sobota, 3 października 2009

Wyznania pana Harrisona, rozdz. 11

Rozdział 11

Dałem upust złemu nastrojowi, spóźniając się na obiad u Bullocków. Był tam jeden czy dwóch duchownych, wobec których pan Bullock był protekcjonalny i natarczywy. Pani Bullock była ubrana wyjątkowo wytwornie. Panna Bullock wyglądała nieładniej niż zwykle, ale miała na sobie starą suknię albo coś podobnego, tak sądzę, ponieważ słyszałem, jak pani Bullock mówiła jej, że zawsze miała jej figurę.

Zacząłem dziś podejrzewać, że matka nie miałaby nic przeciwko temu, żeby pasierbica wpadła mi w oko. Znowu posadzono mnie przy niej na obiedzie i kiedy malcy weszli, aby zjeść deser, zauważyłem, jak bardzo lubiła dzieci, i rzeczywiście, kiedy jedno z dzieci przytuliło się do niej, jej twarz rozjaśniła się. Ale kiedy tylko usłyszała głośno wypowiedzianą uwagę, powróciło na jej twarzy przygnębienie, a nawet coś w jej spojrzeniu, co było gniewem. Była nieco nadąsana i uparta, kiedy zachęcano ją, by zaśpiewała w salonie.

Pani Bullock zwróciła się do mnie:
- Niektóre młode damy nie chcą śpiewać, dopóki nie poprosi je jakiś gentleman.
Dodała ostro:
- Jeśli pan poprosi Jemimę, prawdopodobnie zaśpiewa. Dla mnie tego nie zrobi.

Uważałem, że śpiew, kiedy się do tego zabierzemy, może być bardzo nudny, jednak uczyniłem to, o co mnie prosiła i zaniosłem prośbę do młodej damy, która siedziała z boku. Spojrzała na mnie oczami pełnymi łez i odparła stanowczym tonem głosu (który, gdybym nie widział jej oczu, uważałbym za bardzo ostry):
- Nie, proszę pana, Nie zaśpiewam.

Wstała i opuściła pokój. Oczekiwałem gorzkich słów dotyczących uporu panny Bullock z ust jej matki. Zamiast tego zaczęła mi mówić o pieniądzach, które wydała na jej edukację, i że każda umiejętność była kosztowna.
- Jest nieśmiała – powiedziała. – Ale bardzo muzykalna. Gdziekolwiek będzie jej przyszły dom, nie będzie brakować w nim muzyki.

Tak ją chwaliła, że aż ją znienawidziłem. Jeśli sądzili, że zamierzam poślubić tę niemrawą dziewczynę, byli w błędzie.

Pojawił się pan Bullock i duchowni. Podjął temat Liebiga i opowiadał mi o nim.
- Mogę rozumieć dużo z agrochemii – mówił – ale wprowadzam ją w życie bez większego powodzenia, co przyznaję. Ale te niepowiązane ze sobą litery stanowią dla mnie zagadkę. Przypuszczam, że mają jakieś znaczenie, w przeciwnym razie uznam, że umieszczono je tam, by stworzyć książkę.

- Myślę, że nadają książce wygląd czegoś nieuporządkowanego – powiedziała pani Bullock, która dołączyła do nas. – Odziedziczyłam nieco gustu do książek po moim zmarłym ojcu i muszę powiedzieć, że lubię ładną czcionkę, szerokie marginesy i elegancką oprawę. Mój ojciec nie lubił zróżnicowania, z przerażeniem wziąłby do ręki tanią literaturę naszych czasów! Nie potrzebował wielu książek, ale mógł mieć dwadzieścia wydań tych samych, a płacił więcej za oprawę, niż za same książki. Ale elegancję cenił zawsze. Mógł nie uznawać twojego Liebiga, panie Bullock. Mógł mu nie odpowiadać temat, zwykła czcionka, i sposób w jaki książki stoją.

- Idź i przygotuj herbatę, moja droga i pozwól mi porozmawiać z panem Harrisonem o kilku z tych nawozów.

Usiedliśmy w tym celu, wyjaśniałem znaczenie symboli i teorię o ich chemicznych odpowiednikach. W końcu powiedział:
- Doktorze, podaje mi pan zbyt dużą dawkę wiedzy naraz. Zażyjmy niewielką ilość „hodie” – jakby powiedział profesjonalnie pan Morgan. Niech pan przychodzi, kiedy będzie pan miał wolną chwilę i daje mi lekcję abecadła. Z tego wszystkiego, co mi pan powiedział, zapamiętałem, że C oznacza węgiel, a O – tlen. Widzę jednak, że trzeba poznać znaczenie wszystkich tych przeklętych liter, zanim można będzie popracować z Liebigiem.
- Jemy obiad o trzeciej – powiedziała pani Bullock. – Zawsze znajdzie się nóż i widelec dla pana Harrisona. Bullock! Proszę nie ograniczaj naszych zaproszeń tylko do wieczorów.
- Ale widzisz, ja zawsze ucinam sobie drzemkę po obiedzie, więc nie mogę uczyć się chemii później.
- Nie bądź egoistą, panie Bullock. Pomyśl o przyjemności Jemimy i mojej, jeśli będziemy tu miały pana Harrisona do towarzystwa.

Położyłem kres tej dyskusji mówiąc, że mógłbym czasami wpadać wieczorami i udzielać panu Bullockowi lekcji, ale że moje zawodowe obowiązki niezmiennie zajmują mi czas aż do tej pory.
Lubiłem pana Bullocka. Był prosty i bystry, a przebywać z mężczyzną było ulgą po całym tym damskim towarzystwie, z którym miałem do czynienia codziennie.


Tłumaczenie: Gosia
Zdjęcia pochodzą z miniserialu "Cranford" (BBC 2007)

Przypisy:
1. Hodie (łac.) - dzisiaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...