Strona poświęcona Elizabeth Gaskell

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekranizacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekranizacje. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 grudnia 2025

Między powieścią a ekranem: "Północ i Południe" Elizabeth Gaskell w interpretacji BBC

Czy "Północ i Południe"  da się przełożyć na język obrazu bez utraty intelektualnej i emocjonalnej złożoności powieści Elizabeth Gaskell? Telewizyjna adaptacja BBC, napisana przez Sandy Welch i wyreżyserowana przez Briana Percivala, podejmuje to ryzyko, przesuwając akcenty, kondensując znaczenia i wydobywając pasję ukrytą w wiktoriańskim tekście. To nie tylko opowieść o romansie Margaret Hale i Johna Thorntona, lecz także wizualna interpretacja Północy i Południa - przemysłu, konfliktu klasowego i moralnych napięć epoki, które Gaskell opisywała z wyjątkową przenikliwością. 

Dwa lata po emisji miniserialu BBC "Północ i Południe" ukazał się artykuł Margaret Harris, który jest rozbudowaną, interpretacyjną jego analizą jako adaptacji powieści Elizabeth Gaskell, pisaną z perspektywy badaczki i nauczycielki literatury, która zna utwór bardzo dobrze. Autorka przyznaje, że początkowo obawiała się ekranizacji, spodziewając się uproszczeń lub zafałszowań sensu powieści, lecz serial niemal natychmiast rozwiał jej lęki i zdobył jej uznanie.

Jak zauważyła, nawiązując do dylematów Gaskell z nadaniem tytułu tej powieści, serial postrzega jako "Północ i Południe", a nie "Margaret Hale" - mimo całej znakomitości kreacji aktorskiej Danieli Denby-Ashe. "Czytając i nauczając o powieści "Północ i Południe" Gaskell  wielokrotnie na przestrzeni lat, oczekiwałam miniserialu z pewnym niepokojem, obawiając się, że będzie on sprzeczny z moim sposobem postrzegania powieści - w skali od irytującego po doprowadzający do furii. Niemal natychmiast ta wersja "Północ i Południe" nie tylko mnie uspokoiła, ale wręcz mnie zdobyła". - napisała w artykule. 

Kluczowym momentem okazała się dla niej scena wejścia Margaret na halę fabryczną, która wizualnie oddaje doświadczenie przemysłu jako nowego, niemal piekielnego świata. "Margaret otwiera drzwi prowadzące na halę fabryczną, odsłaniając widok maszyn stukoczących nieustannie oraz strzępków bawełny wirujących niczym płatki śniegu. Najpierw widzimy jej zdumione spojrzenie, a dopiero potem to, na co patrzy - zabieg często i z dużym powodzeniem stosowany w całym serialu". Ukazuje to scenę z perspektywy percepcji konkretnej postaci. 

Jak zauważa Harris, "w liście do kuzynki, pisanym pod koniec odcinka, Margaret skomentuje: „Wydaje mi się, że zobaczyłam piekło - jest białe. Śnieżnobiałe”. Ekranowe przejście na halę fabryczną wywołuje u widza ten sam oddech zdumienia - zarówno bohater, jak i widz zostają przeniesieni do innego świata. Tym innym światem jest tu budzące grozę oblicze przemysłu, zjawiska, którego przejawy były dla wiktorian nowością, a którego nowatorstwo i siłę oddziaływania trzeba dziś dopiero unaocznić współczesnym odbiorcom".

Jak widać, serial skutecznie przenosi na język obrazu narracyjne techniki Gaskell, takie jak perspektywa subiektywna czy mowa pozornie zależna, dzięki czemu widz doświadcza rzeczywistości oczami bohaterki. Autorka zestawia to z opisami przemysłu u Dickensa, podkreślając, że Gaskell – zwłaszcza poprzez postać Johna Thorntona – oferuje inną, mniej demonizującą, a bardziej ambiwalentną i „magiczno-techniczną” wizję industrializacji.

Harris przypomina: w rozdziale 10, „Kute żelazo i złoto”, Gaskell wprost czyni Johna Thorntona rzecznikiem odmiennej interpretacji pejzażu przemysłowego. Margaret słucha, jak wyjaśnia on panu Hale’owi wspaniałą potęgę, a zarazem subtelne wyważenie mocy młota parowego, co przywodzi panu Hale’owi na myśl cudowne opowieści o posłusznych dżinach z "Baśni tysiąca i jednej nocy" - raz rozciągających się od ziemi po niebo i wypełniających całą szerokość horyzontu, by w następnej chwili zostać posłusznie ściśniętymi w naczynie na tyle małe, że dziecko mogłoby je unieść w dłoni".

Dodaje: rozdział 10 powieści "stanowi uderzający przykład tego, jak autorka pracuje poprzez reakcje i refleksje postaci, jak choćby w porównaniu Margaret „różnicy w zewnętrznym wyglądzie jej ojca i pana Thorntona, zapowiadającej tak wyraźnie przeciwstawne natury” . Fragment ten poprzedza obserwacja Thorntona dotycząca pełnego wdzięku komfortu jadalni państwa Hale’ów oraz widok Margaret nalewającej herbatę. Kamera naśladuje relację Gaskell przywołując zafascynowane spojrzenie, gdy bransoletka Margaret zsuwa się po jej ramieniu. (...) Sekwencja ta rozgrywa nieodparty fizyczny pociąg, jaki Thornton odczuwa wobec Margaret - oraz, w mniejszym stopniu, zainteresowanie, jakie ona żywi wobec niego".

Analiza Harris skupia się na tym, jak adaptacja zachowuje zasadniczy dialog idei Północy i Południa, a jednocześnie nadaje mu silny wymiar emocjonalny i zmysłowy. Scenariusz Sandy Welch często bardzo blisko trzyma się tekstu powieści, przenosząc fragmenty narracji do dialogów, a reżyseria Briana Percivala umiejętnie łączy warstwę ideologiczną z podskórnym napięciem uczuciowym. Szczególną uwagę poświęcono relacji Margaret i Thorntona, ukazanej jako dynamiczny proces wzajemnego uczenia się, konfliktu i przyciągania, w którym poglądy społeczne nie są abstrakcyjne, lecz zakorzenione w charakterach i doświadczeniach bohaterów.

Autorka omawia również zmiany i dodatki wprowadzone przez adaptację. Część z nich – jak dopowiedzenie znaczenia gestu podania ręki czy brutalna scena w fabryce – uznaje za trafne, ponieważ wydobywają ukryte napięcia postaci i realia przemysłowego świata. Scena pobicia robotnika przez Thorntona, choć kontrowersyjna, ma według niej sens psychologiczny i ukazuje tłumioną namiętność oraz wewnętrzne konflikty bohatera. 

Zacytujmy samą Harris: "scena w fabryce jest jednym z dodatków Sandy Welch do tekstu Gaskell. Margaret przybywa do Marlborough Mills w poszukiwaniu właściciela, Johna Thorntona - znajomego jej ojca chrzestnego, Daniela Bella, który pomaga państwu Hale’om zadomowić się w Milton. Ma spotkać Thorntona na jego własnym terenie, na hali fabrycznej, gdzie widzi, jak bije on robotnika. Scena ta jest wstrząsająca: pracodawca wyzwala w sobie fizyczną agresję, całkowicie sprzeczną z jego eleganckim, powściągliwym wyglądem; i nie poprzestaje na jednym uderzeniu - kontynuuje ciosy, dodając jeszcze kopnięcia. Łatwo byłoby powiedzieć, jak uczynili to niektórzy, że ten dodatek jest nieuzasadniony i niepotrzebnie brutalny. Odczytałam jednak intencję Welch jako chęć pokazania, że Thorntona nie należy brać jedynie za to, kim wydaje się być na pierwszy rzut oka - że pod jego doskonale kontrolowanym zachowaniem kryje się namiętność. Warto też zauważyć, że przewinienie robotnika polega na paleniu papierosa w pobliżu niebezpiecznie łatwopalnej hali fabrycznej, a reakcja Thorntona zostaje sprowokowana troską o bezpieczeństwo pozostałych pracowników oraz - rzecz jasna - o jego interes". 

Harris, odwołując sią do aktorskiej kreacji Richarda Armitage'a pisze, "pewien kolega, reagując na posępną, zamyśloną postawę  Armitage’a, zauważył, że gra on Thorntona jako Heathcliffa. Choć Thornton jest oczywiście znacznie bardziej ogładzony niż Heathcliff i mniej obsesyjny, nie ulega wątpliwości, że w ponurych spojrzeniach Armitage’a oraz w sposobie, w jaki emanuje ledwie powściąganą przemocą, pobrzmiewa coś brontëowskiego"
Serial zbliża się więc momentami do intensywności znanej z powieści sióstr Brontë. Można powiedzieć, że w Thorntonie jest też nieco Rochestera (z "Jane Eyre") Charlotte Bronte, na co zwracały uwagę wielbicielki Armitage,a i ekranizacji "Północ i Południe", postulując, żeby ten aktor zagrał kiedyś właśnie Rochestera
.

Jak zauważa Harris, scenariusz koncentruje się na namiętności, stanowiącej integralną część energii Północy. Sceną, w której różne namiętności zostają naprawdę uwolnione, jest bunt robotników.  

"Scena zamieszek stanowi dobry przykład sposobu, w jakie serial musi mierzyć się z wyzwaniem personifikowania Północy i Południa w postaciach Johna Thorntona i Margaret Hale, nie czyniąc z żadnego z nich abstrakcyjnego rzecznika idei. On troszczy się o utrzymanie przedsiębiorstwa, ona - o afirmację wartości honoru i współczucia. Jakość ich zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego jest widoczna od samego początku i przekonująco indywidualizuje oboje bohaterów. Żadne z nich nie jest uwięzione przez konwencje społeczne, w ramach których muszą funkcjonować (choć Margaret musi nauczyć się odmiennych kodów dotyczących odwiedzin, jak i podawania ręki, obowiązujących w Milton)". 

Nawiązując do sceny buntu, Harris stwierdza, 
"ponownie Welch mogła dość bezpośrednio oprzeć się na tekście Gaskell, gdy Margaret najpierw prowokuje Thorntona, by opuścił dom i stawił czoło tłumowi, a następnie rzuca się w jego obronie. Prawość Margaret i jej inteligencja emocjonalna wypadają tu korzystnie zarówno na tle twardości pani Thornton i miałkości jej córki Fanny, jak i wobec stanowczości oraz honorowości samego Thorntona".

Sceny zbiorowe, zwłaszcza zamieszki robotnicze, skutecznie splatają wątki społeczne i osobiste. Choć serial łagodzi fizyczną nędzę epoki, potrafi oddać napięcia, frustrację i tragedie jednostek. 

Według Harris, "Brendan Coyle jako Nicholas Higgins tworzy przekonującą kreację szorstkiego przywódcy związkowego; William Houston w roli Bouchera dobrze radzi sobie z trudnym zadaniem, a jego ciało topielca, splamione barwnikami będącymi produktami ubocznymi produkcji, jest widokiem przerażającym. Welch i Percival ulepszają pierwowzór, wprowadzając do narracji jednego z synów Bouchera, którym Higgins się opiekuje i którego uczy czytać". 
Dużym atutem adaptacji jest wizualne ukazanie przestrzeni: kontrastów między mieszczańskim komfortem, a nawet luksusem (dom Thorntonów, rezydencja ciotki Shaw w Londynie) a robotniczą nędzą, wszechobecności fabryki oraz symbolicznego znaczenia światła, koloru i wnętrz. Uliczne pejzaże utrzymane są zazwyczaj w ponurej tonacji barwnej; stopień oświetlenia wnętrz bywa często autentycznym wskaźnikiem zamożności.

Harris podkreśla, że "znaczna część treści jednej z najsłynniejszych z nich - rozdziału 15, „Masters and Men” - została włączona do kolacji u producentów z Milton w pierwszym odcinku serialu. Scena ta nie ma dokładnego odpowiednika w powieści, lecz jednocześnie służy rozwinięciu upartych i honorowych cech charakteru Thorntona, ustanowieniu konfliktu między panami a robotnikami („to wojna i my, właściciele, musimy ją wygrać albo przepadniemy”) oraz wyeksponowaniu kontrastu między elegancko ubranymi właścicielami, zasiadającymi do obfitego posiłku, a ubiorem i zachowaniem robotników".

Autorka wysoko ocenia wykorzystanie motywów nowoczesności wiktoriańskiej, takich jak kolej i Wielka Wystawa w Pałacu Kryształowym. Te elementy podkreślają dynamikę epoki, mobilność bohaterów oraz przemiany społeczne i kulturowe. Szczególnie scena wielkiej Wystawy pozwala skonfrontować południowe uprzedzenia z realną potęgą przemysłu. 

Warto dodać, że Wielka Wystawa Dzieł Przemysłu Wszystkich Narodów z 1851 roku miała na celu zamanifestowanie światu brytyjskiej supremacji przemysłowej i imperialnej dominacji. Ponad połowę powierzchni wystawowej zajmowały eksponaty z Wielkiej Brytanii i jej kolonii - surowce, dzieła sztuki, wyroby rzemieślnicze i maszyny - przy czym galeria maszyn cieszyła się największą popularnością. Sam innowacyjny projekt ogromnego budynku stanowił triumf technologii. Wzniesiona ze szkła i żeliwa konstrukcja Josepha Paxtona stała się znana jako Pałac Kryształowy.

Jak zauważa Harris, "dodanie tej sekwencji w adaptacji było posunięciem natchnionym, przywołującym znaczącą ikonografię wiktoriańską. Daje ona postaciom z Południa możliwość bezpośredniego zetknięcia się z przemysłem wytwórczym - i skorygowania swoich wyobrażeń w świetle tego, co widzą. Mąż Edith, kapitan Lennox, oświadcza: „Nigdy nie zdawałem sobie sprawy z potęgi i pieniędzy, jakie można zrobić na bawełnie”; wcześniej Edith mówi: „Zawsze będziemy nosić len”. Sekwencja ta stwarza również okazję dla Thorntona z Północy, by zajął swoje miejsce w społeczeństwie Południa i głosił swoją ewangelię: „Pod względem technologicznym jesteśmy przedmiotem zazdrości całego świata. Gdybyśmy tylko mieli mechanizm wspólnego życia” - myśl ta wyraźnie nawiązuje do miltońskiej troski o możliwość porozumienia między pracodawcami a robotnikami".

Harris podkreśliła także rolę kolei w powieści i w serialu. "W epoce wiktoriańskiej nie było potężniejszej siły przekształcającej zarówno dosłowny, jak i metaforyczny krajobraz niż kolej (..) Gaskell w "Północ i Południ
e" w naturalny sposób przemieszcza swoich bohaterów koleją, w tekście, w którym mobilność stanowi warunek rozwoju akcji. Miejsce odgrywa tu kluczową rolę - i nie chodzi jedynie o Milton i Helstone jako główne reprezentacje Północy i Południa: wystarczy wspomnieć sekwencje rozgrywające się w Londynie lub do niego nawiązujące, a także odniesienia do Korfu, Oksfordu i Cromer, do których serial dodaje Amerykę Południową, dokąd udaje się pan Bell, by tam umrzeć. Ponadto Gaskell umieszcza ważną sekwencję na dworcu kolejowym - pożegnanie Margaret z bratem Frederickiem w rozdziale 32, „Mischances” - które prowadzi do komplikacji i jej kłamstwa wobec policyjnego inspektora". 

Jak zauważyła Harris, "Welch bardzo jasno formułuje swoje intencje: „Każe Margaret jechać na Północ pociągiem, by zasygnalizować, że nie jest to dramat o dyliżansach i zaprzęgach ani opowieść o długich sukniach i tańcach. Ma nadzieję, że nada to całości parowy impet już od samego początku”. O ile powieść otwiera się i zamyka w Londynie, w domu ciotki Shaw przy Harley Street, o tyle serial otwiera się i kończy obrazem parowych pociągów zmierzających do Milton. Widzimy pociąg jadący przez wieś, następnie zbliżenie na twarz Margaret odbitą w szybie (motyw wizualny, który będzie powracał), po czym następuje retrospekcja ślubu Edith i fantazmatyczna sekwencja w Helstone. Retrospekcja ta nawiązuje do snu Margaret o Lennoksie po jego niespodziewanych oświadczynach w rozdziale 5".

Najbardziej kontrowersyjna okazuje się zmiana zakończenia, przeniesionego na dworzec kolejowy i zwieńczonego publicznym, namiętnym uściskiem. Choć narusza to poczucie wiktoriańskiej „przyzwoitości”, autorka ostatecznie uznaje ten gest za emocjonalnie prawdziwy i znakomicie zagrany. Według autorki, s
cena ma sens w kategoriach adaptacji  - widzowie BBC uznali ją za „ulubiony moment” z wyraźną przewagą - 52,22% głosów. 

Jak przypomina autorka artykułu, "zamiast umówionego spotkania w tylnej bawialni domu ciotki Shaw przy Harley Street, Margaret Hale i John Thornton wpadają na siebie przypadkiem na skąpanym w słońcu dworcu kolejowym. Margaret, pod opieką Henry’ego Lennoksa (w jego zawodowej roli doradcy prawnego), wraca na Południe po wizycie w Milton, podczas której zamierzała przedstawić Thorntonowi propozycję biznesową, teraz gdy weszła w posiadanie fortuny pana Bella.Thornton wraca natomiast z sentymentalnej pielgrzymki do plebanii w Helstone i jej okolic. Jest w tym coś wybitnie wiktoriańskiego, że bohater i bohaterka niemal udają się w przeciwnych kierunkach oraz szczególna stosowność tego, iż spotykają się na gruncie w pewnym sensie neutralnym. Wymaga to jednak pewnego zawieszenia niewiary. Choć może to brzmieć pedantycznie, żaden dżentelmen nie podróżowałby z rozpiętą koszulą pod szyją (podobnie jak kobiety nie chodziłyby na pogrzeby - co w serialu się zdarza). A już publiczny, tak namiętny uścisk…Zarówno Daniela Denby-Ashe, jak i Richard Armitage dają tu popis gry aktorskiej: każde z nich zostaje zaskoczone przypadkowym spotkaniem, każde zmaga się z porzuceniem kodów samokontroli, które je ograniczają - i szczęśliwie im ulega". 

Harris wskazuje na jeszcze jedną istotną, problematyczną modyfikację postaci Pana Bella - ojca chrzestnego Margaret, która zmienia wydźwięk jego relacji z Margaret. "Bohater Gaskell nie jest raczej oksfordzkim bon vivantem. W adaptacji Bell jest okazałym mężczyzną, a nie pulchnym, cierpiącym na podagrę człowiekiem, choć zostaje u niego zdiagnozowana śmiertelna, niesprecyzowana choroba i udaje się do cieplejszego klimatu, by tam umrzeć. (W powieści umiera nagle na skutek apopleksji). Ironia faktu, że żyje z dochodów z inwestycji przemysłowych, zostaje osłabiona; potrzebny pozostaje jednak chwyt fabularny w postaci niespodziewanego spadku. Mimo całej jego ogłady, propozycja małżeństwa złożona Margaret jest co najmniej niepokojąca. (..) Z pewnością wzmacnia ona obecne przez cały serial poczucie atrakcyjności Margaret dla inteligentnych mężczyzn o znaczącej pozycji, takich jak Henry Lennox, oraz podkreśla jej niezależność w rozpoznaniu Johna Thorntona jako partnera jej równego". 

Podsumowując, Harris dochodzi do wniosku, że "notowania Elizabeth Gaskell jako powieściopisarki nigdy nie były wyższe". Miniserial "Północ i Południe" nie tylko z szacunkiem i inteligencją interpretuje powieść Gaskell, lecz także wzmacnia jej znaczenie dla współczesnego odbiorcy. Adaptacja, której autorami są Brian Percival, Sandy Welch, obsada i cały zespół produkcyjny okazuje się dziełem samodzielnie wartościowym, które podnosi rangę literackiego pierwowzoru i potwierdza jego żywotność. "Ten wyjątkowy miniserial odnosi zdecydowany sukces sam w sobie" - kończy artykuł Harris.

Źródła:
- Margaret Harris, Taking bearings: Elizabeth Gaskell’s North and South televised, Sydney Studies in English, vol. 32 (2006).
- Fotosy z "North and South" BBC (2004).

sobota, 8 października 2016

Kiedy nowa ekranizacja "Mary Barton"?

    Mam obecnie dwa marzenia, jeśli chodzi o Elizabeth Gaskell. Pierwsze to ponowne polskie wydanie jej powieści "Mary Barton" (pierwsze i jedyne ukazało się w 1956 roku).
    Drugim marzeniem jest powstanie nowej ekranizacji tej powieści. Oczywiście najlepiej by było, gdyby adaptację wykonała niezawodna stacja BBC, która już raz "Mary Barton" sfilmowała w 1964 roku w postaci 4 odcinków po 35 minut. Niestety stara wersja jest praktycznie niedostępna (podobno nawet taśmy zaginęły), a jest z pewnością anachroniczna.

    W 2012 roku pojawiła się informacja, że scenariusz nowej wersji "Mary Barton" pisze Heidi Thomas - autorka skryptu do "Cranford" oraz "Upstairs Downstairs" ("Na salonach i w suterenie"). Niestety, wsiąkła tak bardzo w inną produkcję czyli "Call the Midwife" ("Z pamiętnika położnej"), że zabrakło czasu dla Elizabeth Gaskell.
    Scenarzystka w wywiadach podkreślała, że tematyka powieści wiktoriańskich Gaskell jest jej bliska, gdyż jej rodzina wywodzi się z robotników rolnych z terenów wiejskich Walii i Suffolk, którzy przenieśli się do Liverpoolu w 1840 roku. 
    Warto przypomnieć, że akcja "Mary Barton" toczy się właśnie w latach 40. w  fabrycznym Manchesterze  w okresie tworzenia pierwszego zorganizowanego ruchu robotniczego. Ale to także, jak często u Gaskell, historia miłosna, więc jest potencjał na dobry scenariusz filmowy. Nie brakuje tu również dramatycznych wydarzeń.
    Pozostaje czekać cierpliwie, aż BBC powróci do czasów wiktoriańskich i postanowi wreszcie sfilmować tę powieść.


sobota, 31 stycznia 2015

North and South 1975 vs. North and South 2004

Choć wielbiciele kultowego już miniserialu „North and South” z roku 2004 z niezapomnianymi rolami Richarda Armitage`a i Danieli Denby-Ashe wiedzieli o istnieniu wcześniejszej wersji filmu, ale nawet sami Brytyjczycy jej dobrze nie pamiętali. Wiadomo było jedynie, że główne role w tej telewizyjnej adaptacji zagrali: Patrick Stewart i Rosalie Shank, a film został nakręcony w 1975 roku. Niemałym więc zaskoczeniem było wydanie tej wersji filmu na DVD w połowie 2013 roku. Teraz każdy może sam wyrobić sobie zdanie o tej produkcji.

Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że to 4-odcinkowy serial powstały w latach 70., gdy królowała forma teatralna ekranizacji. Tak było m.in. z „Dumą i uprzedzeniem” z 1980 r. czy „Jane Eyre” z 1983 r. Zgodnie z tym akcja „North and South” (1975) przeważnie toczy się we wnętrzach, prawdopodobnie w dekoracjach teatralnych. Poza powrotem Margaret do Helstone, jedyne sceny, które robią wrażenie „zewnętrznych” to scena zamieszek oraz migawki z podwórza przędzalni Thorntona. Przy tym wnętrza są dość ciemne, a meble wyglądają na dość ciężkie.

Jest to jednak na pewno wierniejsza adaptacja powieści Elizabeth Gaskell. Świadczy o tym przede wszystkim kilka scen, których brak był nieco krytykowany w wersji z 2004 roku.

Pierwsze spotkanie
Pierwsza z nich to ta, w której Margaret Hale poznaje Johna Thorntona. W powieści Gaskell ma to miejsce w hotelu, w którym zatrzymała się rodzina Hale`ów. W adaptacji z 1975 r. - w pustym jeszcze domu, który wskazał im jako ewentualne przyszłe locum pośrednik. W wersji z 2004 r. Margaret udaje się do przędzalni i tam po raz pierwszy widzi Thorntona w gręplarni, w której on w dodatku tłucze - bez opamiętania prawie - swojego pracownika za to, że ten trzymał w rękach fajkę, co groziło zapaleniem się bawełny. Oczywiście wiemy dlaczego Sandy Welch tak postanowiła poznać ze sobą bohaterów: chciała ich z miejsca skonfliktować. Jednak wydaje się, że nie było to konieczne, zwłaszcza zważywszy na to, że w wersji z 1975 roku początkowa niechęć Margaret do Thorntona wydaje się bardzo wiarygodna. Ci dwoje pochodzą z zupełnie innych światów, ona wychowała się w Londynie w dobrej dzielnicy, on jest fabrykantem z przemysłowego miasta. Jest człowiekiem zupełnie niepodobnym do ludzi, których znała, gwałtowny i bezwzględny wobec robotników, kieruje się zasadą przetrwania w trudnych i zmieniających się ekonomicznie warunkach, czego ona z początku nie chce zrozumieć.

Moja Margaret
Drugie ważne wydarzenie to oczywiście zamieszki w przędzalni. Wielu widzom serialu z 2004 roku brakowało momentu wnoszenia Margaret przez Thorntona do salonu. Tutaj jest taka scena i naprawdę dotąd nie wiem, czemu Sandy Welch z niej zrezygnowała. Patrick Stewart z powodzeniem nie tylko niesie Rosalie Shanks, ale nawet wnosi ją po schodach i nie wydaje się tym zmęczony. ;)

Scena zamieszek
 Scena z robotnikami na podwórzu jest nieco niedopracowana, niektórzy z aktorów zachowują się jakby byli totalnymi amatorami, bo śmieją się właściwie zamiast grać rozwścieczonych ludzi, a Shanks gestykuluje i mówi do zgromadzonych ludzi w sposób zupełnie teatralny.

Kolejny element, na który warto zwrócić uwagę to moment, w którym Thornton mówi słynną kwestię o „foolish passion”, która jest „entirely over”. W powieści ma to miejsce na ulicy, gdy bohaterowie spotykają się po wyjściu od Higginsa, w wersji z 1975 roku rozmowa odbywa się w domu Higginsa, tymczasem w miniserialu z 2004 roku w domu Hale`ów. Przy czym ta z filmu z Patrickiem Stewartem i Rosalie Shanks wydaje mi się z tych trzech najlepsza. Interakcja między bohaterami (włącznie z Higginsem, który z Thorntona nieco pokpiwa) jest dość wiarygodna. Thornton ma nadzieję, że Margaret wyjaśni swoje zachowanie na stacji kolejowej, do końca wierzy, że istnieje jakieś wiarygodne wytłumaczenie. Ona jest zażenowana, tym bardziej, że nie może wyjawić mu prawdy. Thornton jest rozczarowany i wyrzuca z siebie słowa o tym, że jego miłość do niej się skończyła. Margaret zdaje sobie sprawę, że utraciła jego szacunek i wychodzi zasmucona.
W domu Higginsa
Wreszcie scena końcowa, jednocześnie uwielbiana w najnowszej wersji filmu i krytykowana - za to, że scenarzyści nie trzymali się realiów epoki. Ja także uważam, że to majstersztyk – jeśli chodzi o kompozycję, grę aktorów, pracę scenografów, kostiumologa, światło, makijaż (zjawiskowo ślicznie wygląda tu Daniela Denby-Ashe, a Richard Armitage bardzo przystojnie), piękną muzykę, ale przy tym zdaję sobie sprawę, że skoro skandalem było obejmowanie szyi Thorntona przez Margaret, gdy broniła go przed napaścią, to czymś naprawdę niewyobrażalnym było całowanie się w biały dzień na peronie kolejowym.
Scena finałowa

Dlatego przy całej miłości do symbolicznej (bohaterowie spotykają się w połowie drogi między Północą a Południem) sceny peronowej z 2004 roku, wydaje mi się, że bliższa duchowi książki, a niepozbawiona emocji jest wersja z 1975 roku.

Warto powiedzieć o innych różnicach, a zwłaszcza o głównych bohaterach.

Chociaż trudno jest porównywać Richarda Armitage`a do Patricka Stewarta, to jednak muszę przyznać, że ten ostatni nie jest pozbawiony zalet. Oczywiście w kwestii urody trudno mu rywalizować z Armitagem, ale trzeba przyznać, że w kilku scenach wypada naprawdę nieźle. Jest na pewno bardziej gwałtowny, mówi szybciej, zdecydowanie, wyrzuca z siebie słowa z energią, ale jednocześnie w scenach miłosnych potrafi być ujmujący i miękki, nie tracąc nic z męskości. Widać to już w momencie, gdy w czasie rozmowy z matką mówi: „Mother, I can't believe that she really cares for me” (Mamo, nie mogę uwierzyć, że jej na mnie naprawdę zależy). Mówi to jak mężczyzna, który się nie skarży, tylko stwierdza fakt. Jest to jego marzenie, w którego spełnienie nie jest w stanie uwierzyć.

John Thornton
 Jego „I love you, miss Hale” w scenie oświadczyn może budzić dreszcz. Wreszcie w czasie rozmowy z Margaret w domu Higginsa, gdy pyta ją, czy nie ma mu nic do wyjaśnienia, na jego twarzy widać żar oczekiwania i nadziei, a potem rozczarowanie i zaciętość. I wreszcie końcowa scena w bibliotece u ciotki Shaw, gdy powtarza wezwanie „Margaret”, a później podaje Margaret róże z Helstone, prosi ją o pocałunek i chce zabrać ze sobą. W tych momentach jest naprawdę świetny. Niestety, czasem aktorsko szarżuje, nazbyt teatralnie, zbyt gwałtownie wyrzuca z siebie słowa, a zmiany nastroju i nagłe wybuchy są u niego nieco za gwałtowne.
Margaret Hale

Z kolei Rosalie Shanks w porównaniu z Danielą Denby-Ashe jest bardziej posągowa. Coś na kształt Krzysi z „Pana Wołłodyjowskiego” przy nieco dziewczęcej i niższej Baśce – Danieli (która jednak w pewnych scenach też potrafi być posągowa). W pierwszym odcinku Margaret w wykonaniu Shanks wydaje się kobietą o zdecydowanych poglądach, stanowczą i nieco protekcjonalną wobec Thorntona, w scenie oświadczyn gwałtownie go odrzuca, zresztą nic w tym dziwnego, skoro on kilka chwil wcześniej ostro i nieprzyjemnie wyrażał się o uczestnikach zamieszek. W wersji z 2004 roku bohaterowie kontaktują się ze sobą później wielokrotnie, spotykają się na ulicy, Thornton przychodzi do pana Hale`a na lekcje, Margaret widzi się z nim na Wielkiej Wystawie Światowej w Londynie, jest też cały wątek z Leonardsem, policjantem i kłamstwem Margaret. Ma szanse zobaczyć Thorntona w w innym świetle, w dodatku to on ratuje ją ostatecznie przed śledztwem.
Margaret i Edith u ciotki Shaw
W filmie z 1975 roku tego wszystkiego nie ma (jest oczywiście spotkanie na peronie, gdy Thornton widzi ją z bratem, którego uznaje za jej ukochanego, jest rozmowa w domu Higginsa i moment pożegnania, który jednak wypada bardzo chłodno).

Wydaje się, jakby to upokorzenie wobec matki Thorntona, która oskarża Margaret o złe prowadzenie (z powodu spotkania z nieznajomym na peronie) oraz świadomość utraty jego szacunku i miłości jest bodźcem dla Margaret, która uświadamia sobie co straciła, a za chwilę zaczyna cenić także to, co musi zostawić w Milton.
Scena oświadczyn

W drugiej części serialu, a właściwie w ostatnim odcinku, Shanks często powtarza krótkie „Tak” cichym głosem, jest niepewna i zagubiona. Nie ma pomiędzy dwojgiem głównych bohaterów szansy na rozwój uczuć, tak jak to było w przypadku filmu z 2004 roku, (gdy spotykali się w różnych sytuacjach, a nawet Margaret mogła odczuwać zazdrość widząc pannę Latimer przy boku Thorntona), ale widz obserwując jej zachowanie, czuje, że nie tylko na odzyskaniu szacunku w oczach przyjaciela ojca jej zależy (tak tłumaczy to panu Bellowi), ale na czymś więcej. Thornton jako człowiek, który ma pasję życia i walki z przeciwnościami jest tak różny od jej londyńskich przyjaciół, że z niechęcią myśli o spędzeniu reszty życia w tym miejscu, wśród tych ludzi. Gdy Thornton pojawia się w Londynie jest gościem z zupełnie innego świata, który z czasem stał jej się bliski. Co ciekawe, podobnie jak w książce, w tej ostatniej scenie on nie przestaje być kupcem, prosząc ją o pocałunek w zamian za różę, ale tym razem (odmiennie niż w scenie oświadczyn czy jeszcze wcześniej) jego profesja jej nie oburza, sama tak naprawdę dokonuje „transakcji” - „interesu” który oczywiście jest tak naprawdę udzieleniem mu pomocy finansowej – z miłości.

Kilka słów o pozostałych bohaterach.

Pani Thornton
Matkę Thorntona w wersji z 2004 roku gra wspaniała Sinead Cusack, to jedna z moich ulubionych postaci w tej ekranizacji. W książce pani Thornton jawi się nieco niesympatycznie i zaborczo, ale Cusack mimo sztywnej postawy i ciemnych sukni przydaje jej takiego niesamowitego uroku, ze swoimi irlandzkimi ognikami w oczach, z lekkim uśmiechem w kącikach ust, że po prostu ją uwielbiam. Trudno więc mi było zaakceptować zupełnie inną Rosalie Crutchley w tej roli. Jest mniej sympatyczna, zwłaszcza w scenie, w której zarzuca Margaret złe prowadzenie. Jest tu chyba nawet ostrzejsza niż w książce. I o dziwo, nosi czepki, podobnie jak pani Hale. Nie wyobrażam sobie w czepku Sinead Cusack, zresztą i powieściowej pani Thornton jakoś w takim nakryciu głowy nie widzę. Jednak z czasem można przyzwyczaić się do nieco innej pani Thornton. A nawet polubić ją zwłaszcza za sceny z synem, który się czasem z matką przekomarza.

Kolejna ważna postać to Higgins. Niewielki i nieco śmieszny Norman Jones nie wytrzymuje porównania z pełnym męskiego uroku Brendanem Coylem – przywódcą robotników. Ratuje go jednak sposób mówienia, naśladujący żargon robotniczy i humor słowny, dzięki czemu można go polubić.
Higgins i Boucher, w tle Bessy
Irytująca jest za to Fanny – w wersji z 1975 zagrała ją Pamela Moiseiwitchs. Ta Fanny jest bardzo infantylna i naprawdę głupia, podczas gdy Jo Joyner (wersja z 2004) potrafiła z niej zrobić zabawną postać, którą na swój sposób da się polubić.

I pozostali: postać Henry Lennoxa jest dużo ciekawsza w nowej wersji (John Light), podczas gdy w filmie z 1975 roku jest on po prostu fircykiem - mydłkiem.

Z kolei pan Bell w starej wersji jest prawdziwym ojcem chrzestnym, a więc starszym panem, przyjacielem rodziny, a tymczasem w wykonaniu Briana Protheroe jest nieco frywolnym dojrzałym mężczyzną w spodniach w kratkę, któremu jeszcze w głowie jakieś ewentualne śluby z chrześnicą i którego bawi obserwowanie relacji Thorntona z Margaret.

Pan Bell
Wreszcie Boucher w produkcji z 2004 r. jest biednym zrozpaczonym robotnikiem, któremu można współczuć, bo widać, że naprawdę martwi się o rodzinę, tymczasem w filmie sprzed 30 lat jest to postać niesympatyczna, wydaje się kierować jedynie nienawiścią i trudno uwierzyć, że chodzi mu o głodującą rodzinę Dopiero spojrzenie w głąb jego domu każe zweryfikować to zdanie, choć pewnie nie do końca.
Margaret, Frederick i pan Hall

Warto jeszcze dodać, że oba filmy łączy Tim Piggot-Smith, który w miniserialu z 2004 roku zagrał pana Hale`a, a w filmie z 1975 roku - Fredericka, a więc syna pana Hale.

 Na koniec wspomnę o scenie, która mnie ubawiła – interwencja żołnierzy w chwili zamieszek. Zamiast brutalnych stróżów porządku z wersji z 2014 roku, który rozpędzają konno tłum, nie szczędząc robotnikom mocnych ciosów, w starej wersji na puste już podwórze przędzalni wchodzi spokojnie i sztywno kilku panów w mundurach. I oni mieli być groźni?

Wiele by można jeszcze mówić, porównując te dwa filmy. Trudno być tu obiektywnym. To wersja z 2004 roku spowodowała, że zainteresowałam się twórczością Elizabeth Gaskell, ale obejrzenie adaptacji z 1975 roku było bardzo odświeżającym zajęciem. Uwypukliło nie tylko zalety filmu Briana Percivala z fantastyczną muzyką Martina Phippsa, ale i ujawniło pewne wady scenariusza Sandy Welch. Przede wszystkim jednak pokazało możliwości, jakie drzemią w prozie Gaskell, niewykorzystane dotąd przez filmowców. Może powstanie kiedyś jeszcze inna ekranizacja tej powieści? Kilku XIX-wiecznych autorów doczekało się już licznych adaptacji filmowych. Więc kto wie?

Trailer "North and South" z 1975 roku:


niedziela, 27 listopada 2011

"Powrót do Cranford" na DVD

22 października 2011 roku Best Film wydał na DVD "Powrót do Cranford" - kontynuację serialu "Panie z Cranford".

Jak pisze dystrybutor: "Witajcie znów w Cranford, gdzie wiele się zmienia, lecz wszystko pozostaje takie samo. Sierpień 1844 roku. Minął rok od ślubu Sophy Hutton z doktorem Harrisonem i dwa lata od śmierci Debory, ukochanej siostry panny Matty. Powrót brata panny Jenkyns, Petera i wieść o ciąży służącej, Marty, są wielką radością. Być może wszystko nareszcie zacznie się dobrze układać".

O samym filmie pisałam już wcześniej:
http://gaskellnorthsouth.blogspot.com/2010/02/cranford-seria-2-czyli-cranford.html
lub zakładka: Powrót do Cranford (tam również materiały o kręceniu tej części).

DVD jest dostępne w Empikach.

Reżyseria: Simon Curtis
Scenariusz: Heidi Thomas na podstawie powieści Elizabeth Gaskell
Obsada:Judi Dench, Lisa Dillon, Jodie Whittaker, Jonathan Pryce, Julia McKenzie, Tom Hiddleston, Imelda Staunton, Simon Woods, Celia Imrie.

wtorek, 17 maja 2011

Film "Cranford" po polsku!

W kwietniu 2011 roku ukazała się na dvd polska wersja miniserialu BBC pt. "Panie z Cranford". Warto dodać, że podobny tytuł posiada polskie tłumaczenie powieści Elizabeth Gaskell, na podstawie której został on nakręcony.
Jest to wydanie dwupłytowe, z polskim lektorem i napisami.
Jak pisze wydawca, jest to "wzruszająca, a jednocześnie dowcipna historia jednego roku z życia mieszkańców niewielkiego miasteczka, pełnego codziennych absurdów, wielkich tragedii, romansów i strachu przed nowym i nieznanym.

"Panie z Cranford" to doskonała adaptacja powieści Elizabeth Gaskell (autorki bestselleru "Północ - Południe") tworzącej w tym samym romantycznym klimacie. Mary Smith trafia do domu swoich ciotek - dwóch starych panien o skrajnie różnych charakterach: rozważnej, ale despotycznej Deborah i romantycznej Matty. W tym samym czasie w Anglii zaczyna się rewolucja przemysłowa - i idąca za tym rewolucja społeczna. A pieniądze stają się ważniejsze niż podziały klasowe czy tradycja... Początkiem zmian w Cranford okazuje się przybycie do miasteczka młodego i przystojnego lekarza - Franka Harrisona.... I to nie tylko z powodu rewolucyjnych metod medycznych przez niego stosowanych, ale ze względu na wrażenie, jakie robi na wielu miejscowych kobietach. Wzruszająca, a jednocześnie dowcipna historia jednego roku z życia mieszkańców niewielkiego miasteczka, pełnego codziennych absurdów, wielkich tragedii, romansów i strachu przed nowym i nieznanym".

W głównych rolach wystąpili: Judi Dench, Michael Gambon, Julia Sawalha, Simon Woods, Francesca Annis, Greg Wise, Philip Glenister, Eileen Atkins, Jim Carter.

O książce i filmie już pisałam na blogu, wystarczy zerknąć do zakładek.
Bardzo polecam!

Film do kupienia w sklepach sieci Empik i Merlin itp.

poniedziałek, 8 marca 2010

Powrót do Cranford – wywiad z Sue Birtwistle – współtwórczynią serialu

Kiedy po raz pierwszy odkryłaś prozę Gaskell?

To było wtedy, gdy w czasie jakiejś rozmowy, ktoś powiedział: „Powinnaś poczytać Gaskell.” To było po tym, jak zrobiłam „Dumę i Uprzedzenie”. Więc przeczytałam „Żony i Córki” i ta powieść mi się spodobała. Potem, kiedy kręciliśmy jej ekranizację, jedna z aktorek powiedziała, że jej postać równie dobrze mogłaby się znaleźć w „Cranford”.

Muszę tu dodać, że matka Gaskell zmarła, kiedy ona była dzieckiem i wysłano ją do Knutsford – to miasteczko było pierwowzorem Cranford – aby wychowywały ją dwie ciotki. Te dwie kobiety w „Żonach i Córkach” to panny Browning. W „Cranford” – to panna Matty i panna Deborah.

Gdy tylko przeczytałam “Cranford”, wiedziałam, że chcę na podstawie tej powieści nakręcić film. Ale to mała książka i nie sądziłam, że może ona unieść ciężar dużej telewizyjnej produkcji. Tak więc przeczytałam wiele z jej nowel oraz krótkich historii i odkryłam, że pojawiają się w nich ponownie postacie jak z Cranford. Może mają inne imiona i inaczej wyglądają, ale zawsze jest tam brat, który znika na morzu w wieku 16 lat tak, jak stało się z jej własnym bratem. Umiera w nich dziecko, tak jak to stało się z jej własnym dzieckiem. I jest tam wiele innych postaci, które powracają w kolejnych utworach. Tak więc pomyśleliśmy, że możemy połączyć wątki z jej książek i wszystko to umieścić w jednym mieście i, w oparciu o te same postacie, stworzyć coś oryginalnego.

Co takiego jest w prozie Elizabeth Gaskell, że wywołuje takie emocje?

Lubię w niej to, że ona nie jest taka wiktoriańska. Uważam ją za bardzo nowoczesną. Nie osądza swoich postaci, które pochodzą i z wyżyn społecznych i z nizin, co jest bardzo ożywcze. Jest także dość zabawna. To co jest wspaniałe do zaadaptowania to sposób, w jaki tragedia i komedia są tak ściśle powiązane ze sobą w jej prozie. Ważne i błahe sprawy stoją obok siebie. Tak jest w prawdziwym życiu i to jest jedna z rzeczy, które nasza ekipa może z powodzeniem wykorzystać. Oglądasz scenę i słuchasz słów Imeldy Staunton (panna Pole) i Judi Dench (panna Matty) i możesz śmiać się z tego, ale również jesteś wzruszony, ponieważ są tam prawdziwe uczucia.

Dlaczego Gaskell nie jest lepiej znana?

Nie jestem tego pewna, gdyż w swoich czasach była kimś znanym. Była przyjaciółką Karola Dickensa, a "Cranford" powstał dla jego magazynu „Household Words”, początkowo jako seria krótkich historyjek. Niektóre rzeczy wyszły z mody i ona z pewnością była pomijana w ostatnich czasach.

Dorastałam 7 mil od miejsca, w którym się wychowywała, ale nic o niej nie wiedziałam przez długi czas po skończeniu edukacji. Chodziłam do szkoły dla dziewcząt, więc można sobie wyobrazić, że mogli wspomnieć, że taka fantastyczna pisarka mieszkała 7 mil od miejsca, w którym przebywałam. Ale ja nie znałam jej utworów. Wróciła do świadomości czytelników, po pojawieniu się adaptacji „Żon i Córek” i „Cranfordu” [Dlaczego nie wspomniała o "North and South"??? Czyżby dlatego, że tej ekranizacji nie współtworzyła? - dopisek - Gosia], a jej książki dobrze sprzedają się w Anglii. W tym roku została upamiętniona w opactwie Westminsterskim w Kąciku Poetów, więc zyskała uznanie.

Jak myślisz, dlaczego jest tak wiele wdów i niezamężnych kobiet w Cranford?

Praca na wsi była niebezpieczna, więc wielu mężczyzn umierało przedwcześnie. Także wielu umarło w czasie wcześniejszych wojen z Francją. To są lata 40., więc niektórzy z mężów zginęli w czasie bitwy pod Waterloo w 1815 roku i we wcześniejszych potyczkach.

Niektórzy wyjechali, by osiąść w Indiach. A jeśli byli profesjonalistami, mogli przenieść się do większego miasta, gdzie łatwiej znaleźć pracę. W pierwszej części serialu jest w Cranford dwóch lekarzy, ale żaden nie pozostaje w drugiej serii. Jeden z bohaterów Gaskell mówi: „Co się stało ze wszystkimi mężczyznami w Cranford? Gdzie oni są?”. I otrzymujemy odpowiedź, że oni muszą być gdzie indziej, ponieważ miasto jest zdominowane przez kobiety.

Czy sequel „Cranford” był czymś, co tkwiło w twojej głowie cały czas?

Tak było. Kiedy Susie Conklin (współtwórca serialu) i ja spojrzałyśmy wstecz na cały materiał, którego użyliśmy w naszej adaptacji, uświadomiłyśmy sobie, że mamy więcej niż nam było potrzebne do nakręcenia jednej serii. Więc napisałyśmy streszczenie drugiej serii.

Ponieważ tak się zdarzyło, że pierwsza seria „Cranford” spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem i Jane Tranter (odpowiadająca w kanale BBC za produkcję filmową) powiedziała: „Zrobicie coś więcej?,” w tym momencie pomyślałam: „O raju! Nie!”, ponieważ zajmowaliśmy się montażem aż do ostatniej minuty i byłam wyczerpana. Trzy tygodnie później, uświadomiłam sobie, że kocham to tak bardzo, że byłabym szalona, gdybym nie zrobiła sequela.

Możesz podać jakieś przykłady – jak zwracałaś uwagę na szczegóły w czasie kręcenia filmu i dlaczego to takie ważne?

Detal – to może być hasło każdej produkcji, ale szczególnie ma to zastosowanie do serialu „Cranford”. To co ważne, to zebranie szczegółów dotyczących codziennego życia w opowiadanej historii. Wszystkie te różne działy produkcji – plan, kostiumy, charakteryzacja, praca kamery – wszystko ma znaczenie.

Na przykład w pierwszej serii, Judi Dench miała listy od swego brata, które były wysłane przez niego ze szkoły, kiedy był on chłopcem. Takie listy powinny być stare i ładnie napisane. Chodzi o to, że trzeba użyć odpowiedniego papieru, odpowiedniego atramentu i tak to napisać, żeby nie tylko było to wiarygodne dla widza, ale żeby pomagało samym aktorom. Judi powiedziała, że kiedy trzyma w dłoniach taki rekwizyt, dużo łatwiej jest jej zagrać taką scenę.

Kiedy zaczynaliśmy zdjęcia do drugiej serii, Judi odkryła, że dostała te same stare mitenki z dzianiny bez palców, które zakładała w czasie kręcenia pierwszej serii. Zapytała kostiumologa: „Dostanę nową parę mitenek?”. Kostiumolog odpowiedział: „Absolutnie nie! Elegancka oszczędność!” Więc Judi zakładała te mitenki, gdy robiliśmy zdjęcia. A kiedy kręciliśmy finałową scenę w pokoju zabaw, powiedziała: „Jestem tak pięknie ubrana. Czy myślisz, że mogę otrzymać nową parę mitenek, skoro jest Boże Narodzenie?”. Zrobiliśmy tak samo z kostiumami. W miejscach, gdzie suknie były znoszone, przystroiliśmy je nową koronką, co jest dokładnie tym, co mogły zrobić te kobiety.

Zwierzęta grają zabawne role w „Cranford” i jego sequelu. Możesz nam powiedzieć więcej o krowie i o papudze?

Zdarzenie z krową naprawdę miało miejsce. Pochodzi z eseju Gaskell „The Last Generation of England”, w którym opowiada ona o swoim życiu w Knutsford. Napisała, że krowa chodziła ubrana w piżamę, dopóki nie zeszła ze świata, i nikt nawet nie mrugnął na to okiem, ponieważ takie zachowanie było czymś normalnym w Knutsford. I tylko, kiedy gość pojawiał się w mieście wydawał się zaskoczony, że ludzie zrobili coś tak dziwnego.

Tam jest też wspaniała historia z papugą. Kiedy byliśmy na etapie post-produkcji, wspomniałam Judi, że musimy sprowadzić papugę z powrotem do studia, ponieważ potrzebujemy wydawanych przez nią dźwięków w scenie, w której panna Matty decyduje, że odda papugę. Judi powiedziała: „Och, proszę, pozwól mi być papugą. Mogę to zrobić! Zrobimy teraz przesłuchanie!” Więc miała przesłuchanie do roli papugi. Była wspaniała i została papugą. Powiedziała mi: “Będę tańsza od papugi”.

Wiesz, jak zachować dobre kontakty z aktorami. Dlaczego to tak ważne dla ciebie i czy to pomogło w czasie castingu do sequela?

Zaczynałam jako aktorka, nawet mimo tego, że chciałam być wtedy reżyserem. Jedna droga prowadzi do reżyserowania w teatrze, przechodzi się zarówno przez kwestie techniczne, jak i przez aktorstwo. Robiłam trochę tego i tego jako nowicjuszka. Jeździłam vanem, przygotowywałam plan filmowy, robiłam dźwięk, parzyłam kawę, prasowałam kostiumy – i grałam. W ten sposób zdobywałam doświadczenie. Nauczyłam się, jak poważnie podchodzić do pracy i jednocześnie się bawić. Więc sądzę, że rozumiem aktorstwo, nawet jeśli nie robiłam tego długo. Uważam aktorów za swoją rodzinę. Nie ma drugich takich osób, które byłyby tak rozrywkowe, wielkoduszne, zwariowane i zabawne. Zawsze możesz polegać na aktorach, że ożywią wieczór.

Judi Dench jest bliską przyjaciółką. A kiedy masz ją w obsadzie, to dużo łatwiej przyciągnąć na plan innych. W istocie, kiedy powiedzieliśmy, że robimy sequel, wszyscy aktorzy, których postaci nie uśmierciliśmy w pierwszej serii, chcieli w nim zagrać i zarezerwowali swój czas. Szczerze mówiąc Imelda Staunton zapytała: Czy możemy to robić co rok przez dziesięć tygodni, proszę?”

Wielka szkoda, że postać Eileen Atkins nie mogła być wskrzeszona w sequelu.

Wiem! Tak samo jak Gaskell, ponieważ kiedy Dickens poprosił ją, by napisała coś dla Household Words, i to co napisała, cieszyło się taką popularnością, że zamówił następną historię. A ona odpowiedziała: „Och, żałuję, że zabiłam jedną z tych postaci tak szybko!”. Jak tylko wystartowaliśmy z sequelem, czuliśmy to samo w związku z Eileen.

Ale słyszałam, że przywróciliście ją do życia – poniekąd…

Nie mówiąc o tym nikomu, Judi miała fotografię Eileen, która grała postać Deborah, powiększoną do rzeczywistego rozmiaru i wmontowaną w polistyren i na podstawce w ten sposób, że mogła ją wszędzie zabierać ze sobą. Pierwszego dnia zdjęć byliśmy na stacji kolejowej i Amazonki stały na drugim końcu w oczekiwaniu na zdjęcia. Nagle pomyślałam: „Tam jest Eileen. Jak tam może być Eileen?” Oczywiście one postawiły ją pośrodku i nałożyły swoje spódnice na nią tak, że to sprawiało wrażenie rzeczywistości. To było naprawdę zabawne. Więc wzięliśmy tę sylwetkę ze sobą i w każdym miejscu, w którym kręciliśmy ujęcia, była sfotografowana Deborah z różnymi członkami ekipy. Potem wysłaliśmy zdjęcia Eileen.

To było wspaniałe, kiedy pierwszego dnia próby generalnej, zebraliśmy się wszyscy razem i rozległo się stukanie do drzwi. To był posłaniec z wielką skrzynką pomarańczy od Eillen. W notatce były słowa: „Proszę, abyście wyssali pomarańcze na osobności”.

(Notka uzupełniająca: W „Cranford", postać Eileen, Deborah, uważała za wulgarne jedzenie pomarańczy w towarzystwie]

Barbara Flynn, która grała panią Jamieson, wzięła skrzynkę do domu, aby zrobić z nich marmoladę, powołując się na „elegancką oszczędność”, która była wiodącą zasadą pań z Cranford. "Nie możemy ich zmarnować” – powiedziała Barbara. Ostatniego dnia zdjęć wszyscy dostaliśmy po słoiku „Marmolady ku czci panny Deborah”, włączając w to także Eileen.

[Philip Glenister jako pan Carter to inna postać, która została uśmiercona w pierwszej serii, ale tym razem przez Heidi Thomasn, nie przez Elizabeth Gaskell! Aby oddać Heidi sprawiedliwość, przyznała, że żałowała, że to zrobiła. ]

Chciałabym zapytać o jedną z postaci – nieustraszonego absolwenta z „Powrotu do Cranford”, którego zagrał Tom Hiddleston. On pojawił się także w serialu „Wallander”. Jak to się stało, że zaprosiłaś go do ekipy „Cranford”?

Spotkałam Toma w zeszłym roku na dużym obiedzie w Los Angeles. Siedziałam obok niego, a on przez cały wieczór następował na moją nogę. Było to tak bolesne, że musiałam mu powiedzieć: „To moja stopa, a nie stół”. Strasznie przepraszał, ale nie przestał tego robić. Więc później, kiedy zaoferowaliśmy mu rolę, przypomniałam mu, że z niechęcią zamierzam obsadzić go w filmie, bo on deptał moją stopę. Ale zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi.

Jak myślisz. Co się stało w Cranford po tym, jak dotarła tam kolej?

Prosisz mnie, bym snuła domysły na temat tego, co się stanie? Podejrzewam, że więcej ludzi przybędzie do miasta i jego charakter się zmieni. W drugiej serii panna Matty podejmuje decyzję, by sprzeciwić się temu, czego według niej, by chciała Deborah, ponieważ doszła do wniosku, że miasto zwiędnie raczej niż rozkwitnie, i że młodzi ludzie nie widzą tam dla siebie przyszłości. Kolej to jedyna nadzieja, że młodzi ludzie zostaną i założą rodziny. Przypuszczalnie, myślę teraz o serii trzeciej.

Masz plany dotyczące następnego sequela? Będzie seria trzecia?

[Śmiech] Nie mam żadnych planów. Ale piszemy książkę. Napisaliśmy książkę o „Dumie i Uprzedzeniu” i o „Emmie”. To będzie przewodnik, który ukaże się we wrześniu. Będzie miał większy format, będzie zawierał wiele stron i fotografii. Część będzie napisana jako fikcyjna rzeczywistość tak, jakby Cranford i jego bohaterowie naprawdę żyli. Czytelnicy będą mogli wejść w świat Cranford i zwiedzić tamtejsze domy i zobaczyć, co mieszkańcy mają w szafach. Więc, znowu, chodzi o detal.

Przewodnik? Jak dla mnie brzmi świetnie!



Tłum. Gosia

Źródło:
http://www.pbs.org/wgbh/masterpiece/cranford2/birtwistle.html

Polecam także:
Behind the Scenes:
http://www.pbs.org/wgbh/masterpiece/cranford2/bts.html

niedziela, 28 lutego 2010

Powrót do Cranford czyli Cranford Christmas Special

Ogromny sukces 5-odcinkowego serialu "Cranford", opartego na prozie Elizabeth Gaskell, który został wyemitowany w BBC w 2007 roku, skłonił twórców tego filmu do nakręcenia kontynuacji - dwóch 1,5-godzinnych odcinków specjalnych, które pojawiły się w tym kanale w Boże Narodzenie 2009 roku.

W scenariuszu pierwszej serii wykorzystano powieść Gaskell "Cranford" (przetłumaczoną na język polski pt. "Panie z Cranford"), a także jej dwa dłuższe opowiadania: "Wyznania doktora Harrisona" (moje tłumaczenie tego utworu jest dostępne na tej stronie) oraz "Lady Ludlow" (nie tłumaczone).

Scenarzystka Heidi Thomas, która niezwykle umiejętnie połączyła wątki tych utworów w jedną spójną całość, uczyniła to samo, pisząc scenariusz do świątecznych odcinków specjalnych. Oczywiście wykorzystała ponownie wątki obecne w powieści "Cranford", ale wplotła w nie fabuły kolejnych dwóch opowiadań: dłuższego "The Moorland Cottage" (wątek rodzeństwa i historia miłosna) i krótkiego "The Cage at Cranford" (bardzo zabawna historia papugi panny Pole).

Świąteczne odcinki specjalne zachowują atmosferę pierwszej serii "Cranford" - bawią i wzruszają do łez. Oczywiście trzeba się przygotować na smutne chwile (Gaskell lubi uśmiercać swoje postaci ;) ) ale i te bardzo zabawne. A nawet dramatyczne.

Ogólnie można powiedzieć, że tematem przewodnim jest konflikt starego z nowym, konwencji z nowoczesnością - wiąże się to z nadejściem kolei, ale i z nowym pokoleniem, które nieco inaczej widzi swoją przyszłość, niż chcą tego ich rodzice.

Prócz znanych nam już dobrze postaci, w tych dwóch dodatkowych odcinkach pojawiają się zupełnie nowi bohaterowie. Do miasta przybywa pan Buxton, wraz z wykształconym w Eton synem, Williamem oraz swoją podopieczną Erminią.

Pojawia się także Peggy, która mieszka wraz z bratem Edwardem i matką, którzy wobec dziewczyny mają tylko wymagania, a nie liczą się w ogóle z jej uczuciami.

Do snobistycznej pani Jamieson przyjeżdża w odwiedziny jej dobrze sytuowana kuzynka, Lady Glenmire. A Martha, służąca panny Matty, którą ona traktuje jak rodzinę, spodziewa się dziecka Jema.

Jednocześnie do posiadłości lady Ludlow przybywa jej długo oczekiwany syn, Lord Septimus. A w mieście szykuje się występ magika Siniora Brunoni, który ponoć występował przed samym lamą z Tybetu!

W tej części, tak samo jak w poprzedniej, dużą rolę grają także zwierzęta: znana nam już dobrze krówka w bieliźnie - Bessy, papuga Polly i niesforny pies.

Oczywiście komplikacji jest wiele, niektóre wiążą się z budową kolei i stosunkiem mieszkańców Cranford do tego wydarzenia. Wiadomo, że kolej dla ludzi przyzwyczajonych do spokojnego życia wydaje się czymś, co może przysporzyć jedynie kłopotów, ale jednak jest także nośnikiem pozytywnych zmian - rozwoju miasta. Czy panie z Cranford potrafią rozważyć za i przeciw, i wybrać to co słuszne? Czy Lord Septimus wypełni wolę matki? Czy Harry znajdzie pomoc i będzie mógł się uczyć? Czy panna Matty odzyska rodzinne szczęście? Czy Mary odnajdzie swoje szczęście, wybierając dla siebie to, co najlepsze? Czy miłość Edwarda i Peggy okaże się trwała?

Dobrze bawiłam się powracając do Cranford, do tych wszystkich ludzi, których tak dobrze znam i tak bardzo lubię. Już poprzednio pisałam, że jeśli pani Pole z jej powagą i przejęciem mnie bawi (jak sobie przypomnę jej minę przy klatce z papugą ;) ), to pani Forrester mnie bardzo wzrusza, a w tej części zachwyciłam się dodatkowo nowo odkrytym talentem grającej tą postać Julii McKenzie, którego dotąd byłam nieświadoma.

Bardzo będzie mi brakować Cranford i jego przeuroczych mieszkanek.

Po seansie filmowym obejrzałam jeszcze dodatek specjalny "Under the Bonnet" - materiał powstały w czasie kręcenia filmu. Pokazuje nie tylko scenki z planu i rozmowy z aktorami czy twórczyniami serialu, ale także mówi nieco o samej Gaskell i jej zacięciu społecznym, a także o jej nowatorstwie w podejmowaniu ważnych tematów dla ówczesnej Anglii.

niedziela, 21 lutego 2010

"Północ Południe" – nowa miłość wielbicielek "Dumy i uprzedzenia"

Znalazłam ostatnio bardzo ciekawy artykuł na temat powiązań fabularnych między "North and South" (Północ Południe) a "Pride and Prejudice" (Dumą i uprzedzeniem). Jednak zanim go zamieszczę, przypomnę tłumaczony kilka lat temu przez Alison artykulik na: JRinla.com, który dotyczy ekranizacji.
Oczywiście, czynię to za jej zgodą.

**********************************************************

Od chwili emisji w BBC, pod koniec 2004 roku, „Północ&Południe” zasłużyło sobie na miano filmu kultowego wśród tych z nas, które go odkryły. Przyznam, że pochłonął mnie tak bardzo, że teraz stał się moim absolutnym faworytem.

Jest bardzo wciągający, jako kombinacja romantycznej historii miłosnej, bogatej historycznej atmosfery, boskiego tła muzycznego i dzięki interesującym wątkom pobocznym, które nigdy nie pozwalają na zwolnienie tempa akcji.

(Proszę przyjmijcie do wiadomości: ten dramat nie ma absolutnie nic wspólnego z serialem telewizyjnym z lat osiemdziesiątych o wojnie domowej – oba są oparte na dwóch różnych powieściach, którym zdarzyło się dzielić ten sam tytuł).

Fanki „Północy&Południa” często wykrzykują „Jeśli podobała ci się „Duma i uprzedzenie”, ten film pokochasz jeszcze bardziej!”. Niektóre nawet twierdzą, że Richard Armitage (jako pan Thornton) „zdetronizował” Colina Firtha jako pana Darcy’ego, w roli jedynego w swoim rodzaju tajemniczego, romantycznego bohatera. No cóż, nie powiem czy Firth został czy nie został zdetronizowany. Nie zamierzam również dochodzić czy film jest lepszy niż jakakolwiek wersja „Dumy i uprzedzenia”. Myślę, że obie historie są na tyle różne, że fanki mogą kochać je jednakowo, lecz z nieznacznie różnych powodów.

Opowieść:

„Północ&Południe” jest nieco podobna do „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen. Podobnie jak tam, jest i tu nierozumiany, tajemniczy bohater, który musi cierpieć i czekać na swoją ukochaną aż do ostatniej sceny, kiedy to ona odwzajemnia jego uczucie. Jednakże sposób w jaki „P&P” różni się od „D&U” jest znaczny.

Oparty na powieści wiktoriańskiej autorki Elizabeth Gaskell, film nie ma w sobie odcienia lekkiej satyry, za którą lubimy powieści Austen, ale jest poważniejszą opowieścią opartą na społeczno-politycznym fundamencie. Gaskell przeciwstawia przemysłową Północ Anglii roku 1850 sielankowemu, żyjącemu w zwolnionym tempie, bardziej wykształconemu Południu.

Bohaterka (Margaret Hale) i jej rodzina zostają wyrwani z ich ukochanego domu na Południu i przeprowadzają się do zadymionego, zapylonego, przemysłowego miasta na Północy – Milton. Margaret bardzo tęskni za domem, ale nie cierpi północnych zwyczajów – szczególnie, od kiedy znajduje powód do tego, by pogardzać młodym właścicielem przędzalni, Johnem Thorntonem, szanowanym i uczciwym mężczyzną, który niefortunnie robi na niej początkowo bardzo złe wrażenie.

Z drugiej strony, pan Thornton szybko ulega silnemu wrażeniu, jakie zrobiła na nim Margaret, po części dlatego, że jest ona osobą o niezwykle silnej woli, szczerą, otwartą i być może trochę podobną do jego własnej matki (którą gra Sinead Cusack).

Thornton jest świadomy tego, że nie może być „wystarczająco dobry” dla niej, jako człowiek związany z handlem. (Dawniej, w tamtych czasach, ziemianie patrzyli z góry na ludzi związanych z handlem lub wytwarzających dobra –mówiono o nich „sprzedawcy”. Taki sam snobizm pojawia się też w „Dumie i uprzedzeniu”). Ale Thornton nic nie może poradzić na to, że ona go pociąga – a poza tym ma pewne powody, żeby mieć nadzieję, że może być dla niej odpowiednim konkurentem: jest bogaty, powszechnie szanowany w społeczności, a większość młodych kobiet w mieście uważa go za najlepszą partię.

Tak jak w „Dumie i uprzedzeniu”, ich romans nie przebiega gładko. Uprzedzenia i nieporozumienia muszą zostać zwalczone po obu stronach. Ich porozumieniu nie sprzyja to, że Margaret zaprzyjaźnia się z pracownikami Thorntona, którzy planują (wraz z innymi robotnikami w mieście) strajk. Thornton jest uważany za twardego, ale szczerego „pana” (tak byli nazywani właściciele fabryk), ale nie posiada tak miękkiego serca i takiej empatii dla robotników jak Margaret.

Biedna, będąca przedstawicielami klasy pracującej, rodzina Higginsa jest niezbędna do tego, by pokazać panujące w Milton stosunki pracy i groźbę strajku. Margaret jest samotna i szuka przyjaźni u Bessy Higgins, pracownicy Thorntona.

Tata Bessy, Nicholas (wspaniale sportretowany przez Brendana Coyle’a z jego roziskrzonymi oczami) jest związkowcem i próbuje zjednoczyć wszystkich robotników w Milton do walki o wyższe zarobki, poprzez zorganizowanie strajku. Higgins jest dzikim człowiekiem o bardzo silnej woli. Początkowo Thornton traktuje go jak radykalnego podżegacza. Ale przyjaźń Margaret z rodziną Higginsa wraz ze stopniowym wzrostem wiedzy Thorntona o jego robotnikach i interesach, powoduje zmianę stosunku pomiędzy tymi dwoma mężczyznami.

Co sprawia, że ten film jest tak dobry:

Kombinacja wspaniałej książki Gaskell, doskonały scenariusz Sandy Welch i wybitna gra stosunkowo mało znanego Richarda Armitage`a składają się na fenomenalnie pozytywny odbiór serialu. Armitage potrafi wyrazić tęsknotę i złamane serce swojej postaci poprzez subtelną grę ciała. Nie portretuje swojej postaci miękko i nadwrażliwie, ale zamiast tego epatuje siłą i męskością. I mimo że aktor nie ma może wyglądu gwiazdy filmowej w typie „ładnego chłopca”, jego zachowanie i postawa są bardzo atrakcyjne – tak bardzo, że przy końcu serialu, większość żeńskiej widowni nie może nie myśleć o nim jako o ekstremalnie przystojnym.

Pan Thornton różni się także od pana Darcy’ego tym, że w sposób bardziej oczywisty nosi swoje serce na dłoni (oczywiście w tajemniczy i skryty wiktoriański sposób), a poza tym więcej dowiadujemy się o tym, co przyspiesza tegoż serca bicie.

Podczas gdy pan Darcy jest doskonałym dżentelmenem, Thornton jest znacznie ostrzejszy – zawdzięczając samemu sobie wszystko, walczył o to by wyrwać się z poniżenia. Pan Darcy jest większą tajemnicą – uzyskujemy tylko kilka sygnałów dotyczących jego intymnych uczuć. Thorntona pozwolono nam obejrzeć pełniej, jako człowieka o wielu twarzach ze skomplikowaną osobowością, z wadami, niepewnością , a zarazem siłą.

Nieodparty urok pana Thorntona nie jest jedyną atrakcją serialu. Aktorka Daniela Denby-Ashe gra śliczną, pełną werwy Margaret Hale, która niewątpliwie może porwać serca wielu męskich widzów. Dobór drugoplanowej obsady jest równie doskonały.

W główny wątek wplątuje się związek robotników, potencjalny strajk, kilka obrazów pracującej przędzalni, a wszystkie szczegóły historyczne czynią „Północ&Południe” historią pociągającą i interesującą dla rozmaitej publiczności. Poza kilkoma mocniejszymi scenami, które są bardzo krótkie, można pokazać go każdemu członkowi swojej rodziny. Film nie potrzebuje krwi i seksu, aby zniewolić publiczność. To coś, co można nazwać „czystą” rozrywką – bezpieczną dla całej rodziny (no może z wyjątkiem bardzo małych dzieci).

Porównanie scenariusza do powieści Elizabeth Gaskell:

Czytałam powieść Gaskell (autorki współczesnej Dickensowi) już po obejrzeniu serialu, i nie mogę uznać wyższości książki nad filmem. Powiem, że telewizyjna adaptacja jest świetną robotą, zachowującą ducha powieści, mimo skrócenia i przytoczenia tylko niektórych wątków. Jednakże niektórzy fani Gaskell czują się zgorszeni dwoma elementami w szczególności.

Prawie na początku pierwszego odcinka, scenarzystka Sandy Welch uznała za niezbędne dać Margaret bardziej znaczący powód do tego, by nie polubiła Thorntona – jej snobizm dotyczący jego profesji nie byłby wystarczająco jasny dla współczesnej publiczności, trzeba więc było czegoś więcej. Dodano więc scenę, w której Thornton robi naprawdę (ale to naprawdę) bardzo złe wrażenie. Mimo że jego zachowanie jest później wyjaśnione i większość widzów może go zrozumieć, niektórzy mogą nie zaakceptować tej przemiany.

Inna duża zmiana w stosunku do powieści dotyczy ostatniej sceny, która wydaje się anachroniczna – historycznie niezgodna z obyczajami. Ale mimo to, wielu fanów książki obecnie woli nowe zakończenie. Bezpieczniej jest powiedzieć, że poza wszystkim większość widzów bardzo kocha zakończenie oraz czuje, że zachowało ono „ducha” książki.

Bogaty wybór drugoplanowych aktorów:

Wydaje się, że każdy w ekranizacji „Północy& Południa” jest na swój sposób interesujący. W ciągu całego filmu, żadnej części nie uznałam za dłużyznę, nie poczułam też, by jakikolwiek wątek okazał się nudny czy niepotrzebny.

Tim Pigott-Smith i Lesley Manville grają rodziców Margaret. Rupert Evans gra jej brata, Freda. Rodzina Hale`ów jest dystyngowana, dobrze wykształcona i elokwentna. Ich służąca (Pauline Quirke) jest z rodziną od zawsze i jest traktowana jak ktoś znaczniejszy niż zwykła służąca.

Sinead Cusack jest absolutnie znakomita jako „Stary Smok”, matka Thorntona. Jest trochę straszna, ale bardzo opiekuńcza wobec syna. W jakiś sposób ich związek nie wydaje się być niezdrowy lub ograniczający jego przestrzeń życiową. Cusack i Richard Armitage są doskonali w scenach, które grają razem – oboje subtelnie wyrażają wszystko językiem ciała, gestami i grą twarzy.

Komicznym urozmaiceniem jest wykonana przez Jo Joyner rola Fanny Thornton, siostry Johna Thorntona. Brian Protheroe gra figlarnego pana Bella, przyjaciela pana Hale’a i współwłaściciela fabryki Thorntonów.


Tłumaczenie: Alison
Źródło: http://www.jrinla.com/index.html

Ilustracje: wszystkie fotosy pochodzą z ekranizacji "North and South". BBC 2004