Strona poświęcona Elizabeth Gaskell

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mary Barton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mary Barton. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2026

Mary Barton jako figura Marii Magdaleny: wiara, skrucha i moralna przemiana w powieści Elizabeth Gaskell

W 2012 roku  Jill Kriegel opublikowała artykuł, w którym interpretuje powieść Mary Barton Elizabeth Gaskell jako utwór o głębokiej wartości moralnej i religijnej, odczytując postać tytułowej bohaterki w świetle figury Marii Magdaleny. Punktem wyjścia jest myśl C. S. Lewisa, według której „absolutną miarą wartości literackiej jest zdolność wyrażania wielkich mitów”. Autorka tekstu dowodzi, że Mary Barton spełnia to kryterium, ponieważ wykorzystuje realistyczną narrację społeczną do ukazania uniwersalnego mitu grzechu, skruchy, nawrócenia i odkupienia

Gaskell, opisując brutalne realia industrialnej Anglii - nędzę robotników, wyzysk i konflikty klasowe - nie ogranicza się do krytyki społecznej. Jej powieść zakorzeniona jest w chrześcijańskiej wizji świata, wspólnej dla twórców epoki wiktoriańskiej, takich jak Dickens. Jak zauważa Alexander Welsh, literatura tego okresu czerpie z tradycji augustiańsko-paulińskiej, ukazując napięcie między „miastem ludzi” a „miastem Boga”. W tym kontekście Mary Barton jawi się jako bohaterka, której osobista przemiana staje się narzędziem moralnej odnowy wspólnoty.

Początkowo Mary jest postacią duchowo zagubioną. Kierują nią ambicja, próżność i pragnienie awansu społecznego, co prowadzi ją do fascynacji Harrym Carsonem i odrzucenia szczerej miłości Jema Wilsona. Jej wybory mają realne konsekwencje moralne: Mary uświadamia sobie, że jej flirt i nieodpowiedzialność pośrednio przyczyniły się do tragedii, w której Jem zostaje fałszywie oskarżony o zabójstwo Carsona. Na tym etapie bohaterka, podobnie jak biblijna Maria Magdalena, nie jest jeszcze świadoma pełnej prawdy, ale zaczyna odczuwać ciężar winy i odpowiedzialności.

Przełomem staje się decyzja Mary, by czynnie działać, a nie biernie „czekać i być cierpliwą”. Jej droga nawrócenia nie ma charakteru czysto wewnętrznego ani kaznodziejskiego - wyraża się w konkretnych, ofiarnych czynach: w walce o ocalenie Jema, poszukiwaniu świadków jego alibi oraz gotowości do poświęcenia własnego szczęścia. To właśnie aktywna miłość i wierność prawdzie stanowią istotę jej „magdaleńskiej” przemiany.

Kluczowym momentem fabuły jest odkrycie, że prawdziwym zabójcą Harry’ego Carsona jest ojciec Mary, John Barton, działający z desperacji i gniewu wobec niesprawiedliwości społecznej. Mary staje wówczas w dramatycznym rozdarciu pomiędzy prawdą a miłością do ojca. Chroniąc go przed natychmiastowym potępieniem, jednocześnie doprowadza do ocalenia niewinnego Jema. Jej postawa nie neguje sprawiedliwości, lecz otwiera przestrzeń dla miłosierdzia i skruchy.

W kulminacyjnej scenie przy łożu śmierci Johna Bartona dochodzi do pojednania pomiędzy nim a panem Carsonem, ojcem zamordowanego Harry’ego. Carson, dotąd uosabiający bezduszną logikę kapitalistycznej chciwości i zemsty, doświadcza przemiany serca. Widząc skruchę Bartona i modląc się wspólnie z Mary („Boże, miej miłosierdzie dla nas, grzeszników”), uznaje własny współudział w złu systemu, który stworzył. Jego pragnienie odwetu ustępuje miejsca współczuciu i pokorze.

Mary Barton, jako figura nawróconej grzesznicy, staje się pośrednikiem łaski: nie poprzez moralizowanie, lecz przez cierpienie, wierność i miłość. Jej osobista przemiana - od próżności ku wierze - ma wymiar wspólnotowy i chrystologiczny. Autorka artykułu podkreśla, że Gaskell nie oferuje utopijnego rozwiązania problemów społecznych, lecz ukazuje, że prawdziwa reforma zaczyna się od przemiany serca.

Ostatecznie Jill Kriegel w artykule dowodzi, że choć Mary Barton zakorzeniona jest w realiach wiktoriańskich, jej przesłanie pozostaje uniwersalne. Literatura, zgodnie z myślą Lewisa, staje się „megafonem Boga”, który poprzez cierpienie bohaterów budzi sumienie czytelników każdej epoki. Mary Barton ukazuje czytelnikowi sens moralnego istnienia, odpowiadając na pytanie o cel ludzkiego życia i wskazując drogę wiary, odpowiedzialności i miłosierdzia.


Źródła: 

1. Mary’s Absolute Value: Faith & Fiction Gaskell’s Mary Barton as a Magdalene Type by Jill Kriegel, stAR, March-April 2012. Jill Kriegel uzyskała stopień doktora literatury na Florida Atlantic University; wykłada w katolickiej szkole St. Joseph w Greenville w Karolinie Południowej.
2. Ilustracja 1: Charles M. Relyea - frontispis z: Mary Barton by Elizabeth Gaskell. The English Comedie Humaine, 2nd Series New York 1906.
3. Ilustracja 2: Oświadczyny Jema - Chris Hammond, z: Cranford and Mary Barton, London 1899.

niedziela, 30 listopada 2025

Kiedy miłość staje się osią powieści: reinterpretacja "Mary Barton”

 Artykuł Tatsuhiro Ohno "„Is Mary Barton an Industrial Novel?" stanowi rozbudowaną analizę struktury powieści Mary Barton Elizabeth Gaskell. Autor polemizuje z długo utrzymującym się przekonaniem, że główną postacią książki jest John Barton, a jej najważniejszą warstwą – społeczno-industrialna krytyka warunków życia robotników Manchesteru. 

Ohno wykazuje, że tradycyjna interpretacja wynika głównie z dwóch czynników: deklaracji samej Gaskell (która w listach pisała, że pierwotny tytuł brzmiał „John Barton” i że wokół postaci Johna Bartona „wszystkie inne się formowały” i to z nią autorka „najbardziej się utożsamiała” podczas pisania) oraz reakcji ówczesnych krytyków, zwłaszcza W.R. Grega, skupionych na problematyce fabrycznej i ekonomicznej. Jak uważa Ohne, wypowiedzi Gaskell sprzed i po publikacji książki okazują się mylące, gdyż zrozumienie struktury powieści często pozwala dostrzec rzeczywistą autorską intencję, ponieważ budowa fabuły zwykle odzwierciedla zamysł twórcy.

Aby ustalić strukturę powieści, japoński badacz Tatsuhiro Ohno odtworzył szczegółową chronologię wydarzeń, analizując wszystkie dotyczące ich wzmianki w tekście. 

 Ohno dowodzi, że analiza formalna i strukturalna powieści wskazuje jednoznacznie na centralną rolę Mary Barton – nie jej ojca – oraz na fakt, że powieść jest przede wszystkim historią miłosną osadzoną w realiach ubogich klas Manchesteru, a nie klasyczną „powieścią industrialną”. Ohno rekonstruuje szczegółową chronologię wydarzeń, omawia proporcje scen, liczbę stron oraz częstotliwość występowania bohaterów. 
Zestawienia tabelaryczne pokazują, że Mary pojawia się w największej liczbie scen i jest najbardziej aktywną postacią; Jem Wilson jest trzecią najważniejszą figurą; John Barton zaś znika na znaczną część drugiej połowy fabuły. Tragiczna historia Johna stanowi więc jedynie jedną z dwóch głównych linii fabularnych.

Autor wyróżnia trzy części konstrukcyjne: wprowadzenie (konflikt społeczny i zarysowanie podwójnej fabuły – społecznej i romansowej), rozwinięcie (sześć dramatycznych dni w marcu 1840, kiedy Mary walczy o udowodnienie niewinności Jema) oraz finał (rekapitulacja konfliktu Johna, jego spowiedź, pojednanie z Carsonem i śmierć). 
Najważniejszym odkryciem jest stwierdzenie, że aż 37% powieści poświęcono krótkiej, zaledwie sześciodniowej sekwencji wydarzeń, które dotyczą niemal wyłączniе Mary.

Ohno dowodzi, że powieść ma podwójną fabułę, lecz dwie główne linie fabularne Johna (społeczna)  i Mary (miłosna) nie są równorzędne: w części środkowej wątek Mary całkowicie dominuje, a jej dramat ściśle splata się z kryzysem wywołanym przez czyn jej ojca. Dwie fabuły spotykają się w punkcie kulminacyjnym – zabójstwie Harry’ego Carsona – co zmusza Mary do działania, nadaje powieści dramaturgię i wyraża właściwe centrum utworu: dojrzewanie bohaterki, jej miłość, lojalność i moralną próbę. 
Mary musi chronić ojca i równocześnie ratować ukochanego.

Ohne pokazuje, że rzeczywiste intencje Gaskell zostały później przesłonięte przez jej własne, defensywne komentarze oraz przez zawężone odczytania pierwszych krytyków. W świetle analizy strukturalnej tytuł Mary Barton jest trafny: główna bohaterka, jej emocjonalny rozwój i jej próba ocalenia Jema stanowią prawdziwy rdzeń powieści. 
Wątek industrialny – choć znaczący – pełni rolę tła oraz jednej z dwóch przeplatających się fabuł, nie zaś dominanty interpretacyjnej. 

Ohno konkluduje, że Mary Barton należy czytać przede wszystkim jako historię miłosną osadzoną w realiach robotniczego Manchesteru, w której tragedia Johna Bartona jest jedynie jednym z dwóch elementów większej konstrukcji, a nie głównym celem narracyjnym. To Mary, nie jej ojciec, okazuje się prawdziwym protagonistą powieści.
W przedmowie do powieści Gaskell zadeklarowała, że współczucie wobec robotników z Manchesteru popchnęło ją do napisania książki, jednak oryginalne tytuły robocze, takie jak „A Manchester Love Story” czy „A Tale of Manchester Life”, świadczą o tym, że miłość Mary od początku stanowiła jedno z głównych centrów opowieści.

Źródła:
- Tatsuhiro Ohno, „Is Mary Barton an Industrial Novel?", The Gaskell Society Journal, volume 15 (2001) - Tatsuhiro Ohno - członek Wydziału Literatury Uniwersytetu Kumamoto w Japonii.
- Ilustracja pierwsza przedstawia rozprawę w sądzie Jema Wilsona i Mary Barton składająca zeznania.
- Ilustracja druga pochodzi z okładki X wydania "Mary Barton" (1867), przedstawia Mary Barton w w dokach Liverpoolu w poszukiwaniu przewoźników na statek Willa Wilsona. 

sobota, 4 lutego 2023

"Mary Barton" w kolekcji "Ponadczasowe powieści"

    

 "Ponadczasowe Powieści to kolekcja starannie wyselekcjonowanych książek o miłości, które zapisały się w kanonie światowego romansu, ale także swoją niebanalną fabułą zrewolucjonowały świat kobiet: od wspaniałych dzieł Jane Austen po mroczną romantyczność sióstr Brontë, od pełnych buntu "Małych kobietek" po namiętne pragnienie wolności Anny Kareniny. Każda część tej ponadczasowej kolekcji została starannie dopracowana; wydania posiadają znakomite dziewiętnastowieczne okładki w nowoczesnej, barwnej odsłonie ze złotymi tłoczeniami; w środku zaś czytelnik znajdzie piękne ryciny z epoki oraz kunsztowne zdobienia". - tak brzmi zapowiedź nowej serii, która ma być wydawana w postaci dwutygodnika przez Burda Media Sp. z o.o. 

Przewidywana liczba tomów w kolekcji to 50. Tom 1 trafił do sprzedaży 19 stycznia. 

    Według planów wydawcy, w kolekcji pojawią się także książki Elizabeth Gaskell: w tomie 20 "Cranford", a w tomie 36 "Ruth". Dużą niespodzianką jest natomiast informacja, że jako tom 29 ukaże się "Mary Barton"! To powieść Gaskell, która po raz pierwszy i jedyny została wydana w Polsce w 1956 roku dzięki Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu. To jedyne wydanie jest trudno dostępne i na Allegro osiąga wysoką cenę.

poniedziałek, 7 września 2020

O Elizabeth Gaskell w "Tygodniku Powszechnym" z 1953 roku


    "Renesans Elżbiety Gaskell" to tytuł artykułu, który ukazał się w 29 numerze krakowskiego "Tygodnika Powszechnego" z 29 listopada 1953 roku. Warto przypomnieć, że był to tzw. paxowski okres wydawania tego tytułu, gdyż pismo założone w 1945 roku przez kardynała Adama Sapiehę i którego redakcję stanowili początkowo: ks. Jan Piwowarczyk, Jerzy Turowicz, Konstanty Turowski i Maria Czapska, w 1953 roku po wydaniu nr 8 zamknięto z powodu odmowy opublikowania w numerze z 8 marca nekrologu Stalina, Od 10 lipca 1953 do jesieni 1956 roku czasopismo ukazywało pod identyczną winietą i zachowując ciągłość numeracji, ale prowadzone było przez inne osoby.

    Autor artykułu (pseudonim "R") opublikowanego pod nagłówkiem "Z prasy zagranicznej" powoływał się na wrześniowy numer "La Revue Générale Belge", który jak to określił, "przypomina nam tak mało u nas znaną, a tak cenioną w Anglii, jedną z pierwszych kobiet autorek". Zauważył, że "sławę swą zawdzięcza głownie autobiograficznej powieści pt. "Cranford", przedstawiającej życie małomiasteczkowe angielskie w pierwszej połowie XIX wieku".

    W artykule przytoczony został w skrócie życiorys angielskiej pisarki, która straciwszy wcześnie matkę, wychowywała się w małym miasteczku u ciotki, poślubiła pastora Gaskella i zamieszkała w Manchesterze. "Wykształcona, znająca łacinę, francuski, włoski pani Gaskell jako młoda małżonka nie miała żadnych innych ambicji prócz pomagania swemu mężowi w dziełach miłosierdzia. Spełniała wzorowo obowiązki matki trzech córek, jednak śmierć długo oczekiwanego synka pozostawiła ją niepocieszoną. I wówczas to mąż doradził jej, by zaczęła pisać. Głęboko przejęta własnym bólem zaczyna patrzeć szerzej na otaczający ją świat".

    Autor artykułu referuje: "Mieszkając w Manchesterze spotykała się stale z jaskrawymi kontrastami pomiędzy nędzą życia robotników i bogactwem fabrykantów.(...) Powiększanie się ludności w miastach spowodowane wyludnianiem się wsi, wzrost "maszynizmu" (!) przyczyniało się do ustawicznego pogarszania życia ludzi pracy. Wskutek nadprodukcji zamykano fabryki, obniżano płace i tak już niezmiernie niskie. Ten ponury obraz współczesności znajdujemy w pierwszej powieści Elżbiety Gaskell pt. "Mary Barton".

    Jak informuje "R", angielska pisarka, choć ukryta pod pseudonimem była mocno atakowana po wydaniu tej powieści. Jednak już 7 lat później opublikowała "powieść społeczną" "North and South", a w międzyczasie napisała "Cranford" i "Ruth"- "opowieść o uwiedzionej dziewczynie, którą twardość opinii publicznej zmusza do życia poza prawem". W artykule przy wzmiance o powieści "Ruth" znajduje się także pewien kuriozalny passus, który świadczy o tym, że autor nie znał powieści Gaskell, a zreferował jedynie artykuł opublikowany w "La Revue Générale Belge" i źle go zrozumiał. Cytuję: "W tej powieści autorka porusza również temat niesprawiedliwości społecznej w dziedzinie morskiej" - bez wątpienia chodziło tu nie o "Ruth" a o "North and South" i wątek brata Margaret Hale - Fredericka.

    Publicysta "Tygodnika Powszechnego" wspomina także o napisanej przez Gaskell biografii Charlotte Bronte. "Umarła wówczas trzecia z genialnych sióstr Bronti (!) - Karolina i ojciec dla uwiecznienia jej pamięci pragnął by ktoś podjął się napisania jej biografii. Elżbieta Gaskell, która znała osobiście autorkę "Jane Eyre", kochała ją i podziwiała, wzięła się do tej pracy z zapałem. Ten rodzaj twórczości niezupełnie odpowiadał zdolnościom autorki i krytyka dość surowo oceniła jej pracę".

    "R" pisze dalej: "Ostatnia przed śmiercią ukazała się powieść "Wives and Girls" (! - w rzeczywistości  "Wives and Daughters"), podobnie jak "Cranford", obyczajowa, która potwierdziła dojrzałość jej talentu".

    W podsumowaniu autor artykułu twierdzi: "Elżbieta Gaskell tak jak wszyscy postępowcy XIX w. za życia zajmowała drugorzędne miejsce pośród współczesnych pisarzy. Nieprzemijające jednak powodzenie jej powieści zmusiło opinię do zmiany stanowiska".

    W zakończeniu "R" cytuje słowa jednego z krytyków, który usiłował oddać atmosferę powieści "Cranford", która doczekała się już 170 wydania (w 1947 roku!): "Jest to historia opowiadana półgłosem przy migotliwym blasku świec, której wtóruje brzęk drutów pończoszniczych, historia kobiet, gdzie mężczyźni występują tylko w roli zaproszonych gości imieninowych i po serdecznym przyjęciu możliwie szybko wyprawiani są za drzwi".

    Czy tak właśnie postrzegacie "Cranford"???

-----------

"Tygodnik Powszechny", 1953 nr 29, s. 435.

sobota, 8 października 2016

Kiedy nowa ekranizacja "Mary Barton"?

    Mam obecnie dwa marzenia, jeśli chodzi o Elizabeth Gaskell. Pierwsze to ponowne polskie wydanie jej powieści "Mary Barton" (pierwsze i jedyne ukazało się w 1956 roku).
    Drugim marzeniem jest powstanie nowej ekranizacji tej powieści. Oczywiście najlepiej by było, gdyby adaptację wykonała niezawodna stacja BBC, która już raz "Mary Barton" sfilmowała w 1964 roku w postaci 4 odcinków po 35 minut. Niestety stara wersja jest praktycznie niedostępna (podobno nawet taśmy zaginęły), a jest z pewnością anachroniczna.

    W 2012 roku pojawiła się informacja, że scenariusz nowej wersji "Mary Barton" pisze Heidi Thomas - autorka skryptu do "Cranford" oraz "Upstairs Downstairs" ("Na salonach i w suterenie"). Niestety, wsiąkła tak bardzo w inną produkcję czyli "Call the Midwife" ("Z pamiętnika położnej"), że zabrakło czasu dla Elizabeth Gaskell.
    Scenarzystka w wywiadach podkreślała, że tematyka powieści wiktoriańskich Gaskell jest jej bliska, gdyż jej rodzina wywodzi się z robotników rolnych z terenów wiejskich Walii i Suffolk, którzy przenieśli się do Liverpoolu w 1840 roku. 
    Warto przypomnieć, że akcja "Mary Barton" toczy się właśnie w latach 40. w  fabrycznym Manchesterze  w okresie tworzenia pierwszego zorganizowanego ruchu robotniczego. Ale to także, jak często u Gaskell, historia miłosna, więc jest potencjał na dobry scenariusz filmowy. Nie brakuje tu również dramatycznych wydarzeń.
    Pozostaje czekać cierpliwie, aż BBC powróci do czasów wiktoriańskich i postanowi wreszcie sfilmować tę powieść.


piątek, 8 stycznia 2016

Nekanda Trepka po raz wtóry o Gaskell w "Życiu" z 1887 roku

Wspomniany już w innym artykule Nekanda Trepka*1 (wł. Mścisław Edgar Nekanda-Trepka) zamieszczał swoje studium o powieściopisarstwie angielskim oraz recenzje w kilku czasopismach. Jednym z nich, obok "Kłosów" było "Życie: tygodnik literacko-naukowy poświęcony przeważnie sprawom literatury pięknej".  Czasopismo było redagowane i wydawane przez Teodora Paprockiego i ukazywało się w latach 1887-1891 w Warszawie. Jego redaktorem byl także Zenon Przesmycki "Miriam", który później był redaktorem Życia" krakowskiego.

Trepka nadesłał do tego czasopisma kilka odcinków swojego studium (opatrzonego na końcu inicjałami "E.N.T.) i w jednym z nich zamieścił wzmiankę o Elizabeth Gaskell. Zamieszczony tekst jest skróconą do mininum wersją artykułu z "Kłosów", ale dla porządku warto go przywołać.

"Powieść w Anglii i powieściopisarze angielscy dni naszych
(ciąg dalszy)
Ze śmiercią G. Eliota zniknęła najznakomitsza powieściopisarka Anglii. Nie była ona jedyna kobietą powieściopisarką, jaką się kraj ten pochlubić może. Niedawna przeszłość pokazuje nam dwa świetne kobiece pióra: Elżbietę Gaskell i Karolinę Bronte [...]. 
Elżbieta Gaskell († 1863) napisała kilkanaście wybornych powieści, z których dwie "Marya Barton" i "North and South" liczone są do pereł powieściopisarstwa. Żyjąc pośród fabrycznej ludności północnej Anglii, opowiada ich cierpienie; i ta tendencya socyalna, pozbawiona sekciarskiego ducha, stanowi jej oryginalność. Ubóstwo, ciemnotę, nędzę, przesądy, uprzedzenia proletaryatu, tak same jak choroby, epidemie, pijaństwo i prostytucyę wplotła autorka bez systematu apriorycznego do jednej żałobnej symfonii. W pierwszej z tych dwóch powieści zebrała dopiero materyały do społecznej diagnozy; w drugiej wskazała nie ekonomiczne ale psychiczne środki zaradcze do pojednania dwóch warstw towarzyskich, wrogo przeciwko sobie stojących. Niema śladu u tej autorski płaczliwego sentymentalizmu; przez analizę i bezstronne ocenienie społecznych czynników dobro, światło i poświęcenie tyumfuje.  Po nad walką zażartą, której dramatyczne epizody opisane są z męzką energią, góruje wiara w zbawczą siłę pracy. Po odczytaniu "Północy i Południa" czytelnik czuje się pokrzepionym i uznając jako nieuniknioną konieczność istnienie zła społecznego, wie przynajmniej, że ma pod ręką zaradcze środki [...]"*2.


1. Nekanda Trepka, jak o nim pisze Wanda Krajewska, był socjologiem z wykształcenia, w 1887 roku z Paryża przeniósł się do Anglii. "Literaturę rozpatruje od strony jej funkcji społeczno-moralnej. W realistycznym nurcie powieści interesuje go przede wszystkim obraz społeczeństwa, a za najwartościowsze dzieła uważa te, które przedstawiają z pozytywistycznym optymizmem perspektywy poprawy bytu". W innym miejscu Krajewska dodaje: "Ekonomista z wykształcenia, interesował się więcej sprawami społecznymi i politycznymi Anglii, a literaturę widział jako jeden z elementów życia społecznego". 
W: Wanda Krajewska, "Recepcja literatury angielskiej w Polsce w okresie modernizmu (1887-1918)Wrocław: Ossolineum, 1972, s. 18 i s. 34.

2. "Powieść w Anglii i powieściopisarze angielscy dni naszych", w: "Życietygodnik literacko-naukowy poświęcony przeważnie sprawom literatury pięknej". Warszawa 22 sierpnia (3 września) 1887 r., nr 36, s. 571.  Pisownia tekstu oryginalna. 

niedziela, 18 października 2015

Narcyza Żmichowska o Elizabeth Gaskell

    Zastanawiałam się często,  jak przyjmowali utwory Elizabeth Gaskell polscy pisarze. Wspomniałam już wcześniej o recenzji powieści tej angielskiej pisarki opublikowanej przez zapomnianą dziś Walerię Marrene -Morzkowską. Tymczasem w jednym z listów bardzo znanej powieściopisarki, Narcyzy Żmichowskiej pojawiło się nazwisko autorki powieści "Mary Barton" i "Północ i Południe". Oto list skierowany do Izabeli Zbiegniewskiej (tu nazywanej Elli) z 1869 roku:

List Narcyzy Żmichowskiej do Elli

14 maja 1869 roku Dębowa Góra

"[..] Ale czemu ty, Ellinko angielskich powieści nie lubisz? […] ja za niemi przepadam – widzę w nich po większej części ogromne zrozumienie rzeczywistości człowieka – od jego fizyologii do moralnych i umysłowych usposobień - widzę nieprzebraną, niewyczerpaną kopalnią spostrzeżeń, lecz spostrzeżeń, zawsze nitką zdrowego sądu i prawa przeciągniętych – jeśli w nich gra namiętności jest wytłumaczoną, uwzględnioną niekiedy – nigdy tak jak we francuzkich nie jest podniesioną do ideału – stawioną jako pryncypium – zatwierdzona uchwała izby deputowanych, większością głosów przyjęta. Prócz tego, zajmuje mnie to życie pełne, jędrne, zdrowe, zdrowej i dzielnej narodowości, rzeźwi mię ta praca historyczna, która jak oliwa przesiąka nawet fantazyjne niby poza nią dla chwilowej zabawki tworzone efemerydy – a na koniec lubię owę prawdziwość tak podobną do prawdy, że omylićby się można. […] a życie robotników, ich bezrobocia, jakich wybornych mistrzowskich obrazów Miss Gaskell dostarczyły – Mary Barton – Margueritte Hall, zdaje mi się, że na francuzkie przetłumaczone, więc jeśli po angielsku jeszcze nie umiesz, powinnaś ich w tym języku dostać – prawda, że dawniej ja sama nie miałam wyobrażenia, ile to wdzięku i prostoty francuzkie tłumaczenie im ujmuje . [..]"

Źródło:
Listy Narcyzy Żmichowskiej do rodziny i przyjaciół, Kraków: Gebethner i Wolff, t. 2, 1885, s. 435.

    Narcyza Żmichowska (1819-1876) - m.in. autorka "Poganki" (1846), jej powieści podejmowały tematykę społeczną, ukazywały bohaterów wytrwale dążących do wyznaczonego celu. Opracowała program kształcenia dziewcząt. Uważała, że wiedza potrzebna jest kobietom przede wszystkim po to, aby mogły podejmować w życiu świadome decyzje. Postulowała dwa programy kształcenia: jeden gospodarsko-praktyczny dla dziewcząt pragnących poświęcić się rodzinie i wychowaniu dzieci i drugi – naukowy dla uzdolnionych dziewcząt. Oba programy cechował nacisk na wyrobienie postawy narodowej i patriotycznej.  (wikipedia).

niedziela, 11 października 2015

O „Mary Barton” w polskiej prasie z 1956 roku

    Jak była już o tym mowa, pierwsze i jedyne (jak dotąd) wydanie powieści Elizabeth Gaskell „Mary Barton” zostało opublikowane w 1956 roku, nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego. W tymże samym roku pojawiły się recenzje tej książki.

    Grzegorz Sinko (1), profesor Uniwersytetu Warszawskiego specjalizujący się w historii literatury angielskiej był autorem recenzji opublikowanej w „Roczniku Literackim” (2).  Pochwalił przekład Krystyny Tarnawskiej, napisał o nim: „stanowi jeszcze jeden dowód jej wytrawnej umiejętności dostosowania się do rozmaitych stylów. Udało się jej doskonale zachować tok szarej prozy oryginału, rozwijającej się w długich, dygresyjnych zdaniach. Dobrze zrobiona jest XIX-wieczna staroświeckość troch inwersji, trochę form bardzo de l`époque.” Słowa uznania skierował także pod adresem Włodzimierza Lewika, który przetłumaczył „wiersze poetów czartystowskich, obficie cytowane przez panią Gaskell”.

    Druga recenzja ukazała się w czasopiśmie "Książka dla Ciebie" (rok 1956 nr 11, s. 18-19), zawierającym recenzje nowo wydawanych książek oraz tłumaczenia, a wydawanym przez Centralny Zarząd Księgarstwa (3). Autorem artykułu pt. "Nowy kłopot z klasykiem" był Krzysztof Zarzecki - tłumacz literatury pięknej z języka angielskiego.
    Na wstępie wyraził on opinię, że autorka "Mary Barton" nigdy nie należała do pierwszoplanowych klasyków prozy angielskiej, jednak uznał, że twórczość tej pisarki zasługuje na tłumaczenie. Najwyżej ocenił  powieść "Cranford". Jak zaznaczył, "z mrs. Gaskell jest ta bieda, że utwory jej dzielą się zupełnie wyraźnie na dwie odrębne kategorie. Pierwsza, do której zalicza się właśnie wydana w roku 1848 "Mary Barton"  zasłużyła sobie na pochlebne wzmianki w historii literatury swoim nowatorstwem tematycznym".
    Dodał, że "pani Gaskell pierwsza w w literaturze angielskiej pokusiła się (..) o szerokie odmalowanie robotników przemysłowych i ich konfliktu z fabrykantami. (..) Akcja tej powieści rozgrywa się w fabrycznym Manchesterze w burzliwych latach czterdziestych, latach pierwszego zorganizowanego ruchu robotniczego, tzw. czartystów. Dowód niemałej odwagi i niezależności umysłu złożyła Mrs. Gaskell już samym wyborem robotników na bohaterów swej powieści i sympatią, jaką ich obdarza. Jeszcze większą śmiałością było na wskroś realistyczne zobrazowanie warunków, w jakich ci ludzie naprawdę żyją, a nade wszystko próba zrozumienia i bezstronnego przedstawienia ideologii i działalności pierwszych związków zawodowych".
    Autor recenzji zauważył jednak, że autorka "Mary Barton" nie była osobą społecznie radykalną, ale żywiła nadzieję, że "ukazując krzywdę robotników, która popycha ich do rozpaczliwych aktów indywidualnego terroru, zdoła wzruszyć fabrykantów i skłonić ich do ustępstw. Stąd zakończenie zalecające ewangeliczną zgodę pomiędzy pracodawcami i pracownikami, opartą na wzajemnym przebaczeniu i kompromisie",
    Zarzecki, zarzucając jednocześnie Gaskell braki artystyczne, z ironią pisze o działalności społecznej autorki "Mary Barton": "filantropijne wędrówki po norach manchesterskiej nędzy, które należały do obowiązków bogobojnej małżonki pastora wystarczyły, żeby odmalować wiernie materialne warunki i problemy życiowe proletariatu, nie przyniosły natomiast obserwacji dość wnikliwych, ażeby mogły z nich powstać żywe, psychologicznie prawdziwe postacie ludzkie.".  Przypomnijmy jednak, że "Mary Barton" była to debiutancka powieść Gaskell, a do pisarstwa namówił ją mąż po tym, jak straciła dziecko. Autor recenzji stwierdza jednak dalej, że i w tej powieści widać znamiona przyszłego talentu Elizabeth Gaskell." Jego zdaniem, "zapowiada go szczególnie środkowa część książki, w której akcja rusza z kopyta i staje się niemal sensacyjna, nie pozbawiona dramatycznych konfliktów i dobrych scen. Niektóre partie są wcale ciekawe, przypominają nieco Dickensa i nawet nie tak bardzo mu ustępują".         Zarzecki skrytykował zbyt łatwe zakończenie powieści, raził go "szczęśliwy koniec okrutnych niedoli, jakie spadają na bohaterów, nieoczekiwane nawrócenia, uporczywy schemat kary dla grzeszników, a nagrody dla sprawiedliwych".  Takie rozwiązania fabuły pojawiają się jednak również w twórczości Karola Dickensa.
    Przy okazji recenzent wyraża pochlebne zdania na temat innej powieści Gaskell tj. "Cranford", Jak zauważa, "tu Mrs. Gaskell okazuje się twórczynią całej galerii świetnych portretów, szczególnie kobiecych; miejsce ckliwego sentymentalizmu i patosu "Mary Barton" zajmuje subtelna satyra, pełna  cienkiej ironii i delikatnego humoru; zamiast melodramatycznej akcji o nieprawdziwym rozwiązaniu mamy tu wnikliwy obraz życia w małym miasteczku angielskim". Wynika to z tego, zdaniem krytyka, że w tej powieści "Mrs. Gaskell przedstawia życie klasy średniej, którą doskonale znała, bo było to jej własne środowisko".

    Trzecia wzmianka ukazała się w „Kwartalniku Neofilologicznym” (rok 1956 t. 3-5 s. 271-274), wiąże się ona z recenzją książki Kathleen Tillotson pt. „Novels of the Eighteen-Forties” (Oxford 1954). Tillotson zajęła się w swej rozprawie powieściami epoki wiktoriańskiej, skupiając się na jednym dziesięcioleciu, szczytowym w dziejach rozwoju powieści angielskiej, dekadzie, w której staje się ona dominującą formą literacką. Krytyce zostały poddane cztery powieści reprezentatywne dla lat 40., w tym obok dzieł Dickensa, Thackeraya i Bronte, także „Mary Barton” Gaskell.
Jak zauważyła Irena Dobrzycka (3), autorka omówienia tej publikacji opublikowanej w "Kwartalniku Neofilologicznym": „podstawową tezą (..) całego dzieła jest twierdzenie, że powieści lat czterdziestych wykazują wielką troskę o jednolitość, zwartość kompozycyjną utworu („unity"), tak pod względem ideologicznym, jak i formalnym (,,...zarówno w powieściach opisanych, jak i w krytyce tego okresu ważną rolę odgrywała kwestia „jedności.”).  Odnosząc się do powieści Gaskell, stwierdziła: „Mary Barton zawdzięcza zwartość kompozycji dwom przede wszystkim elementom. W pierwszym rzędzie znakomitej kreacji Johna Bartona, który wbrew tytułowi powieści jest właściwym jej bohaterem, dominuje w niej, nadając akcji jednolity charakter. Świetnie odmalowany Barton jest - zdaniem K. Tillotson – nie tylko typowym przedstawicielem robotnika bojowego, czartysty, ale jednocześnie przykładem starego motywu literackiego: człowieka, w którym dobroć zamienia się w nienawiść, altruizm altruizm w mizantropię”. Jak pisze dalej Dobrzycka, „drugim elementem stanowiącym spójnię wewnętrzną utworu to życie miasta Manchester w gorących latach czterdziestych, bardzo ważny czynnik w kształtowaniu się losów i ideologii bohatera”. I dodaje: „Słuszne jest zdanie Tillotson, że pewna drobiazgowość opisów ulic, wnętrz, która dziś nuży czasem czytelnika, była niezbędna w połowie XIX wieku, kiedy okręgi przemysłowe były dla rzesz publiczności z południa, ze wsi, krainą egzotyczną, zupełnie nieznaną i każdy szczegół ze środowiska fabrycznego musiał być jasno przedstawiony, aby był zrozumiany”.


(1). Grzegorz Sinko, od rozpoczęcia kariery naukowej w 1947 roku, opublikował ponad 450 artykułów krytycznych, esejów, przekładów i recenzji.
(2). Rocznik Literacki - periodyk poświęcony twórczości literackiej, wydawany w Warszawie w latach 1933-1939, wznowiony w 1956 roku. Zawiera m.in. przegląd wydarzeń życia literackiego w Polsce, a także bibliografię i omówienia pozycji polskiej literatury pięknej oraz przekładów, pamiętnikarstwa, eseistyki, epistolografii, biografistyki, krytyki literackiej, nauki o literaturze, teatraliów, folklorystyki itp.
(3) - Centralny Zarząd Księgarstwa - organ zarządzania branżą księgarską w początkowym okresie PRL (do 1958 roku).
(4). Irena Dobrzycka (1909- 2007) – anglistka, literaturoznawczyni, profesor literatury angielskiej na Uniwersytecie Warszawskim.

sobota, 26 września 2015

Recenzja twórczości Gaskell w "Kłosach" z 1883 roku


        W jednym z czołowych pism kulturalnych Polski drugiej połowy XIX wieku,  ilustrowanym czasopiśmie  tygodniowym  "Kłosy", poświęconym literaturze, nauce i sztuce, wydawanym w Warszawie w latach 1865–1890 przez Franciszka Lewentala, ukazał się w lutym 1883 roku artykuł poświęcony twórczości Elizabeth Gaskell. Autor podpisany jako Nekanda (był nim dr Mścisław Edgar Trepka) omówił powieści: "Marya Barton", "Północ i Południe" i "Ruth", wspomniał także o innych utworach pani Gaskell: "Cranford", "Lady Ludlow" oraz "Kuzynka Philis". Artykuł był jednym z serii tekstów publikowanych na przestrzeni kilku lat pt. "Powieść w Anglii. Studyum literackie".

        Mścisław Edgar Trepka wysoko ocenił pisarstwo Elizabeth Gaskell, powieści „Mary Barton” i „Północ i Południe” nazwał arcydziełami. O pierwszym utworze powiedział, że to „obrazy pochwycone na uczynku, drgające życiem”, drugi uznał za „utwór doskonalszy”, jak stwierdził „przeciwieństwo dwóch Anglii oddane zostało przez panią Gaskell w sposób mistrzowski”, a „walka robotników z chlebodawcami, uosobionymi w energicznym i szorstkim p. Thorntonie, przejmuje dreszczem”. Bohaterkę tej powieści tak opisał: „promieniem słonecznym, co nagromadzoną mgłę rozwiewa, staje się urocza Małgorzata Hale, córka pastora, która z razu odpychała ze wstrętem miłość szorstkiego p. Thorntona, ale następnie, poznawszy siłę żelazną tego charakteru i niezwalczoną logikę tego umysłu, ślubuje mu wiarę i miłość. Ta delikatna i wyrafinowana kobieta staje się aniołem opiekuńczym fabrycznego grodu i wpływa na podniesienie jego moralności, oświaty i dobrobytu”. Nawiązując do zakończenia dzieła Gaskell, Nekanda stwierdził: „Po przeczytaniu tej powieści, człowiek rozumny czuje się pokrzepionym, i uznając jako nieuniknione istnienie zła, jest przynajmniéj w stanie znaléźć na nie zaradcze, łagodzące środki”. Inna powieść Elizabeth Gaskell „Ruth”, to jego zdaniem  „smutna powieść, skropiona łzami, hymn na cześć rezygnacyi, skruchy i miłosierdzia”.
         W podsumowaniu twórczości angielskiej pisarki autor uznał: „Najbardziej nas w jéj obrazach ze świata przemysłowego uderza umiarkowanie, brak efektownych deklamacyi, jednem słowem, ten zdrowy rozsądek, który nie wielu pisarzy, dotykających społecznych problematów, zachować jest w stanie”.

1. Mścisław Edgar Trepka (ur. w 1839 roku), był uczestnikiem powstania styczniowego, walczył w oddziałach Taczanowskiego. Po upadku powstania wyjechał do Szkocji, gdzie w Edynburgu wykładał na uniwersytecie. Stąd jego znajomość Anglii i angielskiej literatury. W 1895 roku została wydana jego książka „Anglia i Anglicy. Studya”. Był ekonomistą, opublikował także „Rzecz o socyalizmie” w dwóch tomach, a także „Studya ekonomiczne”. Artykuły publikowane w "Kłosach" podpisywał pseudonimem: Nekanda.

Poniżej fragment artykułu poświęcony Elizabeth Gaskell, opublikowany w czasopiśmie "Kłosy" w 1883 roku.
  
"POWIEŚĆ W ANGLII
STUDYUM LITERACKIE
Przez Nekandę
VII

Elżbieta Gaskell [...]

Z wyjątkiem może sztuk plastycznych, w których Anglicy stawiają dopiéro pierwsze kroki, niéma oddziału i rodzaju działalności ludzkiej, w któréjby nie tylko nie zabłysnęli oryginalnością, ale i nie okazali potęgi. Nad wszystkiemi jednak góruje przemysł fabryczny. Stanowi on cechę charakterystyczną angielskiego społeczeństwa, i znalazł naturalnie swój odblask w piśmiennictwie. W téj jego gałęzi, która jest przedmiotem naszego przeglądu, przemysł fabryczny rozpatrywany jest naturalnie nie z technicznéj ani z ekonomicznéj swojéj strony, ale z socyalnéj. Stosunki, jakie wyrodził on pomiędzy klasami społeczeństwa, pomiędzy robotnikami a chlebodawcami, natchnęły wielu angielskich powieściopisarzy i zrodziły niejeden utwór, którego znaczenie jest większe, aniżeli czysto belletrystyczne. 
W rzędzie tych powieściopisarzy najznakomitsze miejsce zajmuje kobieta, pani Elżbieta Gaskell. Była ona żoną pastora w Manchesteru, i miłosierne obowiązki zbliżyły ją do klasy robotniczéj. Nie byłaby może nigdy jéj przyszła myśl chwycenia za pióro, gdyby, po stracie ukochanego dziecka, czarna melancholia, w którą popadła, nie znalazła za poradą doktora ulgi w zajęciu umysłowem. Tak powstała Marya Barton, ta powieść, która wywarła wśród społeczeństwa angielskiego piorunujące wrażenie. Pani G. napisała w epoce pomiędzy 1849 r. a 1865 (rokiem swej śmierci), kilkanaście powieściowych utworów, z których piérwszy, Marya Barton, i drugi, napisany na tém samem tlé, North and South, są jéj arcydziełami. Społeczne i literackie ich znaczenie jest wielkie.
W Maryi Barton pani Gaskell opowiada cierpienia klasy roboczej, pracującej w fabrykach; nie można tam znaleźć najmniejszego śladu czczéj deklamacyi i systematu apriorystycznego: obrazy pochwycone na uczynku, drgające życiem, snują się przed oczyma widza, niby mary cmentarne. Nie znamy smutniejszéj, boleśniejszéj epopei nad tę historyą klasy roboczéj. Ubóztwo, ciemnota, przesądy, uprzedzenia, idee fałszywe z jednej strony, a z drugiéj choroby,  epidemie, skrofuły (1), anemia, pijaństwo, prostytucya - co za żałobna symfonia ! Jako nuta psychologiczna, gniew, oburzenie, zaciętość proletaryatu, jego gorycz, jego zawiść nieprzejednana względem bogatych i dostatnich, a w pośród szerokich kół tych zamożnych – obojętność, apatya, nieświadomość aspiracyi, jakie tętnią w dole. Dwie klasy społeczne, w ciągłéj i bezpośredniéj zależności jedna od drugiej, nie tylko że się nie zbliżają do siebie i nie starają się porozumiéć, ale wznoszą między sobą niezwalczone przeszkody. Jako postulat moralny, który z téj anormalnej sytuacyi wypływa, jest upadek moralności, rozprzężenie obyczajów i rozbrat społeczny.
Niéma w powieści pani Gaskell bohaterów; jedna smętna nuta, jedna żałobna osłona rozciąga się nad tym światem roboczym. Jest to, jak powiedział ktoś słusznie, ożywiona statystyka nędzy. Jak w tkaninie dalekiego wschodu, ze wszystkich kolorów jaskrawych wyradza się harmonijny koloryt, tak z tego aglomeratu analitycznych szczegółów staje przed oczyma ducha jasny, dokładny obraz niższych warstw społecznych Anglii. Autor francuzki wyciągnąłby z takiego studyum ogólno-ludzkie teorye i wywołałby protestacye gorączkowe; pisarz angielski z objektywnym spokojem ogranicza się do skreślenia obrazu, o ile można dokładnego, w przekonaniu, że dość jest zebrać materyały bez syntetycznego ich uporządkowania, i że praktyczne rezultaty wyciągnie z nich każdy, kto patrzéć, kto sądzić, kto działać umié. Nie jest to szereg perypetyi, wypadków, zawiklań i intryg, ale po prostu szereg obrazów. Żadnéj obłudnéj maski na konwencyonalnych postaciach; prawda surowa, język szorstki, często grubijański, gdy jest na ustach smutnych bohaterów tego podziemnego świata.
Powieść wywołała, jak powiedzieliśmy wyżéj, potężne wrażenie w Anglii. Widocznie było to dopiéro zebranie materyałów do obrazu dodatniego. Ta rzewna nuta sympatyi do sponiewieranych i upośledzonych, która drgała w Maryi Barton, powinna była skrystalizować się w innéj, dodatniéj pracy, gdzie, obok wyjaśnienia złych stron. obnażenia ran, mieliśmy prawo spodziewać się wskazania środków zaradczych, nie z ekonomicznych może, ale przynajmniéj psychicznych. Zadaniu temu odpowiedziała druga powieść pani Gaskell, p. t.: Północ i Południe.
Pod wszystkiemi względami jest to utwór doskonalszy. Obok tendencyi socyalnéj, która stanowi oryginalność talentu autorki, znajdujemy tu charakterystykę osób i kraju. Południowa Anglia staje tu w dosadném przeciwieństwie z północną. Na południu panuje jeszcze arystokracya i duchowieństwo; wielka własność nadaje wyższym klasom społeczeństwa przewagę towarzyską; wykształcenie umysłowe, związki codzienne ze stałym lądem, elegancya, wyrafinowany smak, wpływ sztuk pięknych, duch parlamentarnych przywilejów: oto cechy wybitne staréj typowej Anglii Normanów. Saxońska północ za to pozbawiona jest powabu i wdzięku w zimnym, surowym i mglistym jéj klimacie wzniosły się gęste miasta fabryczne, gdzie jak w mrowisku bez przerwy pracuje Cyklopowa ludność. Nieposkromiona, surowa, energiczna demokracya, homínes novi, zaprzęgli się do pracy, do życiowego boju i przeciwieństwo pomiędzy dwiema warstwami społecznymi jest tu jawne, nieosłonione żadnemi formami łagodnemi i obyczajowemi, żadną miękkością i i żadnym idealizmem. Religia nawet rozpadła się na nieskończoną ilość sekt, i każdy z tych zaciętych pracowników, jeżeli uważa za właściwe należeć do jakiego stowarzyszenia religijnego, wybiera sobie to, które opiniom jego jest najodpowiedniejsze.  
        To przeciwieństwo dwóch Anglii oddane zostało przez panią Gaskell w sposób mistrzowski. Jako węzeł powieściowy, dwa te światy zbliżający do siebie, wybrała rodzinę arystokratycznego pastora Hale,  który opuszcza wykwintną rezydencyą w Hampshire i przenosi się do demokratycznego fabrycznego miasta Miltonu na północy. Nigdy świat roboczy nie był odmalowany w dosadniejszych rysach, jak na stronicach téj powieści. Są tam sceny epiczne. Walka robotników z chlebodawcami, uosobionymi w energicznym i szorstkim p. Thorntonie, przejmuje dreszczem. Bunt robotników, bezrobocie, zawieszenie pracy, oblężenie fabryki i dzikie wybryki rozpasanéj tłuszczy, są zrozumiałe dla każdego, kto czyta analizę psychologiczną pani Gaskell. Twarda i nieugięta natura p. Thorntona, zamiast złamać ducha oporu tych wyzwolonych Spartakusów trzęsących swemi kajdanami, podsyca ich tylko i podżega. Braknie tym żywiołom poswarzonym moralnego węzła, braknie serdecznego ciepła, któreby im natychmiastową ulgę przyniosło i na gruntowną zmianę ich losu wpłynęło. Tym promieniem słonecznym, co nagromadzoną mgłę rozwiewa, staje się urocza Małgorzata Hale, córka pastora, która z razu odpychała ze wstrętem miłość szorstkiego p. Thorntona, ale następnie, poznawszy siłę żelazną tego charakteru i niezwalczoną logikę tego umysłu, ślubuje mu wiarę i miłość. Ta delikatna i wyrafinowana kobieta staje się aniołem opiekuńczym fabrycznego grodu i wpływa na podniesienie
jego moralności, oświaty i dobrobytu.
Bez wahania zaliczamy North and South do najznakomitszych powieściowych utworów współczesnego piśmiennictwa. Niéma tam śladu płaczliwego, chorobliwego sentymentalizmu; przez analizę i rozumne ocenienie społecznych czynników, dobro, poświęcenie, światło tryumfuje. Ponad walką zażartą, której dramatyczne epizody opisane są z energią, nie zdradzającą kobiecego pióra, góruje wiara w zbawczą siłę pracy. Po przeczytaniu tej powieści, człowiek rozumny czuje się pokrzepionym, i uznając jako nieuniknione istnienie zła, jest przynajmniéj w stanie znaléźć na nie zaradcze, łagodzące środki.
Mieliśmy już sposobność oddać hołd męzkiéj sile i energii, z jaką pani Gaskell umiała spojrzéć oko w oko kwestyi robotniczéj. Jest w tém jej istotna oryginalność i jéj piętno literackie. Ale nie brakło jej innych zalet, nie brakło innych strun jéj lutni. Znajdujemy w jéj powieściowej spuściźnie tkliwą i delikatną idylę,  Kuzynkę Philis, obraz humorystyczny z małomiejskiego życia  p. t. Cranford, oraz Lady Ludlow, szkic damy ze staro-szlacheckiego świata, która powoli wyrzeka się swych uprzedzeń i przesądów i staje się filantropką postępową. Ale wyżéj ponad te nowele stawiamy jednę z piérwszych jéj powieści, Ruth. Jest to smutna powieść, skropiona łzami, hymn na cześć rezygnacyi, skruchy i miłosierdzia. Faryzeuszowstwo, tak głęboko zakorzenione w społeczeństwie angielskiem, okiełznanem przez surowy cant, jest tu napiętnowane gorącém żelazem. Bradstaw, cnotliwy i używający ogólnego szacunku filistyn, może być uważany za klasyczny typ obłudy i nieprzebłaganéj surowości dla każdego przekroczenia moralnego.  Sposób niegodziwy, w jaki się on pastwi nie tylko nad biedną pokutnicą Ruth, ale i nad miłosiernym pastorem Bensonem, który jéj dawny grzech litościwie ukrywał i odrodzenie moralne ułatwił, wycisnął łzy z oczu dwóch pokoleń i na zawsze typowym zostanie.
Rola pani Gaskell w powieściowéj literaturze angielskiej  wybitna. Dość jest powiedziéć, że są, co ją porównywują z Georgem Eliotem. Nie sądzimy, żeby się ten sąd optymistyczny mógł utrzymać, ale w każdym razie pokazuje, że pisarka to pierwszorzędna. Najbardziej nas w jéj obrazach ze świata przemysłowego uderza umiarkowanie, brak efektownych deklamacyi, jednem słowem, ten zdrowy rozsądek, który nie wielu pisarzy, dotykających społecznych problematów, zachować jest w stanie. Zazwyczaj mając na oku przeprowadzenie jakiéj reformy, wytrzebienie zła zakorzenionego, pisarze wpadają w przesadę, i zamiast znaleźć lekarstwo na chorobę, postępują raczéj jak szarlatani, chwaląc proszki ze swéj własnéj apteki. Nie paradoxa, ale axiomata, mające pozór ogólników, posuwają nas daléj na drodze postępu. [...]" (2)


(1)Skrofuły – gruźlica węzłów chłonnych, obecnie rzadko spotykana.
(2). Powieść w Anglii. Studyum Literackie, przez Nekandę w: "Kłosy. Czasopismo ilustrowane tygodniowe"Warszawa 10 (22) lutego 1883 r., nr 291, s. 115-116.


środa, 20 maja 2009

Elizabeth Gaskell po polsku

    Powieści Elizabeth Gaskell były niezmiernie rzadko tłumaczone na język polski.
W okresie międzywojennym ukazał się jedynie jeden polski przekład* (sprostowanie: patrz niżej!):

- Szara dama. Nowela. (tłum. J.F.; winieta okł. Stefan Kołomłocki)
Poznań: [1926], Księgarnia św. Wojciecha. s. 69, nlb. 5; 17 cm.
(Seria: Dla Wszystkich nr 125, Seria B, Pisarze Obcy).



    Jak widać, było to tłumaczenie anonimowe, nigdzie nie podano pełnego nazwiska tłumacza, nawet późniejsi badacze nie rozszyfrowali tych inicjałów. Wiadomo tylko, że była kobietą, bo na stronie tytułowej podano: "tłumaczyła J.F". Warto jednak wspomnieć, że ta sama osoba figuruje także jako autorka przekładu kilku innych utworów, opublikowanych w tej samej serii, m.in. nowel Karola Dickensa i Wilkie Collins.
    "Szara Dama" to mała książeczka, ma zaledwie 17 cm wysokości. Autorem okładki jest Stefan Kołomłocki, polski malarz i ilustrator, który studiował na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni Jacka Malczewskiego.


    Wcale nie lepiej było z polskimi wydaniami książek Elizabeth Gaskell po II wojnie światowej i w czasach nam współczesnych. Do tej chwili jedynie trzy jej utwory doczekały się polskiego przekładu:

- Mary Barton (przeł. Krystyna Tarnowska ; wiersze przeł. Włodzimierz Lewik, posłowie Zygmunt Bauman.
Warszawa : Państwowy Instytut Wydawniczy, 1956; 471 s. ; 21 cm.


- Panie z Cranford (tł. Aldona Szpakowska).
Warszawa : "Czytelnik", 1970. s. 236, nlb. 4; 18 cm.


- Nie czytać o zmierzchu!. [T.] 2 [zbiór opowiadań grozy różnych autorów]
Opowieść starej niani / Mrs Gaskell ; przeł. Jadwiga Olędzka.
Warszawa : "Iskry", 1983. s. 36, nlb. 4 ; 24 cm.



P.S. Uwaga! Informacje o XIX-wiecznych tłumaczeniach prozy Gaskell - patrz niżej!







Tłumaczenie powieści "North and South" (Północ Południe)

    Powieść "North and South" nie była nigdy profesjonalnie przetłumaczona na język polski (* Uwaga! Patrz niżej!). Jednak po obejrzeniu serialu BBC, nakręconego w 2004 roku na podstawie tego utworu, polskie miłośniczki filmu (oraz odtwórcy roli Thorntona - Richarda Armitage`a), zgromadzone na forum poświęconemu Jane Austen, postanowiły spróbować przełożyć tą jedną z najciekawszych powieści Elizabeth Gaskell na język polski.

    Wszystko zaczęło się w w kwietniu 2006 roku od tłumaczenia najważniejszych fragmentów "North and South": pierwszego spotkania Margaret i Thorntona, sceny zamieszek robotników w przędzalni, niefortunnych oświadczyn, a wreszcie zakończenia książki. Później, sukcesywnie, tłumaczono kolejne fragmenty. W międzyczasie wielbicielki twórczości Gaskell przeniosły się na nowe forum: northandsouth.info (obecnie: Z Południa na Północ), poświęcone w ogromnej mierze literaturze XIX wieku i jej ekranizacjom. Na tym forum kontynuowano publikowanie tłumaczenia powieści "North and South" i w dalszym ciągu prowadzono prace nad przekładem.

    W rezultacie, siłami 5 osób (Alison, Achata, Alraune, Caroline i Gosia), przetłumaczono całość powieści, a obecnie autorka tego bloga pracuje nad redakcją całości. To amatorskie tłumaczenie, poza fragmentami, które pojawiły się na obu wspomnianych forach, nie było nigdzie publikowane i jest dziełem pasjonatów, którzy "North and South" przełożyli dla siebie i innych użytkowników forum, z miłości do filmu i powieści.

    Oto fragment powieści, który jako pierwszy został przełożony na język polski (tak jak pojawił się on na internetowym forum czyli przed redakcją całości) - jest to jednocześnie ten fragment, który jako jedyny został przeczytany (oczywiście po angielsku) przez samego odtwórcę roli Thorntona - Richarda Armitage`a jako próbka jego głosu (nagranie można odnaleźć na stronie jego agenta).

    „Pan Thornton stał przy jednym z okien, odwrócony plecami do drzwi, pozornie zajęty przyglądaniem się czemuś na ulicy. Ale, w rzeczywistości, obawiał się sam siebie. Jego serce biło gwałtownie na samą myśl o jej pojawieniu się […] Skądinąd silny mężczyzna, teraz dygotał wyobrażając sobie co ma jej powiedzieć i jak to zostanie przyjęte. […] Nagle przeraził się, wyczuwając czyjąś obecność w pokoju. Odwrócił się. Weszła tak cichuteńko, że w ogóle jej nie usłyszał; […] dość stanowczo podszedł do drzwi […] i zamknął je.

- Panno Hale, byłem wczoraj bardzo niewdzięczny.
- Nie ma pan za co być wdzięcznym – powiedziała unosząc brwi i patrząc mu prosto w oczy. - […] ale jeśli ma panu przynieść ulgę, uwolnienie się od jakiegoś wydumanego zobowiązania, proszę mówić […]

- Nie chcę uwalniać się od żadnego zobowiązania, […] wydumanego czy nie […] wolę wierzyć, że zawdzięczam pani życie […], zawdzięczam je osobie, którą kocham - […] słowa wypowiadane były w tak niepewny sposób, że nie bardzo wiedziała jak ma je rozumieć.
- Pan zdaje się wyobrażać sobie, że moje wczorajsze zachowanie […] było czymś osobistym pomiędzy panem a mną; i że może pan tak po prostu przyjść, podziękować mi za to, zamiast przyjąć do wiadomości, jak na dżentelmena przystało, że każda kobieta ochroniłaby swoją bezradnością, człowieka zagrożonego przemocą ze strony takiej masy ludzi.

- A uratowany w ten sposób dżentelmen nie pozwoliłby sobie na okazywanie wdzięczności! […]
- Jestem człowiekiem i mam prawo do wyrażania swoich uczuć […] Wiem, że pani mną gardzi; ale proszę pozwolić mi powiedzieć, że to dlatego, że mnie pani nie rozumiesz. […] Krzywdzisz mnie i jesteś niesprawiedliwa […] Wygląda jakby jakąś skazą było ci to, że cię kocham. Ale nie może pani tego uniknąć. Nigdy przed tobą nie kochałem żadnej kobiety: moje życie było zbyt zajęte, moje myśli zbyt zaabsorbowane tyloma rzeczami.”


[Tłumaczenie tego fragmentu: Alison]

Na zdjęciu odtwórcy głównych ról w filmie: Richard Armitage jako John Thornton i Daniela Denby-Ashe jako Margaret Hale

Gaskell i "North and South" w Bluszczu

    Warto wspomnieć, że twórczością Elizabeth Gaskell zainteresowałyśmy redakcję nowego miesięcznika "Bluszcz", w styczniu 2009 roku, w 4 numerze tego czasopisma, ukazał się artykuł Marty Szarejko pt. "Dom Elizabeth Gaskell", a od lutego 2009 roku (od numeru 5) pojawiają się fragmenty powieści "North and South" (Północ Południe) w tłumaczeniu, najpierw Stanisława Kroszczyńskiego (fragment pt. "Kamień i obraza"), a obecnie Magdaleny Moltzan-Małkowskiej (fragmenty pt. "Po burzy", "Frederick, "Wizyta pana Thorntona" i następne).
    Czy redakcja "Bluszcza" zamierza wydać swoje tłumaczenie drukiem jako oddzielną książkę? Tego tak naprawdę nie wiemy. Jak się dowiedziałam, taka decyzja jeszcze nie zapadła.













1. Dziękuję Rafałowi za udostępnienie zdjęcia okładki "Szarej damy". Do tej noweli wkrótce wrócę, zwłaszcza, że ten utwór, podobnie jak pozostałe powieści i opowiadania Gaskell, jest u nas zupełnie nieznany, a warto go przypomnieć.
2. Jak udało mi się ustalić wszystkie powojenne tłumaczki Gaskell już nie żyją. Oto one:
- Krystyna Tarnowska (1917-1991), tłumaczka literatury ang. (D. Defoe, Ch. Dickens, A. Cronin, L. Sterne, V. Woolf) i amer. (S. Bellow, K.A. Porter, M. Twain E. Hemingway). Tłumaczyła także sztuki dla Teatru Telewizji.
- Aldona Szpakowska (1916-1991), tłumaczka książek w j. angielskim, min. J.F. Coopera, Wilkie Collinsa, Thomasa Hardy`ego, Irvinga Stone`a, Johna Updike`a.
- Jadwiga Olędzka (1915-1988), tłumaczyła m.in. Carson McCullers, W. Somerseta Maughama, Williama Goldinga, Henry`ego Jamesa, Françoise Sagan.
3. Fotos pochodzi z filmu "North and South" BBC 2004


* Uwaga!
W lipcu 2010 r. odnaleziono XIX-wieczne anonimowe tłumaczenie powieści "North and South":
Północ i południe : powieść z angielskiego / mrs Gaskell
Warszawa : nakł. i drukiem J. Ungra, [1873].- S.[33]-[86]; 39 cm
Dodatek do: Tygodnik Illustrowany. R. 15 (1873), nry 295-309
Więcej na temat tego przekładu:
http://gaskellnorthsouth.blogspot.com/2010/07/odnalezione-dziewietnastowieczne.html

W 2014 r. odnaleziono także inne XIX- wieczne tłumaczenia: "Ledi Ledlou" (My Lady Ludlow) oraz "Rodzina Griffith" (Doom of the Griffiths). O tym więcej:
http://gaskellnorthsouth.blogspot.com/2015/02/odnalezione-xix-wieczne-tumaczenie-my.html

piątek, 20 lutego 2009

Mary Barton - scena pożaru fabryki

[fragment powieści]

Zachodnie skrzydło fabryki, ku któremu wiatr pędził szalejące płomienie, było przykryte jak gdyby kopułą i ozdobione wieżyczkami triumfującego ognia. Wysuwał on z każdego otworu okiennego piekielne języki, które z miłosną niemal pasją lizały czarne ściany.

Płomienie chwiały się lub ustępowały przed potężnym wichrem poto tylko, aby ukazać się wyżej i jeszcze wyżej, aby niszczyć i huczeć z większą jeszcze furią. Ta część dachu zapadła się z ogłuszającym trzaskem, tymczasem zaś tłum parł coraz natarczywiej na Dunham Street — czymże bowiem były wspaniałe i straszliwe płomienie, czymże były walące się krokwie i chwiejące się ściany w porównaniu z życiem ludzkim?

Tam gdzie pustoszące płomienie odepchnięte zostały przez potęż-niejsze jeszcze podmuchy wiatru, lecz gdzie mimo to kłęby czarnego dymu buchały z każdego otworu, tam przy jednym z okien lub raczej drzwi na czwartym piętrze, gdzie umocowany był żuraw do podnoszenia towarów, tam chwilami, gdy na moment rozwiewały się gęste kłęby dymu, dojrzeć było można postacie dwóch mężczyzn błagalnie wyciągających ręce. Z niewiadomych bliżej przyczyn robotnicy ci pozostali w fabryce po odejściu całej załogi, a ponieważ wiatr przeniósł ogień na drugą stronę budynku, nie zauważyli ani nie usłyszeli nic niepokojącego.

Zrozumieli niebezpieczeństwo dopiero w długi czas potem — jeżeli w ogóle można rzec, że cokolwiek trwało długo w tym paśmie okropności, które wydarzyły się w nie-spełna pół godziny — kiedy ogień zniszczył stare drewniane schody w odległym krańcu budynku. Nie jestem pewna, czy ci dwaj ludzie nie uświadomili sobie po raz pierwszy grozy położenia dopiero wówczas, gdy usłyszeli wrzawę zbierającego się na dole tłumu.

— Dlaczego nie ma pomp strażackich? — zwróciła się Margaret do swego sąsiada.
— Nadjadą pewnie niedługo; ale co sobie panna wyobrażasz, przecież to najwyżej dziesięć minut, jakeśmy zauważyli pożar. A przy tym wietrze i suszy stara buda pali się jak hubka.
— Czy nikt nie poszedł po drabinę? — wyjąkała z trudem Mary, patrząc na uwięzionych w płonącym budynku mężczyzn, którzy wyraźnie, choć niedosłyszalnie, błagali zebrany na dole tłum o ratunek.
— A jakże, syn Wilsona i jeszcze jakiś drugi pobiegli co sił w nogach. Pewno będzie z pięć minut temu. Ale mularze, kamie-niarze i w ogóle inni robotnicy po skończeniu pracy pozamykali składy.

A więc mężczyzna, którego postać majaczyła na tle wciąż wzmagającej się, posępnej, gorejącej łuny światła, ilekroć wichura rozpraszała zasłonę dymu, nazywał się Wilson. „Czy to George Wilson?" — pomyślała Mary słabnąc z przerażenia. Wiedziała, że Ge-orge pracuje u Carsonów. W pierwszej jednak chwili nie przypuszczała nawet, że jakiekolwiek życie ludzkie jest w niebezpieczeństwie. Skoro sobie to uświadomiła, a dodamy do tego jeszcze żar w powietrzu, ryk ognia, migotliwe światło i podniecenie pomrukującego tłumu, zaczęła niemal tracić zmysły.

— Och, Margaret, chodźmy do domu; nie wytrzymam tu dłużej.— Nie wydostaniemy się! Spójrz tylko, jak jesteśmy otoczone przez tłum. Biedna Mary, nie będziesz drugi raz tęskniła za pożarem. Słuchaj! Słuchaj!

Ponad głowami przycichłego tłumu, który cisnął się wokół narożnika fabryki i wypełniał Dunham Street, popłynął odgłos dudnienia toczącej się po bruku maszyny, ciężkiego, szybkiego stuku końskich kopyt.

— Bogu dzięki! — odezwał się sąsiad Margaret. — Przyjechała pompa.
Znowu zaległa cisza; szpunty w studni zamarzły i woda nie mogła się wydostać.

Potem tłum zafalował, ci z pierwszych rzędów zaczęli napierać na tych, którzy stali za nimi, aż dziewczętom zrobiło się słabo od naporu zaciskającego się wciąż wokół nich pierścienia ludzkich ciał. Potem znów chwila odprężenia i możność zaczerpnięcia oddechu.

— To przechodził właśnie młody Wilson i jeden strażak, nieśli drabinę — odezwał się sąsiad Margaret, wysoki mężczyzna góru-jący nad tłumem.
— Och, powiedzcie nam, co widzicie — błagała Mary.
— Przystawili drabinę do ściany szynku. Jeden z mężczyzn w fabryce upadł; głowę dam, że go dym zamroczył. Ale podłoga jeszcze się tam trzyma. Boże! — zawołał sąsiad Margaret przenosząc wzrok niżej — drabina jest za krótka! Teraz już po nich, biedakach! Ogień powoli, ale ciągle przenosi się na tę stronę hali i zanim zdobędą wodę albo przyniosą drugą drabinę, tamci jak amen w pacierzu wyzioną ducha. Boże, zmiłuj się nad nimi!

W ciszy, która zawisła nad tłumem, rozległ się kobiecy szloch. Ciżba znowu została odepchnięta do tyłu. Mary uczepiła się ramienia Margaret, zacisnęła na nim kurczowo dłonie, pragnęła zemdleć, stracić przytomność, uciec przed rozpaczliwym smutkiem, jaki odczuwała. Minęło kilka minut.
— Wnieśli drabinę do „Świątyni Apollina". Nie mogą przedostać się z nią z powrotem na podwórze, z którego ją zabrali.

Z piersi ludzi wyrwał się potężny okrzyk, który mógłby zbudzić umarłego. Wysoko nad głowami ukazał się podrygujący na wietrze koniec drabiny wysuniętej z okna na poddaszu w szczytowej ścianie szynku, niemal naprzeciw drzwi, w których widziano przedtem obu mężczyzn. Ci, którzy stali najbliżej fabryki, a co za tym idzie, najlepiej mogli widzieć okienko na poddaszu, powiedzieli, że kilku męż-czyzn trzymało koniec drabiny i uwiesiwszy się na niej ciężarem ciał przesuwało ją do otworu w hali fabrycznej na czwartym piętrze. Ramę okienną na poddaszu wyjęto, zanim tłum na dole zdał sobie sprawę z czynionych przygotowań.

Wreszcie — bo czas odmierzany biciem serc wlókł się nieznośnie, choć upłynęły zaledwie dwie minuty — drabina została umocowana na zawrotnej wysokości niby napowietrzny most ponad wąskim tunelem ulicy.

Znieruchomiałe, pełne niepokoju spojrzenia zawisły na owym moście; nawet oddechy zdawały się milknąć w pełnym napięcia oczekiwaniu. Postaci dwóch mężczyzn nie było teraz widać, lecz wiatr, który przez chwilę dął jeszcze silniej, przepędził nacierające płomienie na drugą stronę budynku.

Tuż nad głowami dziewczęta mogły dojrzeć teraz chwiejącą się na wietrze drabinę. Tłum ustąpił do tyłu. W oknie poddasza ukazały się hełmy strażaków, dzierżących mocno drabinę, po chwili zaś jakiś mężczyzna, trzymając nieruchomo głowę, przeszedł szybkim, pewnym krokiem z jednego jej końca na drugi.

Gdy przebywał niebezpieczny most, który uginał się pod nim przy każdym kroku, w tłumie umilkły nawet szepty; lecz gdy znalazł się już po drugiej stronie, względnie bezpieczny w budynku fabryki, z piersi ludzi wyrwał się krótki, radosny okrzyk, stłumiony jednakże niemal natychmiast na myśl o ryzyku przedsięwzięcia, a przede wszystkim obawą, aby w najmniejszym nawet stopniu nie wystawić na szwank nerwów śmiałka, który rzucił życie na tak niepewną szalę.

— O... o... znów go widać — cisnął się okrzyk na usta gapiów, kiedy ujrzeli, że mężczyzna zatrzymał się na chwilę w drzwiach, jak gdyby pragnął zaczerpnąć powietrza, zanim odważy się na powrotną drogę. Na plecach niósł bezwładne ciało.
— Jem Wilson i jego ojciec — szepnęła Margaret, lecz Mary wiedziała to już przedtem.

Tłum zamarł z przerażenia: Mężczyzna na drabinie nie mógł teraz ruchami ramion utrzymywać równowagi; wszystko zależało od wytrzymałości jego nerwów i pewności oka. Ludzie na ulicy widzieli, że dzięki nieruchomo uniesionej głowie wzrok Jema Wilsona utkwiony był w przestrzeń. Drabina uginała się pod zdwojonym ciężarem, lecz Jem nie wykonał głową ani jednego ruchu — nie śmiał spojrzeć w dół. Zdawało się, że upłynęła wieczność, zanim napowietrzny most został przebyty. Wreszcie Jem dotarł do okna; tam uwolniono go od niesionego ciężaru, po czym obaj znilknęli.

Wtedy tłum mógł pozwolić sobie na wyrażenie radości. I głośniejszy niż ryk ognia, głośniejszy niż szum potężnego wichru rozległ się gromki okrzyk podziwu dla śmiałego i tak szczęśliwie zakończonego przedsięwzięcia. Potem donośny głos spytał:
— Czy stary Wilson żyje?
— Tak! — zawołał jeden ze strażaków do umilkłego w dole tłumu. — Chlusnęliśmy mu w twarz zimną wodą i wraca szybko do siebie.

Widoczna w oknie głowa strażaka znikła i znowu słychać było skwapliwe pytania, okrzyki, gwar rozmów rozkołysanego, drepczącego w miejscu tłumu, podobny do pomruku morskich fal — lecz tylko przez moment. Po chwili znacznie krótszej niż ta, której potrzebowałam na możliwie najkrótszy opis owej pauzy w wydarzeniach, ten sam zuch pojawił się znów na drabinie, zamierzając najwyraźniej pośpieszyć na ratunek robotnikowi, który nadal znajdował się w płonącej fabryce.

Tak jak za pierwszym razem, Jem Wilson szedł krokiem szybkim i pewnym, a ludzie zebrani na dole, uspokojeni nieco jego dotychczasowym powodzeniem, rozmawiali między sobą, dzielili się głośno uwagami o postępach, jakie pożar uczynił w drugim końcu budynku, opowiadali sobie, jak to strażacy starają się w tamtej części podwórza zdobyć wodę.

Cały też czas ciasno zbita masa ludzka kołysała się chybotliwie. Nie był to już ten sam tłum sprzed kilku zaledwie minut, zastygły w milczącym oczekiwaniu. Nie wiem, czy z tej przyczyny, czy działało tutaj wspomnienie przebytego niebezpieczeństwa lub też fakt, że dzielny ratownik spojrzał w przepaść pod stopami w owym momencie wytchnienia, zanim rozpoczął drogę powrotną z drugą ofiarą (drobnym, niskim mężczyzną) przewieszoną przez plecy, dość, że Jem Wilson stawiał kroki mniej pewnie, jego ruchy były mniej skoordynowane. Zdawało się, że bada stopą każdy szczebel drabiny, że waha się, aż w końcu przystanął w pół drogi.

Tymczasem w tłumie znów zapadła cisza; w straszliwej owej chwili nikt nie odważył się dobyć głosu, czy choćby wypowiedzieć słowa otuchy. Wielu osłabło z grozy i zamknęło oczy, aby nie widzieć katastrofy, której się spodziewali. A katastrofa zdawała się być nieuchronna. Dzielny chłopak zachwiał się, najpierw ledwo dostrzegalnie, jak gdyby przenosząc tylko ciężar ciała z nogi na nogę; ale snadź tracił odwagę, a nawet przytomność umysłu. Było jednak godne podziwu, że zwierzęcy instynkt samozachowawczy nie stłumił w nim wszelkich szlachetnych uczuć i nie skłonił go do zrzucenia bezradnego, osłabłego ciała, które niósł na plecach. Ten sam, być może, instynkt podszepnął mu, że nagłe uwolnienie się od tak wielkiego ciężaru już samo przez się stanowiłoby wielkie niebezpieczeństwo.
— Ratunku! Ona zemdlała! — zawołała Margaret. Ale nikt nie zwrócił uwagi na jej okrzyk.

Spojrzenia wszystkich wzniesione były ku górze. W tym to bowiem momencie jeden ze strażaków zręcznym ruchem zarzucił na głowy obu mężczyzn linę zakończoną ruchomą pętlą, która na podobieństwo lassa zacisnęła się wokół ich ciał. Prawda, że niezbyt pewna była to pomoc, lecz choć tak niepewna, przywróciła zimną krew, dodała otuchy zamierającemu sercu, uspokoiła zawrót głowy. Jem ruszył znów przed siebie. Nie naglono go do pośpiechu pociąganiem czy szarpaniem liny.

Powoli i stopniowo wciągano sznur do środka, powoli i stopniowo Jem przebył owe cztery czy pięć kroków, które dzieliły go od ocalenia. Dotarł wreszcie do okna i w ten sposób wszyscy zostali uratowani. Ludzie na ulicy dosłownie tańczyli z radości, wiwatowali i wrzeszczeli, aż zdawało się, że za chwilę pękną im struny głosowe; a potem, z całą zmiennością zainteresowań charakterystyczną dla wszelkich licznych zbiegowisk, jęli się pchać i potrącać, wymyślać sobie i przeklinać, aby jak najśpieszniej wydostać się z Dunham Street i wrócić w bezpośrednią bliskość pożaru; potężny diapazon jego ryczących płomieni tworzył przerażający akompaniament dla krzyków, wrzasków i złorzeczeń prącego naprzód tłumu.

Gdy ciżba odpłynęła, Margaret została na Dunham Street, blada i uginająca się pod ciężarem ciała Mary, którą zdołała utrzymać w pozycji stojącej opasawszy mocno ramionami jej kibić, słusznie się bowiem obawiała, że niebaczny na nic tłum stratowałby omdlałą dziewczynę.

[Tłumaczenie: Katarzyna Tarnawska.
Warszawa: PIW, 1956]

Ilustracje:
1. J. Ralston ryt. A. Aglio - Market Street - 1822.
http://www.victorianweb.org
2. Houseless and Hungry. Sir Luke Fildes. 1869. The Graphic. Skan: Phillip V. Allingham
http://www.victorianweb.org

czwartek, 19 lutego 2009

Mary Barton - herbata u Alicji

[Fragment powieści]

Jakże podniecona czuła się Alicja! Nieczęsto zdarzało jej się podejmować gości herbatą, przeto świadomość ciążących na niej obowiązków gospodyni niemal ją przytłaczała. Poszła śpiesznie do domu i za pomocą pożyczonych miechów roznieciła oporny ogień, starając się go jak najszybciej rozpalić. Gdy była sama, umiała zawsze okazać cierpliwość i pozwalała węglom tlić się powoli. Potem włożyła chodaki i poszła napełnić kociołek wodą przy studni na sąsiednim podwórku, wracając zaś pożyczyła filiżankę; spodeczków od wytłuczonych filiżanek z rozmaitych serwisów miała dużo, w razie potrzeby zastępowały talerze. Pół uncji herbaty i ćwierć funta masła pochłonęły niemal cały jej dzienny zarobek; była to jednak niezwykła okazja.

Sama dla siebie parzyła przeważnie herbatę z ziół, chyba że któraś z domyślnych pracodawczyń dała jej w podarku nieco listków herbacianych ze swych obfitych domowych zapasów. Teraz Alicja wysunęła na środek pokoju dwa krzesła dla gości, wytarłszy je i odkurzywszy jak należy, po czym z widoczną wprawą położyła starą deskę na dwóch równie starych i ustawionych na sztorc skrzyneczkach po świecach. Było to oczywiście dość chwiejne urządzenie. Alicja jednak przywykła do niego od dawna i pamiętała, że należy siadać na nim ostrożnie; prawdę mówiąc, zabiegi te czyniła raczej dla dodania sobie godności niż dla istotnej wygody.

Mały, bardzo maleńki okrągły stolik ustawiła tuż obok komina, na którym ogień huczał teraz wesoło. Na staroświeckiej, nie lakierowanej tacce, którą kupiła z trzeciej ręki, umieściła czarny imbryk na herbatę, dwie filiżanki w biało-czerwone wzorki i trzecią w swojski niebieski deseń oraz niedopasowane spodeczki (na jednym z tych dodatkowych spodków puszył się dumnie kawałek masła).

Skończywszy te przygotowania Alicja zaczęła rozglądać się dokoła z zadowoleniem, zastanawiając się wszakże, czym mogłaby jeszcze uświetnić wieczór. Wzięła jedno z krzeseł z wyznaczonego mu miejsca przy stole i przysunąwszy je tuż pod wiszącą na ścianie szeroką i długą półkę, o której wspominałam wam opisując izbę w suterenie, weszła na nie, sięgnęła po stare pudełko z sosnowego drzewa i wyjęła ze środka sporą garść owsianego chleba, podpłomyka, który jest przysmakiem w Gumberland i Westmorland. Potem, ostrożnie, aby cienkie płatki nie pokruszyły się w ręce, zeszła na podłogę i położyła podpłomyki na stole; była pewna, że nadzwyczajnie uraczy gości dając im przysmak swego dzieciństwa.

Wyjęła również z szafki piękny czterofuntowy bochen żytniego chleba, potem zaś usiadła na jednym z wyplatanych krzeseł, aby odpocząć, naprawdę odpocząć, a nie udawać, że odpoczywa. Świeca stała oprawiona w lichtarzyku. woda wrzała w kociołku, herbata oczekiwała swego losu w papierowej torebce. Wszystko było gotowe.

Stukanie do drzwi! Przyszła Margaret, młoda robotnica mieszkająca nad sutereną. Usłyszawszy krzątaninę, po której zaległa cisza, pomyślała, że już czas zejść na dół z wizytą. Była to blada, chorowita młoda kobieta o łagodnej twarzyczce, na której malował się wyraz troski. Miała odzienie nader skromne i proste — suknie z ciemnej tkaniny nieokreślonego bliżej gatunku i ciemno-żółty szal czy też szeroką chustkę, okręconą wokół szyi i spiętą na plecach oraz z przodu po obu bokach.

Stara kobieta przywitała gościa serdecznie i usadowiła na krześle, z którego właśnie wstała, sama zaś przysiadła na chwiejącej sic desce, aby Margaret myślała, że wybiera to miejsce z własnej i nieprzymuszonej woli.
— Zupełnie nie rozumiem, co mogło zatrzymać Mary Barton. Spóźnia się niczym prawdziwa dama — powiedziała Alicja, gdy Mary wciąż nie nadchodziła.

Otóż Mary stroiła się: tak, szła w odwiedziny do biednej starej Alicji, a jednak uważała, że warto zastanowić sie nad wyborem sukni. Ale możecie być najzupełniej pewni, że nie robiła tego dla Alicji; nie, zbyt dobrze sie przecież znały. Lecz Mary lubiła wzbudzać w ludziach podziw, co, trzeba przyznać, nader często jej się udawało, teraz zaś szło jej o tę obcą dziewczynę.

Ubrała się więc w ładną nową suknię z granatowej wełny, zachodzącą wysoko pod szyją, przypięła mały kołnierzyk z białego płótna i takież mankiety, a potem wyruszyła na podbój biednej, łagodnej Margaret. Udało się. jej to w zupełności. Alicja, która niewiele poświęcała czasu myślom o urodzie, nie wspomniała nigdy Margaret, jak ładna jest Mary.

Gdy więc Mary weszła z lekkimi rumieńcami zakłopotania na twarzy. Margaret nie mogła oderwać od niej oczu, Mary zaś spuściła długie czarne rzęsy, jakby nic rada tej obserwacji, choć była ona przecie celem tylu jej zabiegów.
Czy potraficie sobie wyobrazić krzątaninę Alicji; przygotowywała herbatą, nalewała ją do filiżanek, słodziła do smaku i częstowała dziewczęta raz po raz podpłomykami i chlebem z masłem. Czy możecie sobie wystawić zachwyt, z jakim staruszka obserwowała górę podpłomyków niknących w ustach głodnych dziewcząt, i przysłuchiwała się ich pochwałom dla przysmaku jej dzieciństwa?

[Przekład: Katarzyna Tarnowska]
Warszawa: PIW, 1956

Ilustracja: Frederick Barnard - z: How The Poor Live = George R. Sims.