Strona poświęcona Elizabeth Gaskell

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recepcja twórczości w Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recepcja twórczości w Polsce. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 września 2020

O Elizabeth Gaskell w "Tygodniku Powszechnym" z 1953 roku


    "Renesans Elżbiety Gaskell" to tytuł artykułu, który ukazał się w 29 numerze krakowskiego "Tygodnika Powszechnego" z 29 listopada 1953 roku. Warto przypomnieć, że był to tzw. paxowski okres wydawania tego tytułu, gdyż pismo założone w 1945 roku przez kardynała Adama Sapiehę i którego redakcję stanowili początkowo: ks. Jan Piwowarczyk, Jerzy Turowicz, Konstanty Turowski i Maria Czapska, w 1953 roku po wydaniu nr 8 zamknięto z powodu odmowy opublikowania w numerze z 8 marca nekrologu Stalina, Od 10 lipca 1953 do jesieni 1956 roku czasopismo ukazywało pod identyczną winietą i zachowując ciągłość numeracji, ale prowadzone było przez inne osoby.

    Autor artykułu (pseudonim "R") opublikowanego pod nagłówkiem "Z prasy zagranicznej" powoływał się na wrześniowy numer "La Revue Générale Belge", który jak to określił, "przypomina nam tak mało u nas znaną, a tak cenioną w Anglii, jedną z pierwszych kobiet autorek". Zauważył, że "sławę swą zawdzięcza głownie autobiograficznej powieści pt. "Cranford", przedstawiającej życie małomiasteczkowe angielskie w pierwszej połowie XIX wieku".

    W artykule przytoczony został w skrócie życiorys angielskiej pisarki, która straciwszy wcześnie matkę, wychowywała się w małym miasteczku u ciotki, poślubiła pastora Gaskella i zamieszkała w Manchesterze. "Wykształcona, znająca łacinę, francuski, włoski pani Gaskell jako młoda małżonka nie miała żadnych innych ambicji prócz pomagania swemu mężowi w dziełach miłosierdzia. Spełniała wzorowo obowiązki matki trzech córek, jednak śmierć długo oczekiwanego synka pozostawiła ją niepocieszoną. I wówczas to mąż doradził jej, by zaczęła pisać. Głęboko przejęta własnym bólem zaczyna patrzeć szerzej na otaczający ją świat".

    Autor artykułu referuje: "Mieszkając w Manchesterze spotykała się stale z jaskrawymi kontrastami pomiędzy nędzą życia robotników i bogactwem fabrykantów.(...) Powiększanie się ludności w miastach spowodowane wyludnianiem się wsi, wzrost "maszynizmu" (!) przyczyniało się do ustawicznego pogarszania życia ludzi pracy. Wskutek nadprodukcji zamykano fabryki, obniżano płace i tak już niezmiernie niskie. Ten ponury obraz współczesności znajdujemy w pierwszej powieści Elżbiety Gaskell pt. "Mary Barton".

    Jak informuje "R", angielska pisarka, choć ukryta pod pseudonimem była mocno atakowana po wydaniu tej powieści. Jednak już 7 lat później opublikowała "powieść społeczną" "North and South", a w międzyczasie napisała "Cranford" i "Ruth"- "opowieść o uwiedzionej dziewczynie, którą twardość opinii publicznej zmusza do życia poza prawem". W artykule przy wzmiance o powieści "Ruth" znajduje się także pewien kuriozalny passus, który świadczy o tym, że autor nie znał powieści Gaskell, a zreferował jedynie artykuł opublikowany w "La Revue Générale Belge" i źle go zrozumiał. Cytuję: "W tej powieści autorka porusza również temat niesprawiedliwości społecznej w dziedzinie morskiej" - bez wątpienia chodziło tu nie o "Ruth" a o "North and South" i wątek brata Margaret Hale - Fredericka.

    Publicysta "Tygodnika Powszechnego" wspomina także o napisanej przez Gaskell biografii Charlotte Bronte. "Umarła wówczas trzecia z genialnych sióstr Bronti (!) - Karolina i ojciec dla uwiecznienia jej pamięci pragnął by ktoś podjął się napisania jej biografii. Elżbieta Gaskell, która znała osobiście autorkę "Jane Eyre", kochała ją i podziwiała, wzięła się do tej pracy z zapałem. Ten rodzaj twórczości niezupełnie odpowiadał zdolnościom autorki i krytyka dość surowo oceniła jej pracę".

    "R" pisze dalej: "Ostatnia przed śmiercią ukazała się powieść "Wives and Girls" (! - w rzeczywistości  "Wives and Daughters"), podobnie jak "Cranford", obyczajowa, która potwierdziła dojrzałość jej talentu".

    W podsumowaniu autor artykułu twierdzi: "Elżbieta Gaskell tak jak wszyscy postępowcy XIX w. za życia zajmowała drugorzędne miejsce pośród współczesnych pisarzy. Nieprzemijające jednak powodzenie jej powieści zmusiło opinię do zmiany stanowiska".

    W zakończeniu "R" cytuje słowa jednego z krytyków, który usiłował oddać atmosferę powieści "Cranford", która doczekała się już 170 wydania (w 1947 roku!): "Jest to historia opowiadana półgłosem przy migotliwym blasku świec, której wtóruje brzęk drutów pończoszniczych, historia kobiet, gdzie mężczyźni występują tylko w roli zaproszonych gości imieninowych i po serdecznym przyjęciu możliwie szybko wyprawiani są za drzwi".

    Czy tak właśnie postrzegacie "Cranford"???

-----------

"Tygodnik Powszechny", 1953 nr 29, s. 435.

niedziela, 29 września 2019

"Jubileusz stuletni pani Gaskell" w "Dzienniku Poznańskim" z 1910 roku


    Kolejny odnaleziony artykuł o Elizabeth Gaskell pochodzi z czasopisma "Dziennik Poznański". Pismo założone przez Hipolita Cegielskiego w 1859 r. reprezentowało początkowo tendencje liberalno-ziemiańskie (zwolenników pracy organicznej i legalnej opozycji przeciwko uciskowi narodowemu), a później konserwatywne (z początkiem XX w.). Aż do roku 1939 był to jeden z ważniejszych tytułów prasowych w Wielkopolsce.
    Artykuły nie były podpisywane, więc nie wiadomo, kto jest autorem notki, która powstała z okazji obchodów 100-lecia urodzin Gaskell. Jest to oczywiście korespondencja z Wielkiej Brytanii.

"Echa z Londynu
Jubileusz stuletni pani Gaskell
        Piśmiennictwo angielskie szczyci się całym szeregiem znakomitych biografii politycznych literackich i artystycznych swych hegemonów. Trudność leży w wyborze. Bieg czasu, data urodzenia niespodzianie sprowadza zbieg kilku życiorysów poświęconych jednej i tej samej osobistości. 
    Z okazyi setnej rocznicy jej urodzin zarzuceni jesteśmy obecnie kilku życiorysami i literackiemi studyami pani Gaskell, jednej z wybitnych autorek wiktoryjskiej epoki. Chociaż za życia swego pani Gaskell cieszyła się pełnem uznaniem kół literackich, sława jej zaćmiona była przez wielkich współzawodników. Nie łatwo było rywalizować z Dickensem, Abachereyem (1), G. Eliotem, a specyalność, którą sobie dla powieściowej swej twórczości obrała — obraz życia robotników fabrycznych — obruszyła przeciwko niej pracodawców rękodzielników, których wpływ społeczny jest zawsze a był wówczas jeszcze potężniejszy, niż jest nim dzisiaj. Era reform społecznych i ulepszeń nie była jeszcze nadeszła i jej pełne humanitarnych nawoływań do polepszenia bytu warstw robotniczych takie powieści jak Marya Barton albo North and South były wówczas przedwczesnemi.
    Pani Gaskell miała prawo powiedzieć o swych utworach to, co wielki francuski pisarz Stendtel (2) mówił o swoich, że za lat pięćdziesiąt będzie i czytany i ceniony. Pani Gaskell nie potrzebowała nawet czekać tak długo. Zdarzyło się jej to samo, co się stało dwom jej poprzedniczkom na niwie powieściopisarskiej, pani Jane Austin (3) i pannie Bronte. Krucha sława wielu ich rówieśników przebrzmiała, podczas gdy ich imiona błyszczą posągowo w historyi krajowego piśmiennictwa. Pani Gaskell odznaczała się zawsze powabem literackiej formy i interesującą intrygą powieściową, ale tego nie było dosyć do postawienia jej na cokole. 
    Dopiero gdy społeczeństwo zdało sobie sprawę z ucisku i niesprawiedliwego ustroju gospodarstwa narodowego, pod którym cierpiały nie tylko miliony dorosłych robotników, ale także kobiety i dzieci, wtedy jej gorąca obrona szarej masy robotniczej znalazła echo sympatyczne u wszystkich warstw społecznych. Nie było cienia socyalistycznych doktryn w pismach tej autorki; obrazy, które kreśliła z natury, są obecnie uznane jako historyczne fakta w przemysłowym rozwoju Anglii i należą już do przeszłości. Pojąć nam dzisiaj trudno, że społeczność ówczesna patrzała obojętnie na cierpienia i wyrzekania prostego ludu. Widocznie poczucie solidarności człowieczej, chrześciańskie miłosierdzie przeniknęło głębiej do duszy teraźniejszych pokoleń i pojąć nieraz trudno, że trzeba było kilkudziesięciu lat na stopniowe przekształcenie gospodarczych stosunków. 
    Hołd oddawany obecnie pani Gaskell jest dowodem, że radykalna zmiana nastąpiła w moralnem usposobieniu społeczności brytańskiej". 

niedziela, 2 grudnia 2018

Wątek polski w „Cranford” Elizabeth Gaskell

Uważni czytelnicy powieści Elizabeth Gaskell „Cranford” być może zwrócili uwagę na fragment rozdziału IX „Signor Brunoni”, w którym narratorka wymienia lektury panny Pole.
Oto ten fragment:
„Oszołomiona, całkiem bezwiednie wchodziłam za te zasłony, kiedy jakiś dżentelmen (mogę panie zapewnić, że prawdziwy dżentelmen), wysunął się naprzód i zapytał, czy mam jakąś sprawę do załatwienia, w której mógłby mi pomóc. Mówił tak pięknie łamaną angielszczyzną, że przypomniał mi się „Tadeusz z Warszawy”(1).

Jak pisze Monica M. Gardner w artykule "Polacy w powieści angielskiej": "Miss Pole" tak jest podbita przez cudzoziemski akcent, piękną prezencję i ujmujące manjery spiskowca, że może porównać go tylko do romantycznego Tadeusza z Warszawy, którego historja była widocznie jedną z niewielu powieści czytanych przez tę damę o raczej skromnem — wyrażając się oględnie — wykształceniu". (2)

Przywołany tu „Thaddeus of Warsaw” - lektura panny Pole - to czterotomowa powieść historyczna Jane Porter z 1803 r., poświęcona losom fikcyjnego Tadeusza Sobieskiego, wnuka króla Jana III. Bohater, wzorowany na Tadeuszu Kościuszce, walczył przeciw Rosji pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, a po klęsce schronił się w Anglii.  Pisarka napisała ten utwór pod wpływem opowiadań swojego brata, który osobiście poznał Kościuszkę w 1797 r.

Tak pisze o Jane Porter i jej powieści Roman Dyboski, w artykule „Powstanie Kościuszki w powieści angielskiej z r. 1803”:

Nową fazę życia rozpoczyna pobyt w Londynie od r. 1799. Mieszka tu Joanna z siostrą Anną Maryą, dozgonną, nieod­łączną towarzyszką i wspólniczką wszystkich planów literac­kich, oraz z bratem, Robertem Ker Porter, sławnym później twórcą wielkich panoram batalistycznych, malarzem history­cznym cara i autorem cenionych dzieł o podróżach po Wscho­dzie : przez tego to młodego malarza wchodzi Joanna w koła artystyczne i literackie, poznaje malarzy Flaxmana i Northcote’a, poetkę Hannę More i innych; przede wszystkiem je­dnak on pierwszy budzi u niej zajęcie i współczucie dla lo­sów Polski i Polaków.
Przez, przyjaciela przedstawiony Ko­ściuszce, który w drodze z rosyjskiego więzienia do Ameryki bawi w Londynie, przejmuje się młody Anglik do głębi wrażeniem osoby bohatera, znękanej trudami bojów i cierpie­niami niewoli, ogniem słów, któremi wódz polski przyjmuje entuzyastę i zachęca go do wytrwania na drodze do cnoty i sławy. Takie sceny i obrazy, udzielone wrażliwemu sercu dziewczęcia, rodzą w Joannie stanowczy zamiar osnucia pier­wszej swej powieści na tle wojny polskiej, i tylko religijna cześć dla skromnej zawsze i cichej postaci Naczelnika, oraz obawa niepodołania tak wielkiemu zadaniu, powstrzymuje ją od obrania jego samego za bohatera książki. Robi więc nim zmyśloną postać młodego potomka królewskiej rodziny So­bieskich — i w tym względzie tworząc może literacki wzór dla Walter Scotta, od którego, jak wiadomo, poczyna się re­guła stawiania w środek powieści historycznych nie głównych postaci dziejowych, lecz figur zmyślonych i niższego stanu.
Do opowiadań brata przyczynia się codzienny widok zbiedzonycb a hardych emigrantów polskich, zaludniających wspólnie z francuskimi aleje parku St. James, — równocze­śnie wyobraźnię zapalają wieści o bohaterskich walkach ma­rynarzy angielskich przeciw Bonapartemu — i wychodzi wre­szcie w r. 1803 w księgarni Longmana czterotomowa powieść Tadeusz z Warszawy".
(3)

Powieść Jane Porter "Thaddeus of Warsaw" składa się z dwóch części: pierwsza opisuje udział bohatera w walce narodowej, a druga jego losy jako emigranta na angielskiej ziemi. 

Autorka posłała Kościuszce egzemplarz swej powieści, na co Kościuszko odpowiedział we właściwym sobie, pełnym uprzejmości stylu, żartobliwie składając podziękowanie za to, że czyny jego figurują „w powieści" tylko, w przeciwnym bowiem razie nikt by w nie, być może, nie uwierzył (4). 

Jak pisze w swoim artykule Zofia Gołębiowska, Jane Porter poświęciła pamięci Kościuszki zmarłego w 1817 r. „wzoru bezinteresowności, męstwa i cnoty”, dziesiąte wydanie książki z 1819 r., a w roku 1823 napisała jeszcze inny drobny utwór literacki pt. „A Fragment o  Poland”, oparty na kanwie wydarzeń pogrzebu Naczelnika w katedrze wawelskiej oraz sypania kopca Kościuszki na wzgórzu św. Bronisławy w Krakowie.  Autorka podkreślała, że ten godny podziwu rywal egipskich piramid nie jest skarbcem zapomnianych władców, lecz obiektem drogim wszystkim Polakom i przez nich samych wzniesionym” (5).


Niestety, powieść Jane Porter Thaddeus of Warsaw, która miała aż 80 wydań w XIX w. i była tłumaczona na różne języki, nie doczekała się polskiego przekładu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Źródła:
1. Elizabeth Gaskell, Panie z Cranford.  Tłumaczenie Aldona Szpakowska. Warszawa: Czytelnik, 1970, s. 126.
2. Monica M. Gardner, Polacy w powieści angielskiej, w: Przegląd Współczesny nr 135/137 (lipiec-wrzesień 1933), s. 299.
https://link.do/JvZlm
3. Dyboski, Roman (1883-1945) - Powstanie Kościuszki w powieści angielskiej z r. 1803:
https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/257103/edition/243179/content
4Monica M. Gardner, Ibidem.
5 Zofia Gołębiowska, Jane Porter - angielska admiratorka Tadeusza Kościuszki, w
Annales Universitatis Mariae Curie-Składowska. Sectio F, Historica 56. 7-15. 2001. 
https://link.do/ovefA
O powieści Jane Porter powstała także praca doktorska:
Maciej Laskowski, Jane Porter`s Thaddeus of Warsaw as evidence of Polish-British relationships: https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/2424/1/rozprawa%20doktorska.pdf
Ilustracje pochodzą z różnych wydań powieści "Thaddeus of Warsaw".

niedziela, 18 listopada 2018

O pisarstwie Gaskell w "Pamiętniku Literackim" z 1935 roku

   Zasługuje  na szacunek i uwagę czytelników nie-angielskich w innych krajach i późniejszych okresach, którzy znajdują do dziś w lekturze "Cranford" prawdziwą rozkosz estetyczną. 

        Tak o Elizabeth Gaskell pisał w okresie międzywojennym historyk literatury angielskiej Roman Dyboski. Jest w ocenach dokonań pisarki nader krytyczny, ale nie odmawia wartości jej utworom. Najbardziej cenił  "Cranford", uznając tę powieść za "epopeję życia małomiejskiego w Anglji ery mieszczańskiej". Jednak - jak twierdził - w tej angielskiej pisarce "nie było ani krzty emancypanckiego buntu przeciw konwenansom", w przeciwieństwie do np. sióstr Bronte. Jednocześnie uważał, że: "kalibrem swej wielkości twórczość powieściopisarska pani Gaskell nie sięga poziomu takiej mistrzyni w tej samej dziedzinie rodzajowych obrazków powieściowych, jak wspomniana już Jane Austen", gdyż - według krytyka - "jest nazbyt dobrotliwa i nazbyt dobrze wychowana, by być naprawdę ironistką w wielkim stylu". Dlatego, jak to określił, "powieści pani Gaskell w całości są raczej podobne do akwarel, niż do obrazów olejnych". Ponieważ - jak pisze dalej - "akwarele, pod ręką artystów, których naturę właściwym sposobem wyrażają, stawały się nieraz perłami sztuki malarskiej",  taką perłą - jego zdaniem - jest właśnie "Cranford". Pisarstwo Gaskell Dyboski przyrównał także do malarstwa miniaturowego. "Akwarelowe czy minjaturowe, jak jej figury i sceny ludzkie, są u pani Gaskell także opisy krajobrazu, właśnie dlatego tchnące tym prostym i skromnym wdziękiem, który cechuje najznakomitszych pejzażystów starej sielskiej Anglji".

    Oto fragment artykułu Romana Dyboskiego zatytułowanego "Wielcy powieściopisarze angielscy XIX wieku z perspektywy dzisiejszej", poświęcony Elizabeth Gaskell: 

    "Osobną niszę w tradycji literackiej ma w sąsiedztwie sióstr Bronte zapewnioną dla siebie raz na zawsze pani Elżbieta Cleghorn Gaskell za to, że w swoim życiorysie Karoliny odmalowała w doskonały sposób to posępne tło rodzinno-domowe i to ponuro wzniosłe tło krajobrazowe, które nam tak bardzo pomagają zrozumieć żywiołowość ich sztuki powieściopisarskiej i bohaterstwo ich natury moralnej. 

    Niezależnie jednak od tej wielkiej zasługi biograficzno- komentatorskiej twórczość pani Gaskell ma swoje walory samodzielne i trwałe, choć nie są to walory najwyższej miary. Rozgłos za życia zyskała sobie przez powieść Mary Barton (1848), która obok Sybil Disraelego i późniejszych Hard Times Dickensa dawała pierwsze obrazy z nowoodkrytego wtedy dla literatury środowiska robotników przemysłowych. Ale pani Gaskell, wiodąca zaciszne i kulturalne życie jako małżonka duchownego światłej sekty unitarjan, choć sporo się czynnie zajmowała filantropją społeczną, nie nadawała się duchowo do głębszego ujęcia zagadnień świata robotniczego, choć tego po Mary Barton raz jeszcze próbuje na większą skalę w North and South. Tak samo nie nadawała się do śmiałego i wyprzedzającego swój wiek przedstawienia problemu kobiety uwiedzionej, o co pokusiła się w powieści Ruth, i również nie nadawała się do zobrazowania stosunków na wsi wśród ziemiaństwa, których panoramę chciała dać w powieści My Lady Ludlow. Natomiast na swym właściwym terenie znalazła się i prawdziwie klasyczne dzieło stworzyła, gdy rodzinne miasteczko Knutsford niedaleko Manchesteru wzięła za wzór do szeregu szkiców p. t. Cranford , które składają się na jedyną w swoim rodzaju epopeję życia małomiejskiego w Anglji ery mieszczańskiej. Jak niegdyś sama pani Gaskell, tak jej bohaterka wychowuje się w małem miasteczku pod opieką ciotki, starej panny, i w opowiadaniu tej bohaterki poznajemy osobliwy, przeważająco niewieści światek prowincjonalnego zakątka.

    „Przede wszystkiem miasto Cranford jest w posiadaniu Amazonek: wszystkie osoby, zajmujące domy powyżej pewnej ceny najmu, są kobietami. Jeżeli jakie małżeństwo osiędzie w mieście, to mężczyzna jakoś znika; albo poprostu na śmierć się zastraszy tem, że jest jedynym mężczyzną na zebraniach towarzyskich w Cranford; albo nieobecność jego tłumaczy się służbą w odległym garnizonie czy na okręcie, czy też interesami, prowadzonemi przez cały tydzień w wielkiem handlowo-przemysłowem mieście Drumble, położonem o dwadzieścia mil koleją od Cranfordu.“

    W tej małej rzeczypospolitej kobiecej utrzymywanie w porządku ogródka kwiatowego przed domem, czujna kontrola nad młodą i nieudolną służącą, pieczenie ciastek na popołudniowe przyjęcia herbaciane, wreszcie kolekcjonowanie i kolportaż ploteczek są głównemi zajęciami, a panującą atmosferą jest genteel poverty - skromność materjalnych warunków życia, starannie maskowana przez dystynkcję manjer i pozory nonszalancji. Że zaś w minjaturowych ramach takiego żywota jest miejsce na całe bogactwo uczuć ludzkich i na całą głębię cierpień i radości, to udało się pani Gaskell ukazać w sposób, stanowiący o naprawdę niepospolitej wartości tego jej małego arcydzieła. Umie nas wzruszyć czyto opisem wizyty dwóch starych panien u zdziwaczałego starego właściciela folwarku, który niegdyś był przedmiotem młodocianych uczuć jednej z nich, czyto obrazem gorącej, cichej adoracji całego niewieściego towarzystwa dla dobrotliwego emeryta, byłego kapitana okrętu, co je wszystkie po rycersku traktuje jako wielkie damy; czy wreszcie historją zbiorowych wysiłków dobrych sąsiadek nad umożliwieniem otwarcia sklepiku z herbatą przezacnej cioci Matty, co straciła swe oszczędności przez bankructwo banku, w którym je złożyła. Niema w powieści większych sensacyj jak zjawienie się w miasteczku prestidigitatora włoskiego, który okazuje się wreszcie prostym Anglikiem i w biedzie i chorobie doznaje dobroci pań cranfordzkich; czy w końcu powrót brata cioci Matty z długoletniej służby w Indjach, gdzie wprawdzie fantastycznych bogactw nie nagromadził, ale tyle zaoszczędził, by siostrze zapewnić spokojną starość. W zwierciedle tak drobnych i zgoła nie dramatycznych wypadków z rozrzewnieniem oglądamy tajniki dusz i serc ludzkich.

    Ciasnym granicom, w których te głęboko ludzkie obrazki są zamknięte, poddawał się talent literacki pani Gaskell dobrowolnie i z rozmysłem, gdyż odpowiadały one jej cichej i delikatnej kobiecej naturze, jednako dalekiej od żywiołowej siły uczucia sióstr Bronte i od filozoficznego intelektualizmu pani George Eliot. Była wzorową towarzyszką życia dla męża-pastora i wzorową matką siedmiorga dzieci; nie było w niej ani krzty emancypanckiego buntu przeciw konwenansom. Tylko napisała przy tem wszystkiem około czterdziestu tomów powieści, nowel, rozpraw i artykułów; a że znalazł się wśród tego obfitego dorobku taki klejnocik, jak Cranford , to słuszny tytuł do szczerego i stałego uznania ze strony potomności. Nie chodzi w tym wypadku o genjalne porywy, sięgające poza czas i miejsce; ale jeżeli mamy do czynienia raczej z typową literacką przedstawicielką kraju i epoki, to w każdym razie ta typowa reprezentacja jest nawskróś udatna, nie skażona żadnym błędem przeciw dobremu smakowi i nie pozbawiona należytego związku rozumowego i uczuciowego ze sprawami ogólno-ludzkiemi; a więc zasługuje także na szacunek i uwagę czytelników nie-angielskich w innych krajach i późniejszych okresach, którzy znajdują do dziś w lekturze Cranford prawdziwą rozkosz estetyczną.

    Kalibrem swej wielkości twórczość powieściopisarska pani Gaskell nie sięga poziomu takiej mistrzyni w tej samej dziedzinie rodzajowych obrazków powieściowych, jak wspomniana już Jane Austen, dziś zgodnie stawiana bardzo wysoko. Porówna nie nasuwa się samo, boć i Jane Austen porusza się rozmyśl nie w ciasnych ramach bytu zaściankowego: pisząc powieści współczesne w dobie wojen napoleońskich, nie wspomina w nich ani o tych wojnach samych, ani o wielkich przemianach społecznych, prowadzących od Anglji ziemiańsko-rolniczej do Anglji mieszczańsko-przemysłowej, ani nawet o dokonywającym się wtedy wielkim przewrocie romantycznym w literaturze. Ale Jane Austen na swym ciasnym terenie porusza się z instynktowną swobodą i przenikliwą intuicją prawdziwego genjuszu, i nie brak jej nigdy także tej szczypty filozoficznej ironji, która jest składnikiem wszelkiej genjalnej twórczości. Tych przymiotów, a przynajmniej tej wspaniałej ich pełni, co Jane Austen, pani Gaskell nie posiada; w szczególności jest nazbyt dobrotliwa i nazbyt dobrze wychowana, by być naprawdę ironistką w wielkim stylu, jak nią bywa czasem niemal aż do okrucieństwa Jane Austen, która „nie znosiła głupców lekkiem sercem" — did not suffer fools gladly, jak się mówi w Anglji. To też powieści pani Gaskell w całości są raczej podobne do akwarel, niż do obrazów olejnych, jak to trafnem porównaniem określa lord Cecil. 

    Ale akwarele, jak wiemy, pod ręką artystów, których na turę właściwym sposobem wyrażają, stawały się nieraz perłami sztuki malarskiej; a są przytem tej sztuki rodzajem może najbardziej typowym dla pewnych przymiotów duszy angielskiej. Są też rodzajem w pewnych swych przejawach par excellence kobiecym. Otóż wszystko to można powiedzieć także o powieściach pani Gaskell. Można też ze względu na jej rozmiłowanie w drobnych szczegółach każdego kreślonego obrazu porównać jej powieści z innym jeszcze rodzajem sztuki malarskiej, również małym co do kalibru i zasięgu, a nieraz niepospolicie cennym jakością swych dzieł,  z rodzajem również w swoim czasie bardzo typowym dla angielskiej kultury artystycznej - mianowicie z malarstwem minjaturowem. Cranford jest arcydelikatną minjaturą w porównaniu z takiemi na wielką skalę obrazami życia prowincjonalnego, jak choćby w nowszych czasach powieści Arnolda Bennetta o „pięciu miastach garncarskich Anglji środkowej.  

    Akwarelowe czy minjaturowe, jak jej figury i sceny ludzkie, są u pani Gaskell także opisy krajobrazu, właśnie dlatego tchnące tym prostym i skromnym wdziękiem, który cechuje najznakomitszych pejzażystów starej sielskiej Anglji. Całą atmosferę jej własnej sztuki zdaje się oddawać ten bezpretensjonalny obrazek jesiennego dnia na wsi, który wybrał jako charakterystyczny przykład lord Cecil: 

    „Był to jeden z owych cichych a uroczych dni jesiennych, gdy czerwone i żółte liście są jakby kołkami do rozwieszenia błyszczących od perlistej rosy pajęczyn; gdy żywopłoty przy drożne pełne są wlokących się poprzez nie ciernistych gałązek jeżyny, obciążonych dojrzałemi, lśniąco czarnemi jagodami; gdy powietrze pełne jest pożegnalnych gwizdów i pisków pta sich, brzmiących wyraźnie i krótko, — nie tak, jak długie, upojne pienia wiosenne; gdy wśród ściernisk słychać furkot skrzydeł kuropatwy, a po twardo ubitych drogach ostro dźwięczą kopyta końskie; gdy to tu, to tam jakiś liść spływa chwiejnym lotem ku ziemi, choć niema jednego podmuchu wiatru".  

    Jak ten krajobraz, tak całe magnum opus pani Gaskell - Cranford - i niejeden szczegół w mniej doskonałych i dziś już nieczytanych jej utworach - jak Sylvia’s Lovers , Cousin Phillis, Wives and Daughters - tchnie dziś tą samą naturalną świeżością, co w owych odległych latach, gdy dzieła te ujrzały światło dzienne owej Anglji wiktorjańskiej, do której tak rdzeń nie duchem swym należą".


Tekst zamieszczony w z. 1/2 "Pamiętnika Literackiego" z 1935 r.: Pamiętnik Literacki : czasopismo kwartalne poświęcone historyi i krytyce literatury polskiej R. 32, z. 1/2 (1935), s. 100-101. Pełny tekst artykułu w POLONIE.


Autor artykułu: 

Roman Dyboski (1883-1945) -  filolog, historyk literatury angielskiej. Od roku 1911 był profesorem na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (wcześniej docent i kierownik Katedry Filologii Angielskiej). W roku 1923 wybrany został na członka-korespondenta, a w 1931 na członka czynnego Polskiej Akademii Umiejętności. W roku akademickim 1930/1931 pełnił funkcję dziekana Wydziału Filozoficznego UJ. Wykładał i badał literaturę Wielkiej Brytanii.


piątek, 8 stycznia 2016

Nekanda Trepka po raz wtóry o Gaskell w "Życiu" z 1887 roku

Wspomniany już w innym artykule Nekanda Trepka*1 (wł. Mścisław Edgar Nekanda-Trepka) zamieszczał swoje studium o powieściopisarstwie angielskim oraz recenzje w kilku czasopismach. Jednym z nich, obok "Kłosów" było "Życie: tygodnik literacko-naukowy poświęcony przeważnie sprawom literatury pięknej".  Czasopismo było redagowane i wydawane przez Teodora Paprockiego i ukazywało się w latach 1887-1891 w Warszawie. Jego redaktorem byl także Zenon Przesmycki "Miriam", który później był redaktorem Życia" krakowskiego.

Trepka nadesłał do tego czasopisma kilka odcinków swojego studium (opatrzonego na końcu inicjałami "E.N.T.) i w jednym z nich zamieścił wzmiankę o Elizabeth Gaskell. Zamieszczony tekst jest skróconą do mininum wersją artykułu z "Kłosów", ale dla porządku warto go przywołać.

"Powieść w Anglii i powieściopisarze angielscy dni naszych
(ciąg dalszy)
Ze śmiercią G. Eliota zniknęła najznakomitsza powieściopisarka Anglii. Nie była ona jedyna kobietą powieściopisarką, jaką się kraj ten pochlubić może. Niedawna przeszłość pokazuje nam dwa świetne kobiece pióra: Elżbietę Gaskell i Karolinę Bronte [...]. 
Elżbieta Gaskell († 1863) napisała kilkanaście wybornych powieści, z których dwie "Marya Barton" i "North and South" liczone są do pereł powieściopisarstwa. Żyjąc pośród fabrycznej ludności północnej Anglii, opowiada ich cierpienie; i ta tendencya socyalna, pozbawiona sekciarskiego ducha, stanowi jej oryginalność. Ubóstwo, ciemnotę, nędzę, przesądy, uprzedzenia proletaryatu, tak same jak choroby, epidemie, pijaństwo i prostytucyę wplotła autorka bez systematu apriorycznego do jednej żałobnej symfonii. W pierwszej z tych dwóch powieści zebrała dopiero materyały do społecznej diagnozy; w drugiej wskazała nie ekonomiczne ale psychiczne środki zaradcze do pojednania dwóch warstw towarzyskich, wrogo przeciwko sobie stojących. Niema śladu u tej autorski płaczliwego sentymentalizmu; przez analizę i bezstronne ocenienie społecznych czynników dobro, światło i poświęcenie tyumfuje.  Po nad walką zażartą, której dramatyczne epizody opisane są z męzką energią, góruje wiara w zbawczą siłę pracy. Po odczytaniu "Północy i Południa" czytelnik czuje się pokrzepionym i uznając jako nieuniknioną konieczność istnienie zła społecznego, wie przynajmniej, że ma pod ręką zaradcze środki [...]"*2.


1. Nekanda Trepka, jak o nim pisze Wanda Krajewska, był socjologiem z wykształcenia, w 1887 roku z Paryża przeniósł się do Anglii. "Literaturę rozpatruje od strony jej funkcji społeczno-moralnej. W realistycznym nurcie powieści interesuje go przede wszystkim obraz społeczeństwa, a za najwartościowsze dzieła uważa te, które przedstawiają z pozytywistycznym optymizmem perspektywy poprawy bytu". W innym miejscu Krajewska dodaje: "Ekonomista z wykształcenia, interesował się więcej sprawami społecznymi i politycznymi Anglii, a literaturę widział jako jeden z elementów życia społecznego". 
W: Wanda Krajewska, "Recepcja literatury angielskiej w Polsce w okresie modernizmu (1887-1918)Wrocław: Ossolineum, 1972, s. 18 i s. 34.

2. "Powieść w Anglii i powieściopisarze angielscy dni naszych", w: "Życietygodnik literacko-naukowy poświęcony przeważnie sprawom literatury pięknej". Warszawa 22 sierpnia (3 września) 1887 r., nr 36, s. 571.  Pisownia tekstu oryginalna. 

niedziela, 18 października 2015

Narcyza Żmichowska o Elizabeth Gaskell

    Zastanawiałam się często,  jak przyjmowali utwory Elizabeth Gaskell polscy pisarze. Wspomniałam już wcześniej o recenzji powieści tej angielskiej pisarki opublikowanej przez zapomnianą dziś Walerię Marrene -Morzkowską. Tymczasem w jednym z listów bardzo znanej powieściopisarki, Narcyzy Żmichowskiej pojawiło się nazwisko autorki powieści "Mary Barton" i "Północ i Południe". Oto list skierowany do Izabeli Zbiegniewskiej (tu nazywanej Elli) z 1869 roku:

List Narcyzy Żmichowskiej do Elli

14 maja 1869 roku Dębowa Góra

"[..] Ale czemu ty, Ellinko angielskich powieści nie lubisz? […] ja za niemi przepadam – widzę w nich po większej części ogromne zrozumienie rzeczywistości człowieka – od jego fizyologii do moralnych i umysłowych usposobień - widzę nieprzebraną, niewyczerpaną kopalnią spostrzeżeń, lecz spostrzeżeń, zawsze nitką zdrowego sądu i prawa przeciągniętych – jeśli w nich gra namiętności jest wytłumaczoną, uwzględnioną niekiedy – nigdy tak jak we francuzkich nie jest podniesioną do ideału – stawioną jako pryncypium – zatwierdzona uchwała izby deputowanych, większością głosów przyjęta. Prócz tego, zajmuje mnie to życie pełne, jędrne, zdrowe, zdrowej i dzielnej narodowości, rzeźwi mię ta praca historyczna, która jak oliwa przesiąka nawet fantazyjne niby poza nią dla chwilowej zabawki tworzone efemerydy – a na koniec lubię owę prawdziwość tak podobną do prawdy, że omylićby się można. […] a życie robotników, ich bezrobocia, jakich wybornych mistrzowskich obrazów Miss Gaskell dostarczyły – Mary Barton – Margueritte Hall, zdaje mi się, że na francuzkie przetłumaczone, więc jeśli po angielsku jeszcze nie umiesz, powinnaś ich w tym języku dostać – prawda, że dawniej ja sama nie miałam wyobrażenia, ile to wdzięku i prostoty francuzkie tłumaczenie im ujmuje . [..]"

Źródło:
Listy Narcyzy Żmichowskiej do rodziny i przyjaciół, Kraków: Gebethner i Wolff, t. 2, 1885, s. 435.

    Narcyza Żmichowska (1819-1876) - m.in. autorka "Poganki" (1846), jej powieści podejmowały tematykę społeczną, ukazywały bohaterów wytrwale dążących do wyznaczonego celu. Opracowała program kształcenia dziewcząt. Uważała, że wiedza potrzebna jest kobietom przede wszystkim po to, aby mogły podejmować w życiu świadome decyzje. Postulowała dwa programy kształcenia: jeden gospodarsko-praktyczny dla dziewcząt pragnących poświęcić się rodzinie i wychowaniu dzieci i drugi – naukowy dla uzdolnionych dziewcząt. Oba programy cechował nacisk na wyrobienie postawy narodowej i patriotycznej.  (wikipedia).

niedziela, 11 października 2015

O „Mary Barton” w polskiej prasie z 1956 roku

    Jak była już o tym mowa, pierwsze i jedyne (jak dotąd) wydanie powieści Elizabeth Gaskell „Mary Barton” zostało opublikowane w 1956 roku, nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego. W tymże samym roku pojawiły się recenzje tej książki.

    Grzegorz Sinko (1), profesor Uniwersytetu Warszawskiego specjalizujący się w historii literatury angielskiej był autorem recenzji opublikowanej w „Roczniku Literackim” (2).  Pochwalił przekład Krystyny Tarnawskiej, napisał o nim: „stanowi jeszcze jeden dowód jej wytrawnej umiejętności dostosowania się do rozmaitych stylów. Udało się jej doskonale zachować tok szarej prozy oryginału, rozwijającej się w długich, dygresyjnych zdaniach. Dobrze zrobiona jest XIX-wieczna staroświeckość troch inwersji, trochę form bardzo de l`époque.” Słowa uznania skierował także pod adresem Włodzimierza Lewika, który przetłumaczył „wiersze poetów czartystowskich, obficie cytowane przez panią Gaskell”.

    Druga recenzja ukazała się w czasopiśmie "Książka dla Ciebie" (rok 1956 nr 11, s. 18-19), zawierającym recenzje nowo wydawanych książek oraz tłumaczenia, a wydawanym przez Centralny Zarząd Księgarstwa (3). Autorem artykułu pt. "Nowy kłopot z klasykiem" był Krzysztof Zarzecki - tłumacz literatury pięknej z języka angielskiego.
    Na wstępie wyraził on opinię, że autorka "Mary Barton" nigdy nie należała do pierwszoplanowych klasyków prozy angielskiej, jednak uznał, że twórczość tej pisarki zasługuje na tłumaczenie. Najwyżej ocenił  powieść "Cranford". Jak zaznaczył, "z mrs. Gaskell jest ta bieda, że utwory jej dzielą się zupełnie wyraźnie na dwie odrębne kategorie. Pierwsza, do której zalicza się właśnie wydana w roku 1848 "Mary Barton"  zasłużyła sobie na pochlebne wzmianki w historii literatury swoim nowatorstwem tematycznym".
    Dodał, że "pani Gaskell pierwsza w w literaturze angielskiej pokusiła się (..) o szerokie odmalowanie robotników przemysłowych i ich konfliktu z fabrykantami. (..) Akcja tej powieści rozgrywa się w fabrycznym Manchesterze w burzliwych latach czterdziestych, latach pierwszego zorganizowanego ruchu robotniczego, tzw. czartystów. Dowód niemałej odwagi i niezależności umysłu złożyła Mrs. Gaskell już samym wyborem robotników na bohaterów swej powieści i sympatią, jaką ich obdarza. Jeszcze większą śmiałością było na wskroś realistyczne zobrazowanie warunków, w jakich ci ludzie naprawdę żyją, a nade wszystko próba zrozumienia i bezstronnego przedstawienia ideologii i działalności pierwszych związków zawodowych".
    Autor recenzji zauważył jednak, że autorka "Mary Barton" nie była osobą społecznie radykalną, ale żywiła nadzieję, że "ukazując krzywdę robotników, która popycha ich do rozpaczliwych aktów indywidualnego terroru, zdoła wzruszyć fabrykantów i skłonić ich do ustępstw. Stąd zakończenie zalecające ewangeliczną zgodę pomiędzy pracodawcami i pracownikami, opartą na wzajemnym przebaczeniu i kompromisie",
    Zarzecki, zarzucając jednocześnie Gaskell braki artystyczne, z ironią pisze o działalności społecznej autorki "Mary Barton": "filantropijne wędrówki po norach manchesterskiej nędzy, które należały do obowiązków bogobojnej małżonki pastora wystarczyły, żeby odmalować wiernie materialne warunki i problemy życiowe proletariatu, nie przyniosły natomiast obserwacji dość wnikliwych, ażeby mogły z nich powstać żywe, psychologicznie prawdziwe postacie ludzkie.".  Przypomnijmy jednak, że "Mary Barton" była to debiutancka powieść Gaskell, a do pisarstwa namówił ją mąż po tym, jak straciła dziecko. Autor recenzji stwierdza jednak dalej, że i w tej powieści widać znamiona przyszłego talentu Elizabeth Gaskell." Jego zdaniem, "zapowiada go szczególnie środkowa część książki, w której akcja rusza z kopyta i staje się niemal sensacyjna, nie pozbawiona dramatycznych konfliktów i dobrych scen. Niektóre partie są wcale ciekawe, przypominają nieco Dickensa i nawet nie tak bardzo mu ustępują".         Zarzecki skrytykował zbyt łatwe zakończenie powieści, raził go "szczęśliwy koniec okrutnych niedoli, jakie spadają na bohaterów, nieoczekiwane nawrócenia, uporczywy schemat kary dla grzeszników, a nagrody dla sprawiedliwych".  Takie rozwiązania fabuły pojawiają się jednak również w twórczości Karola Dickensa.
    Przy okazji recenzent wyraża pochlebne zdania na temat innej powieści Gaskell tj. "Cranford", Jak zauważa, "tu Mrs. Gaskell okazuje się twórczynią całej galerii świetnych portretów, szczególnie kobiecych; miejsce ckliwego sentymentalizmu i patosu "Mary Barton" zajmuje subtelna satyra, pełna  cienkiej ironii i delikatnego humoru; zamiast melodramatycznej akcji o nieprawdziwym rozwiązaniu mamy tu wnikliwy obraz życia w małym miasteczku angielskim". Wynika to z tego, zdaniem krytyka, że w tej powieści "Mrs. Gaskell przedstawia życie klasy średniej, którą doskonale znała, bo było to jej własne środowisko".

    Trzecia wzmianka ukazała się w „Kwartalniku Neofilologicznym” (rok 1956 t. 3-5 s. 271-274), wiąże się ona z recenzją książki Kathleen Tillotson pt. „Novels of the Eighteen-Forties” (Oxford 1954). Tillotson zajęła się w swej rozprawie powieściami epoki wiktoriańskiej, skupiając się na jednym dziesięcioleciu, szczytowym w dziejach rozwoju powieści angielskiej, dekadzie, w której staje się ona dominującą formą literacką. Krytyce zostały poddane cztery powieści reprezentatywne dla lat 40., w tym obok dzieł Dickensa, Thackeraya i Bronte, także „Mary Barton” Gaskell.
Jak zauważyła Irena Dobrzycka (3), autorka omówienia tej publikacji opublikowanej w "Kwartalniku Neofilologicznym": „podstawową tezą (..) całego dzieła jest twierdzenie, że powieści lat czterdziestych wykazują wielką troskę o jednolitość, zwartość kompozycyjną utworu („unity"), tak pod względem ideologicznym, jak i formalnym (,,...zarówno w powieściach opisanych, jak i w krytyce tego okresu ważną rolę odgrywała kwestia „jedności.”).  Odnosząc się do powieści Gaskell, stwierdziła: „Mary Barton zawdzięcza zwartość kompozycji dwom przede wszystkim elementom. W pierwszym rzędzie znakomitej kreacji Johna Bartona, który wbrew tytułowi powieści jest właściwym jej bohaterem, dominuje w niej, nadając akcji jednolity charakter. Świetnie odmalowany Barton jest - zdaniem K. Tillotson – nie tylko typowym przedstawicielem robotnika bojowego, czartysty, ale jednocześnie przykładem starego motywu literackiego: człowieka, w którym dobroć zamienia się w nienawiść, altruizm altruizm w mizantropię”. Jak pisze dalej Dobrzycka, „drugim elementem stanowiącym spójnię wewnętrzną utworu to życie miasta Manchester w gorących latach czterdziestych, bardzo ważny czynnik w kształtowaniu się losów i ideologii bohatera”. I dodaje: „Słuszne jest zdanie Tillotson, że pewna drobiazgowość opisów ulic, wnętrz, która dziś nuży czasem czytelnika, była niezbędna w połowie XIX wieku, kiedy okręgi przemysłowe były dla rzesz publiczności z południa, ze wsi, krainą egzotyczną, zupełnie nieznaną i każdy szczegół ze środowiska fabrycznego musiał być jasno przedstawiony, aby był zrozumiany”.


(1). Grzegorz Sinko, od rozpoczęcia kariery naukowej w 1947 roku, opublikował ponad 450 artykułów krytycznych, esejów, przekładów i recenzji.
(2). Rocznik Literacki - periodyk poświęcony twórczości literackiej, wydawany w Warszawie w latach 1933-1939, wznowiony w 1956 roku. Zawiera m.in. przegląd wydarzeń życia literackiego w Polsce, a także bibliografię i omówienia pozycji polskiej literatury pięknej oraz przekładów, pamiętnikarstwa, eseistyki, epistolografii, biografistyki, krytyki literackiej, nauki o literaturze, teatraliów, folklorystyki itp.
(3) - Centralny Zarząd Księgarstwa - organ zarządzania branżą księgarską w początkowym okresie PRL (do 1958 roku).
(4). Irena Dobrzycka (1909- 2007) – anglistka, literaturoznawczyni, profesor literatury angielskiej na Uniwersytecie Warszawskim.

niedziela, 4 października 2015

Podcastowa recenzja "Niesamowitych historii" Elizabeth Gaskell

    Zapra­szam do wysłu­cha­nia odcinka Kar­pio­wego Pod­ca­stu, w któ­rym Łukasz Skura opo­wiada o Nie­sa­mo­wi­tych histo­riach Eli­za­beth Gaskell z Biblio­teki Grozy wydaw­nic­twa C&T. 
Łukasz Skura - jak sam o sobie pisze - pożera filmy, książki, płyty.
Na autorze tej specyficznej - jak zobaczycie - recenzji największe wrażenie zrobiła zawarta w tym zbiorku "Szara dama". 


http://carpenoctem.pl/cnpodcast/kp-60-niesamowite-historie-elizabeth-gaskell/

sobota, 26 września 2015

Recenzja twórczości Gaskell w "Kłosach" z 1883 roku


        W jednym z czołowych pism kulturalnych Polski drugiej połowy XIX wieku,  ilustrowanym czasopiśmie  tygodniowym  "Kłosy", poświęconym literaturze, nauce i sztuce, wydawanym w Warszawie w latach 1865–1890 przez Franciszka Lewentala, ukazał się w lutym 1883 roku artykuł poświęcony twórczości Elizabeth Gaskell. Autor podpisany jako Nekanda (był nim dr Mścisław Edgar Trepka) omówił powieści: "Marya Barton", "Północ i Południe" i "Ruth", wspomniał także o innych utworach pani Gaskell: "Cranford", "Lady Ludlow" oraz "Kuzynka Philis". Artykuł był jednym z serii tekstów publikowanych na przestrzeni kilku lat pt. "Powieść w Anglii. Studyum literackie".

        Mścisław Edgar Trepka wysoko ocenił pisarstwo Elizabeth Gaskell, powieści „Mary Barton” i „Północ i Południe” nazwał arcydziełami. O pierwszym utworze powiedział, że to „obrazy pochwycone na uczynku, drgające życiem”, drugi uznał za „utwór doskonalszy”, jak stwierdził „przeciwieństwo dwóch Anglii oddane zostało przez panią Gaskell w sposób mistrzowski”, a „walka robotników z chlebodawcami, uosobionymi w energicznym i szorstkim p. Thorntonie, przejmuje dreszczem”. Bohaterkę tej powieści tak opisał: „promieniem słonecznym, co nagromadzoną mgłę rozwiewa, staje się urocza Małgorzata Hale, córka pastora, która z razu odpychała ze wstrętem miłość szorstkiego p. Thorntona, ale następnie, poznawszy siłę żelazną tego charakteru i niezwalczoną logikę tego umysłu, ślubuje mu wiarę i miłość. Ta delikatna i wyrafinowana kobieta staje się aniołem opiekuńczym fabrycznego grodu i wpływa na podniesienie jego moralności, oświaty i dobrobytu”. Nawiązując do zakończenia dzieła Gaskell, Nekanda stwierdził: „Po przeczytaniu tej powieści, człowiek rozumny czuje się pokrzepionym, i uznając jako nieuniknione istnienie zła, jest przynajmniéj w stanie znaléźć na nie zaradcze, łagodzące środki”. Inna powieść Elizabeth Gaskell „Ruth”, to jego zdaniem  „smutna powieść, skropiona łzami, hymn na cześć rezygnacyi, skruchy i miłosierdzia”.
         W podsumowaniu twórczości angielskiej pisarki autor uznał: „Najbardziej nas w jéj obrazach ze świata przemysłowego uderza umiarkowanie, brak efektownych deklamacyi, jednem słowem, ten zdrowy rozsądek, który nie wielu pisarzy, dotykających społecznych problematów, zachować jest w stanie”.

1. Mścisław Edgar Trepka (ur. w 1839 roku), był uczestnikiem powstania styczniowego, walczył w oddziałach Taczanowskiego. Po upadku powstania wyjechał do Szkocji, gdzie w Edynburgu wykładał na uniwersytecie. Stąd jego znajomość Anglii i angielskiej literatury. W 1895 roku została wydana jego książka „Anglia i Anglicy. Studya”. Był ekonomistą, opublikował także „Rzecz o socyalizmie” w dwóch tomach, a także „Studya ekonomiczne”. Artykuły publikowane w "Kłosach" podpisywał pseudonimem: Nekanda.

Poniżej fragment artykułu poświęcony Elizabeth Gaskell, opublikowany w czasopiśmie "Kłosy" w 1883 roku.
  
"POWIEŚĆ W ANGLII
STUDYUM LITERACKIE
Przez Nekandę
VII

Elżbieta Gaskell [...]

Z wyjątkiem może sztuk plastycznych, w których Anglicy stawiają dopiéro pierwsze kroki, niéma oddziału i rodzaju działalności ludzkiej, w któréjby nie tylko nie zabłysnęli oryginalnością, ale i nie okazali potęgi. Nad wszystkiemi jednak góruje przemysł fabryczny. Stanowi on cechę charakterystyczną angielskiego społeczeństwa, i znalazł naturalnie swój odblask w piśmiennictwie. W téj jego gałęzi, która jest przedmiotem naszego przeglądu, przemysł fabryczny rozpatrywany jest naturalnie nie z technicznéj ani z ekonomicznéj swojéj strony, ale z socyalnéj. Stosunki, jakie wyrodził on pomiędzy klasami społeczeństwa, pomiędzy robotnikami a chlebodawcami, natchnęły wielu angielskich powieściopisarzy i zrodziły niejeden utwór, którego znaczenie jest większe, aniżeli czysto belletrystyczne. 
W rzędzie tych powieściopisarzy najznakomitsze miejsce zajmuje kobieta, pani Elżbieta Gaskell. Była ona żoną pastora w Manchesteru, i miłosierne obowiązki zbliżyły ją do klasy robotniczéj. Nie byłaby może nigdy jéj przyszła myśl chwycenia za pióro, gdyby, po stracie ukochanego dziecka, czarna melancholia, w którą popadła, nie znalazła za poradą doktora ulgi w zajęciu umysłowem. Tak powstała Marya Barton, ta powieść, która wywarła wśród społeczeństwa angielskiego piorunujące wrażenie. Pani G. napisała w epoce pomiędzy 1849 r. a 1865 (rokiem swej śmierci), kilkanaście powieściowych utworów, z których piérwszy, Marya Barton, i drugi, napisany na tém samem tlé, North and South, są jéj arcydziełami. Społeczne i literackie ich znaczenie jest wielkie.
W Maryi Barton pani Gaskell opowiada cierpienia klasy roboczej, pracującej w fabrykach; nie można tam znaleźć najmniejszego śladu czczéj deklamacyi i systematu apriorystycznego: obrazy pochwycone na uczynku, drgające życiem, snują się przed oczyma widza, niby mary cmentarne. Nie znamy smutniejszéj, boleśniejszéj epopei nad tę historyą klasy roboczéj. Ubóztwo, ciemnota, przesądy, uprzedzenia, idee fałszywe z jednej strony, a z drugiéj choroby,  epidemie, skrofuły (1), anemia, pijaństwo, prostytucya - co za żałobna symfonia ! Jako nuta psychologiczna, gniew, oburzenie, zaciętość proletaryatu, jego gorycz, jego zawiść nieprzejednana względem bogatych i dostatnich, a w pośród szerokich kół tych zamożnych – obojętność, apatya, nieświadomość aspiracyi, jakie tętnią w dole. Dwie klasy społeczne, w ciągłéj i bezpośredniéj zależności jedna od drugiej, nie tylko że się nie zbliżają do siebie i nie starają się porozumiéć, ale wznoszą między sobą niezwalczone przeszkody. Jako postulat moralny, który z téj anormalnej sytuacyi wypływa, jest upadek moralności, rozprzężenie obyczajów i rozbrat społeczny.
Niéma w powieści pani Gaskell bohaterów; jedna smętna nuta, jedna żałobna osłona rozciąga się nad tym światem roboczym. Jest to, jak powiedział ktoś słusznie, ożywiona statystyka nędzy. Jak w tkaninie dalekiego wschodu, ze wszystkich kolorów jaskrawych wyradza się harmonijny koloryt, tak z tego aglomeratu analitycznych szczegółów staje przed oczyma ducha jasny, dokładny obraz niższych warstw społecznych Anglii. Autor francuzki wyciągnąłby z takiego studyum ogólno-ludzkie teorye i wywołałby protestacye gorączkowe; pisarz angielski z objektywnym spokojem ogranicza się do skreślenia obrazu, o ile można dokładnego, w przekonaniu, że dość jest zebrać materyały bez syntetycznego ich uporządkowania, i że praktyczne rezultaty wyciągnie z nich każdy, kto patrzéć, kto sądzić, kto działać umié. Nie jest to szereg perypetyi, wypadków, zawiklań i intryg, ale po prostu szereg obrazów. Żadnéj obłudnéj maski na konwencyonalnych postaciach; prawda surowa, język szorstki, często grubijański, gdy jest na ustach smutnych bohaterów tego podziemnego świata.
Powieść wywołała, jak powiedzieliśmy wyżéj, potężne wrażenie w Anglii. Widocznie było to dopiéro zebranie materyałów do obrazu dodatniego. Ta rzewna nuta sympatyi do sponiewieranych i upośledzonych, która drgała w Maryi Barton, powinna była skrystalizować się w innéj, dodatniéj pracy, gdzie, obok wyjaśnienia złych stron. obnażenia ran, mieliśmy prawo spodziewać się wskazania środków zaradczych, nie z ekonomicznych może, ale przynajmniéj psychicznych. Zadaniu temu odpowiedziała druga powieść pani Gaskell, p. t.: Północ i Południe.
Pod wszystkiemi względami jest to utwór doskonalszy. Obok tendencyi socyalnéj, która stanowi oryginalność talentu autorki, znajdujemy tu charakterystykę osób i kraju. Południowa Anglia staje tu w dosadném przeciwieństwie z północną. Na południu panuje jeszcze arystokracya i duchowieństwo; wielka własność nadaje wyższym klasom społeczeństwa przewagę towarzyską; wykształcenie umysłowe, związki codzienne ze stałym lądem, elegancya, wyrafinowany smak, wpływ sztuk pięknych, duch parlamentarnych przywilejów: oto cechy wybitne staréj typowej Anglii Normanów. Saxońska północ za to pozbawiona jest powabu i wdzięku w zimnym, surowym i mglistym jéj klimacie wzniosły się gęste miasta fabryczne, gdzie jak w mrowisku bez przerwy pracuje Cyklopowa ludność. Nieposkromiona, surowa, energiczna demokracya, homínes novi, zaprzęgli się do pracy, do życiowego boju i przeciwieństwo pomiędzy dwiema warstwami społecznymi jest tu jawne, nieosłonione żadnemi formami łagodnemi i obyczajowemi, żadną miękkością i i żadnym idealizmem. Religia nawet rozpadła się na nieskończoną ilość sekt, i każdy z tych zaciętych pracowników, jeżeli uważa za właściwe należeć do jakiego stowarzyszenia religijnego, wybiera sobie to, które opiniom jego jest najodpowiedniejsze.  
        To przeciwieństwo dwóch Anglii oddane zostało przez panią Gaskell w sposób mistrzowski. Jako węzeł powieściowy, dwa te światy zbliżający do siebie, wybrała rodzinę arystokratycznego pastora Hale,  który opuszcza wykwintną rezydencyą w Hampshire i przenosi się do demokratycznego fabrycznego miasta Miltonu na północy. Nigdy świat roboczy nie był odmalowany w dosadniejszych rysach, jak na stronicach téj powieści. Są tam sceny epiczne. Walka robotników z chlebodawcami, uosobionymi w energicznym i szorstkim p. Thorntonie, przejmuje dreszczem. Bunt robotników, bezrobocie, zawieszenie pracy, oblężenie fabryki i dzikie wybryki rozpasanéj tłuszczy, są zrozumiałe dla każdego, kto czyta analizę psychologiczną pani Gaskell. Twarda i nieugięta natura p. Thorntona, zamiast złamać ducha oporu tych wyzwolonych Spartakusów trzęsących swemi kajdanami, podsyca ich tylko i podżega. Braknie tym żywiołom poswarzonym moralnego węzła, braknie serdecznego ciepła, któreby im natychmiastową ulgę przyniosło i na gruntowną zmianę ich losu wpłynęło. Tym promieniem słonecznym, co nagromadzoną mgłę rozwiewa, staje się urocza Małgorzata Hale, córka pastora, która z razu odpychała ze wstrętem miłość szorstkiego p. Thorntona, ale następnie, poznawszy siłę żelazną tego charakteru i niezwalczoną logikę tego umysłu, ślubuje mu wiarę i miłość. Ta delikatna i wyrafinowana kobieta staje się aniołem opiekuńczym fabrycznego grodu i wpływa na podniesienie
jego moralności, oświaty i dobrobytu.
Bez wahania zaliczamy North and South do najznakomitszych powieściowych utworów współczesnego piśmiennictwa. Niéma tam śladu płaczliwego, chorobliwego sentymentalizmu; przez analizę i rozumne ocenienie społecznych czynników, dobro, poświęcenie, światło tryumfuje. Ponad walką zażartą, której dramatyczne epizody opisane są z energią, nie zdradzającą kobiecego pióra, góruje wiara w zbawczą siłę pracy. Po przeczytaniu tej powieści, człowiek rozumny czuje się pokrzepionym, i uznając jako nieuniknione istnienie zła, jest przynajmniéj w stanie znaléźć na nie zaradcze, łagodzące środki.
Mieliśmy już sposobność oddać hołd męzkiéj sile i energii, z jaką pani Gaskell umiała spojrzéć oko w oko kwestyi robotniczéj. Jest w tém jej istotna oryginalność i jéj piętno literackie. Ale nie brakło jej innych zalet, nie brakło innych strun jéj lutni. Znajdujemy w jéj powieściowej spuściźnie tkliwą i delikatną idylę,  Kuzynkę Philis, obraz humorystyczny z małomiejskiego życia  p. t. Cranford, oraz Lady Ludlow, szkic damy ze staro-szlacheckiego świata, która powoli wyrzeka się swych uprzedzeń i przesądów i staje się filantropką postępową. Ale wyżéj ponad te nowele stawiamy jednę z piérwszych jéj powieści, Ruth. Jest to smutna powieść, skropiona łzami, hymn na cześć rezygnacyi, skruchy i miłosierdzia. Faryzeuszowstwo, tak głęboko zakorzenione w społeczeństwie angielskiem, okiełznanem przez surowy cant, jest tu napiętnowane gorącém żelazem. Bradstaw, cnotliwy i używający ogólnego szacunku filistyn, może być uważany za klasyczny typ obłudy i nieprzebłaganéj surowości dla każdego przekroczenia moralnego.  Sposób niegodziwy, w jaki się on pastwi nie tylko nad biedną pokutnicą Ruth, ale i nad miłosiernym pastorem Bensonem, który jéj dawny grzech litościwie ukrywał i odrodzenie moralne ułatwił, wycisnął łzy z oczu dwóch pokoleń i na zawsze typowym zostanie.
Rola pani Gaskell w powieściowéj literaturze angielskiej  wybitna. Dość jest powiedziéć, że są, co ją porównywują z Georgem Eliotem. Nie sądzimy, żeby się ten sąd optymistyczny mógł utrzymać, ale w każdym razie pokazuje, że pisarka to pierwszorzędna. Najbardziej nas w jéj obrazach ze świata przemysłowego uderza umiarkowanie, brak efektownych deklamacyi, jednem słowem, ten zdrowy rozsądek, który nie wielu pisarzy, dotykających społecznych problematów, zachować jest w stanie. Zazwyczaj mając na oku przeprowadzenie jakiéj reformy, wytrzebienie zła zakorzenionego, pisarze wpadają w przesadę, i zamiast znaleźć lekarstwo na chorobę, postępują raczéj jak szarlatani, chwaląc proszki ze swéj własnéj apteki. Nie paradoxa, ale axiomata, mające pozór ogólników, posuwają nas daléj na drodze postępu. [...]" (2)


(1)Skrofuły – gruźlica węzłów chłonnych, obecnie rzadko spotykana.
(2). Powieść w Anglii. Studyum Literackie, przez Nekandę w: "Kłosy. Czasopismo ilustrowane tygodniowe"Warszawa 10 (22) lutego 1883 r., nr 291, s. 115-116.


piątek, 21 sierpnia 2015

Gazeta Codzienna w 1860 roku wspomina o przekładzie "Ledi Ledlou"

Kilka miesięcy temu pisałam o wydanym w 1861 roku w Petersburgu tłumaczeniu powieści Elizabeth Gaskell "Ledi Ledlou" (oryg. "My Lady Ludlow"). O tym więcej tutaj. 

Tymczasem w jednym z numerów "Gazety Codziennej" wydawanej w Warszawie (w latach 1831-1861) znalazła się wzmianka o tym powstającym właśnie przekładzie.
Autor wzmianki, podobnie jak sam tłumacz i wydawca, uważali prawdopodobnie, że to powieść Karola Dickensa. Jest to nie tylko zapowiedź wydania, ale równocześnie mała recenzja. Petersburski korespondent musiał być jednym z pierwszych czytelników powstającego przekładu. Być może był nim sam wydawca? Oto tekst zamieszczony w numerze 90 z 3 kwietnia 1860 roku:


"Piszą nam z Petersburga: d. 21 Marca.
Tłumaczy się w Petersburgu z "Household Words" Dikensa, powieść pod tytułem: ledi Ledlou. Powiastka ta w niewielkich ramkach przedstawia bardzo żywy obrazek pewnej klassy społeczeństwa i pewnych przekonań z epoki przedpięćdziesięcioletniej. Obok wartości artystycznej ma ona i znaczenie utylitarne: gdyż jej typy i rysy nie wszędzie i nie zupełnie wygasły. Jak wszystkie prawie angielskie, powiastka z samych drobnych szczegółów codziennego domowego życia, układa taką skończoną całość, takie wyraziste charaktery, takie wydatne pojęcia, jakich w romansach szkoły francuzkiej (ubiegającej się, niby o śmiałe kreślenie wyskakujących indywidualności) napróżnobyśmy szukali. Treść tej powieści może mieć dla nas nawet współczesny interes. Główną w niej postacią jest stara hrabina: pobożna, cnotliwa, dobroczynna, słowem osoba nader sympatyczna. Ma ona wprawdzie parę swoich małych widzimisię, lecz któż jest bez ale; i czyje ale jest takie niewinne jak jej; z jednej strony naprzykład jest ona przekonana, że: zapach zasychających w jesieni liści truskawek, może czuć tylko człowiek pochodzący ze szlachetnej krwi; z drugiej zaś strony boi się  jak morowej zarazy ludzi z gminu umiejących czytać i pisać. Ponieważ co do tych kwestji u nas zdania są podzielone, nieźle więc będzie kiedy ta powieść zostanie przetłumaczona, i kiedy przyjaciele zacnej ledi zyskują kilka nowych silnych argumentów do ostatecznego pobicia swoich przeciwników, niewierzących w dziedziczny delikatny węch".*

Gazeta Codzienna, rok 1860, nr 90 z 22 III/8 IV 1860, s. 2.  

* Pisownia oryginalna.

Warto dodać, że z kolei w warszawskiej "Gazecie Polskiej" z 1862 roku (nr 131, 11 czerwca 1862)) w dziale: "Wiadomości księgarskie" jest wzmianka o tym, że pośród innych dzieł książkę "Ledi Ledlou" Dikkensa (sic!) można nabyć za 60 kopiejek w księgarniach Gebethnera i Wolffa w Warszawie, Zawadzkiego w Wilnie,  Idzikowskiego w Kijowie, Zaharewicza w Mohylewie, Walickiego w Mińsku, Gabryłowicza w Kownie i Goldfarba w Berdyczowie.

Aktualizacja:
Również na s. 7 "Katalogu dzieł nakładowych (lub w większej ilości nabytych) Księgarni, Składu Nut, Organów i Fortepianów Gebethnera i Wolffa w Warszawie", wydanym w 1870 roku jest wymieniona "Ledi Ledlou"  Gaskell, ponownie przypisana Dickensowi.



piątek, 29 sierpnia 2014

Polska pisarka okresu pozytywizmu Waleria Marrene (Morzkowska) o Elizabeth Gaskell

Czy zastanawialicie się kiedykolwiek jaka była recepcja twórczości Elizabeth Gaskell w XIX-wiecznej Polsce?
Oto co polska pisarka Waleria Marrene primo voto Morzkowska (*1) pisała o Elizabeth Gaskell w 1873 roku. Artykuł opublikowany został w warszawskim ilustrowanym czasopiśmie kulturalno-społecznym "Tygodnik Ilustrowany", w cyklu "Studya z literatury zagranicznej: powieść angielska"(*2):

"Zbyt wcześnie zgasła Karolina Bronte, która pisała pod pseudonimem Currer Bell, dotykała w kilku swoich powieściach kwestii robotniczej, ze znajomością rzeczy i współczuciem, jakie budzić musi w każdem szlachetnem sercu ta wielka, nierozwiązana kwestya dziewiętnastego stulecia. Szczególniej jednak poświęcała jej swoje pióro pani Gaskell, biorąc za jedyną widownię swoich powieści świat wydziedziczonych i maluczkich. Mary Barton, Ruth, Lois czarownica, Północ i południe, są to prawdziwie piękne utwory, nacechowane miłością do wszystkiego co cierpi. Zdaje się iż autorka, sama doznawszy strat bolesnych, wyszukiwała umyślnie przedmiotu, w którymby wypowiedzieć mogła cierpienia swojej własnej piersi; nie wahała się też zstępować do głębi otchłań materyalnej i moralnej nędzy, poruszać wszystkie struny ducha, pokazywać w całej ohydzie złe zrządzone podłością i głupotą. Pani Gaskell jest tak jak los niemiłosierną dla swoich bohaterów, doprowadza myśli ich, uczucia i czyny do ostatecznej konsekwencyi i wniosek, jaki kładzie tym sposobem na każdą społeczną ranę, zwrócić musi w tę stronę uwagę tłumu, chociażby tłum ten chciał być ślepym i głuchym.

Pani Gaskell odznacza się nade wszystko trzeźwem i jasnem pojęciem. Nie idealizuje ona wcale ludu; robotnicy jej są to szorstkie postacie, ciemnota i cierpienie zrodziły w nich nieufność, opisuje więc ich jakimi są i właśnie tą prawdą osiąga największy efekt dramatyczny. Niema w niej cienia owego sentymentalizmu, idealizującego bezbarwne charaktery. Bohaterowie, zarówno jak bohaterki Gaskell, doskonale wiedzą czego chcą i do czego dążą, zstąd też interesują prawdziwie. Kiedy w powieści Północ i południe właściciel fabryki Thornton, człowiek niezłomnej uczciwości i hartu, wychodzi sam jeden naprzeciw tłuszczy wzburzonych robotników, namawiając ich by się rozeszli spokojnie, zanim ich wojsko rozpędzi, a oni odpowiadają mu groźnym krzykiem nienawiści i śmierci, drżemy zarówno o życie jego, jak o życie tych ludzi, obłąkanych rozpaczą, bo znamy ich także. Autorka odkryła nam ich domowe tajemnice: wiemy, że tam dzieci ich mrą z głodu, nędza pozbawiła ich rozwagi, że cierpienie jest złym doradzcą, ale wiemy także, Thornton nie może podwyższyć im płacy bez własnej ruiny, i widziemy w tem strasznem nieporozumieniu ani jednej ani drugiej strony winić niepodobna. Słuszność nie leży bezwględnie po jednej stronie, ale rozdziela się na dwa przeciwne obozy. Prawda, iż życzyćby należało trochę więcej pobłażania ze strony właściciela, więcej oświaty i cierpliwości ze strony robotników, ho środki gwałtowne jątrzą tylko zwaśnionych, coraz trudniejszem czyniąc porozumienie. Thornton jest człowiekiem zacnym i nieustraszonym, ale ma wady towarzyszące czasem tym przymiotom i dziwić się nie można iż lud, z którym obchodzi się z pogardliwą dumą, bierze go za cel nienawiści swojej.

W podobnem położeniu pojednawcą może być tylko kobieta; ona powinna złagodzić szorstkość jednej strony, a pozyskać serca i ufność drugiej. Prawdę tę doskonale pojęła pani Gaskell i wyłożyła ją jasno, bez zbytniego sentymentalizmu, do którego się przedmiot naginał. Nie przeceniła ona niewieściej roli, nie uczyniła ją łatwą wcale; wskazała więcej lekarstwo, niż je przystosowała. Szerokość poglądu równa się jej talentowi; pióro jej nie zadrży w najgwałtowniejszych scenach, a znajdzie i najmiększe tony, dla oddania scen miłości lub smutku" (*3). 

----------------------------------------------------------------

*1. Waleria Marrené primo voto Morzkowska, de domo Mallet de Grandville-Malletski (1832-1903) - polska pisarka, publicystka, krytyczka literacka. Jej ojcem był napoleoński generał Jean-Bapstiste Mallet de Granville (1777-1846), który osiedliwszy się na ziemiach polskich przyjął do nazwiska człon Malletski, matką zaś Adela Krasińska. Odbywała liczne podróże, zaprzyjaźniła się także z Elizą Orzeszkową. Prowadziła w swoim domu salon literacki. Jej drugim mężem był administrator Zbożennej, uczestnik powstania styczniowego i sybirak, Władysław Marrené, którego poślubiła w 1869 roku w domu Orzeszkowej. W latach 1886-1887 przejęła po Marii Konopnickiej czasopismo Świt".
Była autorką ponad dwudziestu dzieł prozatorskich, w większości będących egzaltowanymi romansami przedstawiającymi miłosne cierpienia bohaterek, wzmacnianymi przez nietypową scenerię wydarzeń. Część z jej utworów sytuuje się w obrębie nurtu powieści tendencyjnej, poruszającej problematykę emancypacji kobiet. Publikowała – głównie na łamach "Przeglądu Tygodniowego" – artykuły krytyczne, szkice literackie, recenzje i sprawozdania. (Źródło: wikipedia).

*2. Tygodnik Ilustrowany, rok 1873, nr 305, s. 214. Studya z literatury zagranicznej,
przez Waleryą  Marrene (Morzkowską).

*3. Pisownia artykułu oryginalna.

P.S. Jeśli wiecie o opiniach innych polskich pisarzy na temat pani Gaskell, proszę o kontakt.