Strona poświęcona Elizabeth Gaskell

poniedziałek, 7 września 2020

O Elizabeth Gaskell w "Tygodniku Powszechnym" z 1953 roku


    "Renesans Elżbiety Gaskell" to tytuł artykułu, który ukazał się w 29 numerze krakowskiego "Tygodnika Powszechnego" z 29 listopada 1953 roku. Warto przypomnieć, że był to tzw. paxowski okres wydawania tego tytułu, gdyż pismo założone w 1945 roku przez kardynała Adama Sapiehę i którego redakcję stanowili początkowo: ks. Jan Piwowarczyk, Jerzy Turowicz, Konstanty Turowski i Maria Czapska, w 1953 roku po wydaniu nr 8 zamknięto z powodu odmowy opublikowania w numerze z 8 marca nekrologu Stalina, Od 10 lipca 1953 do jesieni 1956 roku czasopismo ukazywało pod identyczną winietą i zachowując ciągłość numeracji, ale prowadzone było przez inne osoby.

    Autor artykułu (pseudonim "R") opublikowanego pod nagłówkiem "Z prasy zagranicznej" powoływał się na wrześniowy numer "La Revue Générale Belge", który jak to określił, "przypomina nam tak mało u nas znaną, a tak cenioną w Anglii, jedną z pierwszych kobiet autorek". Zauważył, że "sławę swą zawdzięcza głownie autobiograficznej powieści pt. "Cranford", przedstawiającej życie małomiasteczkowe angielskie w pierwszej połowie XIX wieku".

    W artykule przytoczony został w skrócie życiorys angielskiej pisarki, która straciwszy wcześnie matkę, wychowywała się w małym miasteczku u ciotki, poślubiła pastora Gaskella i zamieszkała w Manchesterze. "Wykształcona, znająca łacinę, francuski, włoski pani Gaskell jako młoda małżonka nie miała żadnych innych ambicji prócz pomagania swemu mężowi w dziełach miłosierdzia. Spełniała wzorowo obowiązki matki trzech córek, jednak śmierć długo oczekiwanego synka pozostawiła ją niepocieszoną. I wówczas to mąż doradził jej, by zaczęła pisać. Głęboko przejęta własnym bólem zaczyna patrzeć szerzej na otaczający ją świat".

    Autor artykułu referuje: "Mieszkając w Manchesterze spotykała się stale z jaskrawymi kontrastami pomiędzy nędzą życia robotników i bogactwem fabrykantów.(...) Powiększanie się ludności w miastach spowodowane wyludnianiem się wsi, wzrost "maszynizmu" (!) przyczyniało się do ustawicznego pogarszania życia ludzi pracy. Wskutek nadprodukcji zamykano fabryki, obniżano płace i tak już niezmiernie niskie. Ten ponury obraz współczesności znajdujemy w pierwszej powieści Elżbiety Gaskell pt. "Mary Barton".

    Jak informuje "R", angielska pisarka, choć ukryta pod pseudonimem była mocno atakowana po wydaniu tej powieści. Jednak już 7 lat później opublikowała "powieść społeczną" "North and South", a w międzyczasie napisała "Cranford" i "Ruth"- "opowieść o uwiedzionej dziewczynie, którą twardość opinii publicznej zmusza do życia poza prawem". W artykule przy wzmiance o powieści "Ruth" znajduje się także pewien kuriozalny passus, który świadczy o tym, że autor nie znał powieści Gaskell, a zreferował jedynie artykuł opublikowany w "La Revue Générale Belge" i źle go zrozumiał. Cytuję: "W tej powieści autorka porusza również temat niesprawiedliwości społecznej w dziedzinie morskiej" - bez wątpienia chodziło tu nie o "Ruth" a o "North and South" i wątek brata Margaret Hale - Fredericka.

    Publicysta "Tygodnika Powszechnego" wspomina także o napisanej przez Gaskell biografii Charlotte Bronte. "Umarła wówczas trzecia z genialnych sióstr Bronti (!) - Karolina i ojciec dla uwiecznienia jej pamięci pragnął by ktoś podjął się napisania jej biografii. Elżbieta Gaskell, która znała osobiście autorkę "Jane Eyre", kochała ją i podziwiała, wzięła się do tej pracy z zapałem. Ten rodzaj twórczości niezupełnie odpowiadał zdolnościom autorki i krytyka dość surowo oceniła jej pracę".

    "R" pisze dalej: "Ostatnia przed śmiercią ukazała się powieść "Wives and Girls" (! - w rzeczywistości  "Wives and Daughters"), podobnie jak "Cranford", obyczajowa, która potwierdziła dojrzałość jej talentu".

    W podsumowaniu autor artykułu twierdzi: "Elżbieta Gaskell tak jak wszyscy postępowcy XIX w. za życia zajmowała drugorzędne miejsce pośród współczesnych pisarzy. Nieprzemijające jednak powodzenie jej powieści zmusiło opinię do zmiany stanowiska".

    W zakończeniu "R" cytuje słowa jednego z krytyków, który usiłował oddać atmosferę powieści "Cranford", która doczekała się już 170 wydania (w 1947 roku!): "Jest to historia opowiadana półgłosem przy migotliwym blasku świec, której wtóruje brzęk drutów pończoszniczych, historia kobiet, gdzie mężczyźni występują tylko w roli zaproszonych gości imieninowych i po serdecznym przyjęciu możliwie szybko wyprawiani są za drzwi".

    Czy tak właśnie postrzegacie "Cranford"???

-----------

"Tygodnik Powszechny", 1953 nr 29, s. 435.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz