wtorek, 15 września 2009

Wyznania pana Harrisona, rozdz. 6

Rozdział 6

Panna Bullock stała na brzegu, patrząc smętnie, jak sądziłem, na wodę. Czyjś śmiech dochodził z łódki, która zatrzymała się wśród dużych, ładnych łodyg lilii wodnych „z powodu wiatru”, jak wyjaśniali, (tak naprawdę nikt nie wiedział, jak się wiosłuje, a łódź była nieporęczna, bo płaskodenna).
Panna Bullock nie widziała, że podszedłem do niej.
Kiedy powiedziałem, w jakim celu tu jestem, podniosła swoje wielkie, ciężkie, smutne oczy i spojrzała na mnie przez chwilę. Uderzyło mnie to, że spodziewała się znaleźć na mojej twarzy jakiegoś wrażenia, którego tam nie było, co przyniosło jej ulgę. Była bardzo blada, wyglądała na nieszczęśliwą, ale bardzo spokojną. Nie miała miłego sposobu bycia, ale w każdym razie nie była ani napastliwa, ani śmiała.

Zawołałem grupę na łódce, a oni dość powoli popłynęli w naszym kierunku przez szerokie, zielone liście lilii wodnych. Kiedy byli już blisko, zobaczyliśmy, że nie było dla nas miejsca, a panna Bullock powiedziała, że jeśli chciałbym wejść do łodzi, ona woli raczej zostać na łące i pospacerować. Jestem pewien, sądząc ze spojrzenia na jej oblicze, że mówiła prawdę. Ale panna Horsman zawołała zjadliwym, ostrym głosem, uśmiechając się w nieprzyjemny i znaczący sposób:
- Och, mama będzie niezadowolona, jeśli pani nie pójdzie, panno Bullock, po tych wszystkich jej wysiłkach zaaranżowania tego miłego zdarzenia.

Po usłyszeniu tych słów biedna dziewczyna zawahała się, i w końcu, w niezdecydowany sposób, jakby nie była pewna, czy czyni właściwie, zajęła miejsce Sophy w łodzi. Helen i Lizzie wysiadły wraz z siostrą, tak więc było tam dość miejsca dla panny Tomkinson, panny Horsman i małych Bullocków, a trzy córki pastora odeszły, spacerując po łące i bawiąc się z Walterem, który był bardzo podekscytowany.

Tarcza słońca zaczęła się zniżać, a słabnące światło było piękne nad wodą. Żeby dodać tej scenie uroku, Sophy i jej siostry, stojące na zielonej trawie przed halą, zaśpiewały niemiecki kanon, którego nigdy dotąd nie słyszałem: „O wie wohl ist mir am Abend” (1) .

W końcu przybiliśmy do brzegu, aby wysiąść na trawę. Herbata i palący się ogień oczekiwały nas w hali. Ofiarowałem swoje ramię pannie Horsman, ponieważ trochę kulała, ale znowu powiedziała w ten szczególnie nieprzyjemny sposób:
- Czy nie byłoby lepiej, gdyby pan zabrał pannę Bullock, panie Harrison. To byłoby bardziej satysfakcjonujące.

Jednakże pomogłem pannie Horsman wejść na schody, a potem powtórzyła swoją radę, więc pamiętając o tym, że panna Bullock jest przecież córką tych, którzy urządzili to przyjęcie, poszedłem do niej. Chociaż przyjęła moje ramię, mogłem zauważyć, że było jej przykro, że to zrobiłem.


Hala była oświetlona wspaniałym światłem pochodzącym z dużego, starego paleniska. Słońce zachodziło, a szerokie okna przepuszczały jego niknący blask przez swoje małe, ołowiane ramy okienne, ozdobione herbami. Żona gospodarza przygotowała ogromny stół, na którym były wyłożone różne, dobre wiktuały, a ogromny czarny czajnik gwizdał na ogniu i trzaskał, wysyłając przyjemne ciepło.

Pan Morgan (który, jak odkryłem, zrobił mały obchód w sąsiedztwie, wśród swoich pacjentów) pojawił się tam także, uśmiechając się i zacierając ręce, jak zwykle. Pan Bullock, stojąc w drzwiach do ogrodu, podtrzymywał rozmowę z gospodarzem na temat różnych rodzajów nawozu. Uderzyło mnie to, że jeśli pan Bullock znał wszystkie nazwy i teorię, gospodarz za to miał praktyczną wiedzę i doświadczenie. Wiem, któremu z nich mógłbym zaufać. Myślę, że pan Bullock lubił wspominać o Liebegu (2), jak słyszałem, bo brzmiało to dobrze i to nazwisko było znane.

Pani Bullock nie była w szczególnie łagodnym nastroju. Po pierwsze, chciałem usiąść obok córki pastora, a panna Caroline zdecydowanie pragnęła znaleźć się przy moim drugim boku, obawiając się, jak miałem wrażenie, swoich ataków omdleń. Ale pani Bullock zawołała mnie na miejsce blisko swojej córki.

Przecież, pomyślałem, wyświadczyłem dość grzeczności jej córce, która była raczej zirytowana moimi atencjami, a nie nimi ucieszona, więc teraz udawałem, że jestem zajęty poszukiwaniami rękawiczek panny Caroline, które gdzieś się zapodziały, i schyliłem się pod stołem. Ale bystre i surowe oczy pani Bullock wypatrywały mojego pojawienia się na miejscu i przywołała mnie znowu:
- Trzymam to miejsce po mojej prawej stronie dla pana, panie Harrison. Jemina, usiądź wreszcie!

Podniosłem się. Próbowałem zająć się nalewaniem kawy, aby ukryć moje rozgoryczenie, ale kiedy zapomniałem nalać wody (aby ogrzać filiżankę – wyjaśniała pani Bullock) i dodać cukru, dama powiedziała, że obędzie się bez moich usług i zwróciła się do mojego sąsiada po drugiej stronie.
- Rozmowa z młodą damą bez wątpienia jest powołaniem pana Harrisona, a nie asystowanie starszej.
Przypuszczam, że to zachowanie sprawiało, że słowa wydawały się bardziej napastliwe.

Panna Horsman siedziała naprzeciwko mnie, uśmiechając się. Panna Bullock nie odzywała się, ale wydawała się bardziej przygnębiona niż dotąd. W końcu panna Horsman i pani Bullock zaczęły toczyć wojnę na aluzje, które były zupełnie dla mnie niezrozumiałe i byłem bardzo zdenerwowany moją sytuacją. Tymczasem na odległym końcu stołu pan Morgan i pan Bullock do łez rozśmieszali młodych. Swój udział w tej zabawie miał pan Morgan, który nalegał na to, by parzyć herbatę na końcu, a Sophy i Helen były zajęte wymyślaniem wszystkich możliwych przeszkód.

Pomyślałem, że honor jest dobrą rzeczą, ale wesołość lepszą. Byłem tutaj, w miejscu wyróżnionym, nie słysząc nic poza strzępami rozmów i zagadkami.

W końcu nadszedł czas powrotu do domu. Kiedy zapadł wieczór, miejsca w powozach wydawały się najlepszym i najbardziej pożądanym schronieniem. Teraz Sophy ofiarowała się pójść do breku, tyle że była zaniepokojona, tak samo jak ja, czy Walter będzie bezpieczny od wpływu białej mgły napływającej z doliny, ale mały, silny, czuły chłopiec nie chciał być rozdzielony z Sophy. Przygotowała ciepłe miejsce dla niego w kącie breku i okryła go własnym szalem, a ja miałem nadzieję, że nic mu nie będzie.

Panna Tomkinson, pan Bullock i jakaś młoda dama szli pieszo, a ja byłem uwiązany do okien powozu, bo panna Caroline prosiła mnie, by jej nie zostawiać, gdyż panicznie bała się rozbójników. A pani Bullock błagała mnie, bym patrzył czy woźnica nie wywróci ich na złej drodze, bo z pewnością wypił za dużo.

Stałem się tak poirytowany, zanim dojechaliśmy do domu, że pomyślałem, że to najbardziej nieprzyjemny dzień rozrywki, jaki kiedykolwiek spędziłem. Z trudem znosiłem niekończący się ciąg pytań pani Rose. Powiedziała mi, jednakże, że, sądząc z mojej opowieści, dzień był tak uroczy, że powinna złagodzić rygor swojego odosobnienia i zacząć bywać w towarzystwie, którego dałem tak kuszący opis. Naprawdę myślała, że jej drogi pan Rose mógłby sobie tego życzyć, a jego wola po jego śmierci powinna być prawem, tak jak to było w całym jej życiu. Zgodnie zatem z jego życzeniami, mogła nawet dokonać gwałtu na swoich własnym uczuciach.

Była bardzo dobra i miła, nie tylko troszczyła się o wszystko co, jak sądziła, mogło prowadzić do mojej wygody, ale także podejmowała się dostarczania bulionu i pożywnego jedzenia, które często ordynowałem (nazywając to fizycznym pokrzepieniem) moim najbiedniejszym pacjentom. I naprawdę nie widziałem pożytku z jej zamknięcia się z powodu zwykłego podporządkowania się etykiecie, skoro chciała wejść w małe, spokojne towarzystwo Duncombe.

Zgodnie z tym, zachęcałem ją do składania wizyt i nawet, kiedy dotyczyło to tego co - jak sądziłem - miało na względzie życzenia zmarłego pana Rose, odpowiadałem za tego szlachetnego gentlemana i zapewniałem wdowę, że jestem przekonany, że on głęboko by żałował, że daje jej powód do tak nieumiarkowanego żalu i byłby jej wdzięczny, a nie temu przeciwny, widząc próby odwrócenia jej myśli przez złożenie kilku spokojnych wizyt.
Rozweseliła się i powiedziała:
- Kiedy naprawdę tak myślałam, że powinnam poświęcić swoje własne skłonności i przyjąć następne miłe zaproszenie, które nadejdzie.

--------------------------------------------------
Tłumaczenie: Gosia
Zdjęcia pochodzą z miniserialu "Cranford" (BBC 2007)

Przypisy:
1. Niemiecki tradycyjny kanon.
Oh, how good I feel in the evening,
In the evening,
When the bell rings for resting
Rings for resting
Bim! bam! bim! bam! bim! bam.

Kanon to najstarsza technika polifoniczna, oparta na ścisłej imitacji, w której melodię jednego głosu powtarzają kolejno z jednakowym opóźnieniem pozostałe głosy. Kanon to również nazwa utworu opartego na tej technice. Polskim przykładem jest „Panie Janie”.

2. Justus von Liebig (1803-1873) – niemiecki chemik. Wynalazł kostkę bulionową. Jest uważany za współtwórcę agrochemii (chemii rolnej). Nazywany jest "ojcem" nawozu, gdyż udowodnił teorię o mineralnym odżywaniu się roślin, co stało się podstawą do wytworzenia nowoczesnej chemii rolnej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...