że pogrążeni w żałobie małżonkowie nigdy więcej nie podnosili głowy. On sam czuł, że to jedno wydarzenie postarzyło go, i zazdrościł Tomowi łez, które ten wylał nad biedną, śliczną, niewinną, zmarłą Lizzie.

Myślał o niej czasami, aż zaciskał zęby, i pogrążał ją w jej wstydzie. Jego matka nigdy nie wspomniała mu o niej, aż do tej chwili.
- Matko! – powiedział w końcu. – Może ona nie żyje. Najprawdopodobniej tak jest.

- Nie, Will. Ona nie umarła –odparła pani Leigh. – Bóg nie pozwoli jej umrzeć, dopóki nie zobaczę jej znowu. Nie wiesz, jak modliłam się, żeby jeszcze raz zobaczyć jej słodką twarz i powiedzieć, że jej wybaczyłam, chociaż złamała mi serce. Ona żyje, Will. – Nie mogła mówić dalej przez minutę czy dwie, gdyż tak bardzo szlochała. – Nie wiesz tego, więc nie możesz mówić, że ona nie żyje. Bóg jest bardzo miłościwy, Will. Jest. On jest dużo bardziej litościwy niż człowiek. Nigdy nie mogłam mówić do twojego ojca, tak jak mówię do niego. W dodatku twój ojciec w końcu jej wybaczył. W swoich ostatnich słowach powiedział, że jej wybaczył. Nie możesz być twardszy od swego ojca, Will. Nie próbuj powstrzymywać mnie przed tym, bym ją zobaczyła, to bezskuteczne.

Will siedział nieruchomo przez długi czas, zanim przemówił, W końcu powiedział:
- Nie będę cię od tego odwodził. Myślę, że ona nie żyje, ale to nie ma znaczenia.
- Ona nie jest martwa – odparła matka z powagą.

Will nie zwrócił na to uwagi.
- Wszyscy pojedziemy na rok do Manchesteru i wynajmiemy farmę Tomowi Higginbothamowi. Podejmę pracę kowala, a Tom może przez ten czas się uczyć, na co zawsze miał ochotę. Pod koniec roku wrócisz, matko, i przestaniesz martwić się o Lizzie i zgodzisz się ze mną, że ona nie żyje. A, moim zdaniem, to może być większa ulga niż dziękowanie za jej życie. – obniżył głos, kiedy mówił ostatnie słowa.

Wstrząsnęła głową, ale nie odpowiedziała. Zapytał znowu:
- Zgodzisz się na to, matko?
- Zgodzę się na to (choć to niewystarczające) – powiedziała. – Jeśli nie usłyszę i nie zobaczę jej po roku poszukiwań w Manchesterze, złamie mi to pewnie serce, zanim ten rok się skończy, a potem nie zaznam ani miłości ani smutku, kiedy będę spoczywała w grobie. Zgadzam się na to, Will.

- Więc, przypuszczam, że tak musi zostać. Nie powiem Tomowi, dlaczego przeprowadzamy się do Manchesteru. Najlepiej będzie mu tego oszczędzić.
- Jeśli taka jest twoja wola – powiedziała ze smutkiem – więc tak zrobimy. To wszystko.

Tłumaczenie: Gosia

Ilustracje:
1. "A Portrait of Victorian Girl".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...