czwartek, 19 lutego 2009

Dojrzewające bohaterki powieści Elizabeth Gaskell cz. 3

MARY BARTON

W pierwszej powieści Elizabeth Gaskell „Mary Barton” poznajemy dziewczynę, która uczy się w bardzo wczesnym wieku, że życie jest walką, w której ktoś jest ubogi. To naturalne więc, że chciałaby uciec od trudów ubóstwa w beztroskę, jaką przyniosłoby jej bogactwo, chociaż rozumiemy, że to mogłoby pociągać za sobą utratę przyzwoitości.
Bez matki jako przewodniczki i z ojcem, który zmuszony był przedłożyć inne obowiązki przed kształtowaniem charakteru własnej córki, Mary Barton, która została pozostawiona całkowicie sama sobie, jakby nie miała kochających przyjaciół, którzy dostarczyliby jej wzorów moralnego prowadzenia (zachowania), którzy sprowadziliby ją z niebezpiecznej drogi, którą zaczęła postępować. Mary Barton jest młodą dziewczyną mieszkającą w sercu przemysłowego Manchesteru z rodzicami i młodszym bratem. Jej ojciec jest tkaczem w jednej z lokalnych przędzalni, a rodzina jest biedna. Matka Mary ma słabe zdrowie od czasu jak zniknęła jej siostra, Esther, spowodowany tym wydarzeniem stres doprowadza do jej wczesnej śmierci.
Ciotka Mary, Esther, która podąża za próżnym młodzieńczym kaprysem i w konsekwencji schodzi z drogi cnoty, odegra znaczącą rolę w przyszłym życiu Mary.
Esther pierwsza zasiała w głowie Mary idee, które wpłynęły później na nią. Przed tym, nim Esther opuściła rodzinę dla kochanka, zapytała Mary, co by powiedziała na to, gdyby kiedyś ciotka chciała ją zabrać i zrobić z niej damę.
„Słowa nieobecnej, tajemniczej ciotki wywarły swój wpływ. Wiedziała, że jest ładna...Tak więc świadoma swojej urody Mary postanowiła wcześnie, że jej piękność musi uczynić z niej damę; a wtedy osiągnie pozycję, którą – Mary była tego najzupełniej pewna – zdobyła zaginiona ciotka Esther” (s. 29).
Młoda Mary jest skoncentrowana na powierzchownych sprawach, takich jak fizyczna piękność, ponieważ – jak sądzi - pomoże ona jej przyciągnąć ukochanego – dżentelmana. Ktoś może obwinić Mary o to, że pragnęła być damą. Miała bolesne dzieciństwo i trudną przyszłość przed sobą, tak więc to naturalne, że chciała awansować, by wieść szczęśliwe i spokojne życie, wolne od ubóstwa. Przekonywała samą siebie, że ojciec mógłby pochwalić jej wymarzone małżeństwo z Panem Carsonem. Mary jest zaniepokojona, czy ojciec podzieliłby jej przewidywane szczęście, bo „mogłaby otoczyć go wygodami i zbytkiem, aż ojciec uzna, że bogactwo to bardzo przyjemna rzecz, i będzie błogosławił córkę, która stała się damą” (s. 93). Trudno wyobrazić sobie Johna Bartona aprobującego taki plan, jako że ma on pretensje do panów o ich bogactwo i staje się czynnym członkiem związku zawodowego robotników, próbując poprawić warunki życia biednych i pokazać fabrykantom, jak i rządowi, niesprawiedliwość i nierówność między panami i robotnikami.
Ojciec Mary był zawsze przeciwny jej [Mary] pracy w fabryce jako, że winił on ją o upadek jej ciotki „Kiedy roboty jest pod dostatkiem, zarabiają tyle, że mogą się jako tako utrzymać” (s. 9). Kiedy handel tekstyliami przeżywał kryzys i jej ojciec nie mógł znaleźć pracy w żadnej z fabryk, Mary wstąpiła do terminu u Pani Simmonds, miejscowej krawcowej, co dało im trochę pieniędzy, za które można było kupić jedzenie. Chociaż nie pracowała w fabryce, Mary wciąż była podatna na zło, którego ojciec nie był w stanie zauważyć i stłumić w zarodku, gdyż był zbyt zaabsorbowany sprawami związku.

John Barton troszczy się bardzo o swoją rodzinę i żródło utrzymania. Kiedy jego żona i syn umierają w krótkim czasie i pozostaje tylko Mary na pociechę, on coraz bardziej angażuje się w działalność związku zawodowego jako drogę walki z niesprawiedliwością i cierpieniem, które czuje sam i widzi wokół siebie. Pozostawił Mary „swobodę, z jakiej nie korzystają zazwyczaj dziewczęta w żadnym środowisku, w jej wieku” (s. 25).
Przed zaangażowaniem się w związek robotników John Barton jest dla Mary naprawdę kochającym i poświęcającym się ojcem. Jest też dumnym człowiekiem, jak to pokazuje jego odpowiedź na słowa Mary, kiedy ona zastanawia się dlaczego ojciec nie przyjmuje pieniędzy od miasta: „Nie chcę pieniędzy, dziecko! Ich dobroczynności i ich pieniędzy! Ja chcę pracy i to jest moje prawo. Chcę pracy!” (s. 133). Mary dziedziczy jego dumę, ale niestety nie przejawia się to w tak szlachetnym celu, jaki przyświeca jej ojcu.
Ukochanym Mary jest syn jednego z najbogatszych fabrykantów w Manchesterze i „nie było jej obce uczucie dumy, że zwróciła na siebie uwagę kogoś, kto stał wyżej od niej... Miłość Mary do niego była jak pusta bańka mydlana; wyglądała jednak bardzo obiecująco i prawdziwie” (s. 133).
Mary rozumie motywy działania ojca, ponieważ ona także cierpi, ale bardziej niż pracy, pragnie powstrzymać biedę, marzy o pozostawieniu ubogiej przeszłości za sobą i wejściu do warstwy panów.

Inna cecha, którą Mary przejęła od swego ojca, to gotowość do postępowania w sposób niewłaściwy, jeśli efekt będzie pozytywny np. cel uświęca (usprawiedliwia) środki.
John Barton uważa kradzież za czyn dopuszczalny, jeżeli oznacza to, że jego śmiertelnie chore dziecko będzie miało jakieś jedzenie, które wypełni jego pusty żołądek i da mu siłę. W poważniejszym sensie, John Barton, morderca młodego Carsona, ukochanego Mary, może być częściowo usprawiedliwiony, jako że było to korzystne dla morale zgnębionego i przybitego człowieka pracy, jak również jako wysłanie dobitnej wiadomości innym nieczułym fabrykantom. Podczas gdy John Barton jest daleko w Londynie, Mary decyduje się nie kontynuować swoich zwykłych spotkań z panem Carsonem:
„mimo wszystko sumienie jej nie było czyste, sama ta decyzja bowiem zdawała się dowodzić, że w ogole nie przystoi jej widywać wielbiciela. Jak dotąd Mary przywykła uważać swe postępowanie za całkiem niewinne i właściwe... pewna była, że zapewni ojcu dobrobyt i szczęśliwość” (s. 103).

Mimo że Mary ma „nieczyste sumienie” wobec ojca, to i on jest rozdarty, gdyż jest dobrym i uczciwym człowiekiem, a jednocześnią mordercą w słusznej sprawie: z pewnością był to wynik maksymalnego napięcia, jakie odczuwał z powodu niesprawiedliwego systemu społecznego. Mary wydaje się czuć, że spotkania z Panem Carsonem są czymś złym i zwodniczym, ale ona także jest w rozterce – między byciem dobrą dziewczyną i podążeniem drogą, która jak sądzi, uratuje ją i jej ukochanych od cierpienia. W tych przykładach widać, że Mary przyjęła idee i zachowania ojca, dumę i zainteresowanie innymi ludźmi, ale łączy je z nieuczciwością i nieświadomością swoich uczuć i ukrywa ich pustkę.
Punkt zwrotny następuje, kiedy John Barton spotyka na ulicy zaginioną Esther. Ona czuwała nad Mary z odległości i jest przejęta, bo spostrzegła, że Mary zaczyna popełniać te same błędy, które ona popełniła. Esther próbuje ostrzec ojca Mary przed tym niebezpieczeństwem, ale on nie chce jej wysłuchać i ją odtrąca. Gdy idzie dalej, Esther woła: „Co mam uczynić? Jakże ją mogę ustrzec, aby nie weszła w moje ślady, aby nie stała się taką jak ja nieszczęsną, odstręczającą istotą. Ufa mu tak, jak ja ufałam tamtemu. Kocha, tak jak ja kochałam. Czeka ją więc los podobny do mego. Jakże mam ją ratować? Nie posłucha żadnych przestróg, będzie na nie głucha, jak ja niegdyś byłam” (s. 144).
Chociaż John Barton nie słyszy, co Esther mówiła na temat Mary, widok szwagierki przypomina mu o podobieństwie między nią a córką i zaczyna niepokoić się czy Mary nie podąży jej drogą. Zwraca się do Mary surowymi słowami na temat lekceważenia przez nią prawdziwego, uczciwego uczucia Jema Wilsona, wobec którego Mary zachowuje się niegrzecznie, gdyż żywi sekretne uczucie dla Pana Carsona.

Kiedy Jem oświadcza się Mary tego samego popołudnia, coś się w niej zmienia. Ona zaprzecza swoim uczuciom dla Jema tak długo, że je wypiera ze świadomości, bo wydaje jej się, że żywi uczucia do innego – lepiej usytuowanego wielbiciela.
Teraz, kiedy odmówiła Jemowi resztkami dumy i próżności, rozumie pomyłkę, którą popełniła. „Ona z dnia wczorajszego, sprzed godziny – i ona z chwili obecnej! Wszyscy przecież wiemy, że niekiedy kilka zaledwie minut, z miesięcy i lat zwanych życiem, wystarczy, aby całą przeszłość i całą przyszłośc ujrzeć w najzupełniej nowym świetle; że jedna chwila może otworzyć nam oczy na próżność lub występność tego, co minęło, może tak zmienić nasze spojrzenie na to, co ma nadejść, iż z odrazą zaczniemy spoglądać na dotychczasowe przedmioty najżywszych naszych pragnień. Kilka minut zmienia niekiedy stosunek do życia dając najzupełniej nowy kierunek naszym celom i dążeniom” (s. 151).
Od tego momentu, wszystkie puste fantazje Mary kończą się i ona uświadamia sobie, że kroczyła niebezpieczną drogą miłości do Pana Carsona: teraz jednak wszystko będzie dobrze, jeśli tylko odzyska względy Jema.
Mary staje się kobietą czynu: całą swoją energię kieruje na każdą sprawę, która pomoże jej zapomnieć o tym wszystkim i odkupić swoje wcześniejsze wykroczenia.

Kiedy Jem Wilson zostaje fałszywie oskarżony o zamordowanie Pana Carsona, Mary przyjmuje na siebie rolę jego zbawczyni i pragnie „sama dokonać wszystkiego, stać się jego oswobodzicielką, własnym wysiłkiem wywalczyć mu życie” (s. 296). To jest oczywiście niemożliwe, ona potrzebuje pomocy przyjaciół i obcych ludzi, ale to jest czysta motywacja - aby pomóc komuś, kogo kocha, która prowadzi ją do myślenia, planowania, troski i działania.
W efekcie, to działanie ratuje ją od utraty zdrowia. To jest całkowita zmiana w Mary, którą dostrzegają teraz jej przyjaciele, bo Mary przyjęła sprawę Jema Wilsona. Jej najbliższa przyjaciółka i rówieśnica Margaret Jennigs „widziała w niej znów to samo czarujące, często błądzące, impulsywne, urocze dziewczę, którym była dla niej dawniej Mary Barton, teraz jednak miała większe poczucie własnej godności, większą wiarę we własne siły, większy zapał” (s. 303).

Interesujące będzie zauważyć, że Mary dowiaduje się o prawdziwym życiu ciotki, o tym, że jest chora, że jest alkoholiczką i ulicznicą, dopiero pod koniec powieści, po tym jak Mary zrobiła wszystko, by uratować Jema przed szubienicą. Teraz musi zrozumieć jak szalona i niebezpieczna była jej wcześniejsza chęć podążania śladami ciotki, kiedy widzi dokąd to ją doprowadziło. Mary natychmiast stwierdza, że ona i Jem odnajdą ciotkę i będą się opiekować tą, której tak długo nikt nie kochał i którą się nikt nie opiekował, oni „uczynią ją dobrą” (s. 454).

Zanim opuścimy „Mary Barton”, musimy przyjrzeć się dwóm postaciom, które miały pozytywny wpływ na pozbawioną matki Mary. Pierwszą jest Alice Wilson, stara przyjaciółka rodziny. Alice opuściła dom jako młoda dziewczyna, aby pracować jako służąca w Manchesterze, gdzie jak powiedział jej brat George, można było więcej zarobić. Wcześniej w powieści, kiedy Alice opisuje Mary wiele obowiązków, które musiała spełniać, włączając w to opiekę nad dziećmi, pielęgnowanie ich, kiedy miały odrę, doglądanie rodzinnego sklepu, gotowanie i pranie, „Mary była zadowolona, że nie poszła na służbę; i nie omieszkała też o tym powiedzieć” (s. 36).
Nie jest niezwykła ta odpowiedź Mary, gdyż ona ma tylko siebie i ojca do karmienia i doglądania, po tym jak jej matka i brat zmarli. Nie ma potrzeby, żeby się pakowała i wyjeżdzała, by szukać pracy z dala od domu, a Alice musiała to zrobić, aby nie być ciężarem dla rodziny, w której było wiele dzieci do wykarmienia.

Ponieważ każda z nich miała inną sytuację w dzieciństwie, Mary i Alice mają inne zdanie na temat pracy na służbie. Dla Alice pomaganie innym jest wielką przyjemnością i tego szukała przez całe swoje życie. Idea oddania się trudnej pracy na służbie koliduje z wczesnymi marzeniami Mary: „kiedyś zostanie panią spędzającą dzień na owych błahych, a jakże wykwintnych zajęciach, które są przywilejem prawdziwych dam” (s. 93). Pomaganie innym stanie się cechą dojrzałej Mary, kiedy ona uwolni Jema i jednocześnie ochroni ojca przed zdemaskowaniem go jako mordercy.
W czasie poprzedniej rozmowy Mary jest w małym piwnicznym mieszkaniu Alice, gdzie została zaproszona przez nią na herbatę i przedstawiona dziewczynie w jej wieku, Margaret Jennings. Wartości, za którymi opowiada się Mary w tym momencie swego życia są odmienne od tych, które są ważne dla Margaret. Mary, skoncentrowana na własnym wyglądzie i na wrażeniu, jakie wywiera na innych, ubiera się w nową suknię z płóciennymi akcentami, po to by przyjść na prosty posiłek złożony z chleba, masła i herbaty w miłym domu Alice, ponieważ chce wywrzeć wrażenie na nieznanej sobie dziewczynie.

Margaret jest opisywana jako „młoda kobieta o łagodnej twarzyczce ..... [która] miała odzienie nader skromne i proste” (s. 34) i jest faktycznie zaskoczona urodą Mary. Przez całą rozmowę o młodości Alice, Mary robi uwagi i zadaje pytania, które mówią o tym, co jest ważne dla niej w tym czasie: uroda rzeczy i spełnienie marzeń.
Margaret ma szacunek dla wspomnień Alice i słucha ich z zainteresowaniem i nie osądza jej. Pomimo różnicy ich charakterów, Margaret i Mary stają się bliskimi przyjaciółkami i powiernicami. Chociaż Mary może nie jest tego świadoma, jej przyjaźń z Margaret jest zbawienna dla niej jako że „jedną z największych zalet Margaret był jej mocno ugruntowany zdrowy rozsądek” (s. 48), cecha, z której posiadania Mary czerpałaby ogromne korzyści. Margaret staje się dla Mary bliską osobą. Mary dostrzega jej zalety: Margaret jest spokojna, opanowana, pracowita, czuła i rozsądna. Pomaga umacniać „cierpliwość i rozniecić nadzieję” (s. 166) Mary, a słabnące zdrowie drogiej starej Alice sprawia, że Mary staje się bardziej czuła na potrzeby innych.
W wyniku prób charakteru, jakie ją czekają, Mary jest ostoją siły dla swych przyjaciół, wzorem bohaterki poświęcającej się dla innych.

Chociaż Mary jest zbyt zaabsorbowana spełnianiem własnych marzeń, aby być w pełni świadomą dobrych, zdrowych, kobiecych zalet Alice, kiedy dojrzewa, staje się bardziej troskliwa i samopoświęcająca się w relacjach z innymi ludźmi, ratując Jema za wszelką cenę, nawet za cenę własnego zdrowia, czy kiedy chce zabrać do siebie do domu i opiekować się jej udręczonym ciałem i duszą.
Tę dobroć i samopoświęcenie zobaczymy znowu w „Ruth”, kiedy głowna bohaterka zostaje pielęgniarką opiekującą się chorymi z gorączką zakaźną, także człowiekiem, który sprowadził ją na manowce, tak jak ciotka Esther nieświadomie mogła wprowadzić Mary Barton na tę samą drogę destrukcji, którą sama obrała.

Tłumaczenie: Gosia
Fragmenty powieści w tłumaczeniu Krystyny Tarnowskiej, z jedynego wydania polskiego. [Warszawa: PIW, 1956 r.]

Źródła:
1. "ELIZABETH GASKELL: GROWING HEROINES"
by Elizabeth Malcolm, English Literature Senior Thesis - Hartwick College, January 1997
2. Ilustracja do "Mary Barton" pochodzi z ilustrowanego wydania powieści - autor il.: Alexy Pendle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...