czwartek, 19 lutego 2009

North and South - tłumaczenie rozdz. 1

Rozdział I
Przygotowania do ślubu

“Wooed and married and a'.”

– Edith – powiedziała Margaret delikatnie. – Edith!

Ale, tak jak Margaret podejrzewała, Edith zasnęła. Leżała zwinięta na sofie w saloniku na Harley Street i wyglądała naprawdę ślicznie w sukience z białego muślinu z niebieskimi wstążkami. Gdyby kiedykolwiek Tytania, przystrojona w biały muślin i niebieskie wstążki, zasnęła na szkarłatnej, adamaszkowej sofie w małym salonie, Edith mogłaby być za nią uważana. Uderzyła ją na nowo uroda kuzynki. Wzrastały razem od dzieciństwa i od początku każdy, poza Margaret, zwracał na Edith uwagę, dostrzegając jej piękno.

Jednak Margaret nigdy o tym nie myślała, aż do ostatnich paru dni, kiedy bliska perspektywa utraty towarzyszki wydawała się dodawać siły każdej słodkiej zalecie i urokowi Edith. Rozmawiały o sukniach i ceremonii ślubnej, o kapitanie Lennoxie i tym, co opowiadał Edith o jej przyszłym życiu na Korfu , gdzie stacjonował jego pułk; o trudności utrzymania nastrojonego pianina (co wydawało się Edith jednym z większych kłopotów, które mogły się jej przytrafić w małżeńskim życiu), a także o tym, których sukni będzie potrzebować w czasie wizyty w Szkocji, która miała nastąpić po ślubie.

Ale szept stał się bardziej senny i Margaret, po kilkuminutowej przerwie, odniosła wrażenie, że pomimo hałasu w sąsiednim pokoju Edith, zwinięta w miękką piłeczkę muślinu, wstążek oraz jedwabnych loków, wpadła w spokojną, małą, poobiednią drzemkę.

Margaret właśnie zamierzała opowiedzieć kuzynce o pewnych planach i o wizji swojego przyszłego życia na wiejskiej plebanii, gdzie mieszkali jej ojciec i matka, i gdzie zawsze spędzała szczęśliwe wakacje, chociaż przez ostatnie dziesięć lat uważała dom ciotki Shaw za swój dom. Wobec braku słuchacza pogrążyła się w myślach nad zmianą w swoim cichym, jak dotąd, życiu. To było pogodne rozmyślanie, choć zabarwione żalem, że zostanie oderwana na nieokreślony czas od miłej ciotki i drogiej kuzynki.

Kiedy myślała o radości, jaką sprawi jej wypełnianie zaszczytnej roli jedynej córki na plebanii w Helstone, doszły do jej uszu fragmenty rozmowy dochodzącej z sąsiedniego pokoju. Ciotka Shaw opowiadała coś pięciu lub sześciu paniom, które przyszły tu na obiad i których mężowie wciąż siedzieli jeszcze w jadalni.

Byli to bliscy znajomi rodziny, sąsiedzi, których pani Shaw nazywała przyjaciółmi, ponieważ zdarzało się obiadować z nimi częściej niż z innymi i, gdy ona czy Edith potrzebowały czegoś od nich, albo oni czegoś chcieli od niej, żadna ze stron nie miała obiekcji, żeby złożyć wizytę przed lunchem.

Wspomniane panie i ich mężów zaproszono na pożegnalny obiad, który miał być spożyty w gronie przyjaciół, na cześć zbliżającego się ślubu Edith. Ona sama była raczej temu przeciwna, gdyż tego wieczoru spodziewała się przyjazdu późnym pociągiem kapitana Lennoxa. Ale chociaż była rozpuszczonym dzieckiem, była jednocześnie zbyt roztrzepana i leniwa, aby mieć silną wolę, i w końcu uległa, kiedy spostrzegła, że jej matka zarządziła przygotowanie tych wszystkich sezonowych przysmaków, które uważano za skuteczne na nadmierny żal na pożegnalnych obiadach.

Z nieobecnym, ponurym wyrazem twarzy zadowalała się przechylaniem się do tyłu i przekładaniem jedzenia na talerzu, podczas gdy wszystkim wokół dostarczały rozrywki dowcipne uwagi pana Greya, dżentelmena, który zawsze zajmował szczyt stołu na obiedzie pani Shaw i prosił Edith, aby zagrała coś w salonie. Pan Grey był szczególnie zajmujący w czasie tego pożegnalnego obiadu i panowie zostali na dole schodów dłużej niż zwykle.

Dobrze, że tak się stało – tak można było sądzić z fragmentów rozmowy, którą Margaret usłyszała.
– Sama zbyt wiele wycierpiałam. Nie oznacza to, że nie byłam niezwykle szczęśliwa z moim biednym, drogim generałem, ale znacząca różnica wieku jest wadą, postanowiłam więc, że Edith nie będzie musiała się z nią mierzyć. Oczywiście, bez jakiejkolwiek matczynej stronniczości, przewidziałam, że drogie dziecko prawdopodobnie wcześnie wyjdzie za mąż, w istocie często mówiłam, że jestem pewna, że wyjdzie za mąż przed dziewiętnastym rokiem życia. Miałam prorocze uczucie, kiedy kapitan Lennox … – i tu jej głos przeszedł w szept, ale Margaret mogła łatwo dopowiedzieć resztę.

Przebieg prawdziwej miłości Edith był niezwykle łagodny. Pani Shaw miała przeczucie, jak to wyraziła, i nakłaniała ją do ślubu, chociaż partia była poniżej oczekiwań, jakie miało wielu z jej znajomych wobec młodej i ładnej dziedziczki. Ale pani Shaw stwierdziła, że jej jedyne dziecko może wyjść za mąż z miłości – i tu westchnęła z emfazą, jakby miłość nie była motywem, który ją skłonił do ślubu z generałem. Pani Shaw cieszyła się romantyczną kwestią obecnych zaręczyn bardziej niż jej córka. Nie oznacza to, że Edith nie była naprawdę zakochana, ale mimo to z pewnością wolałaby dobry dom w londyńskiej Belgravii , niż malownicze życie na Korfu, które opisywał kapitan Lennox.

Te właśnie ustępy wywoływały rumieniec na twarzy Margaret, kiedy je słyszała. A Edith udawała, że wzdraga się przed tym, częściowo z powodu przyjemności, jaką jej sprawiało pokonywanie przez słodkiego kochanka jej niechęci, częściowo dlatego, że nic z cygańskiego czy prowizorycznego życia nie było naprawdę dla niej przykre. Ponieważ nie pojawił się nikt z pięknym domem, świetną pozycją i wspaniałym tytułem na dodatek, Edith mogła wciąż trwać przy kapitanie Lennoxie, podczas gdy pokusa wciąż istniała.

Kiedy decyzja została podjęta, być może czuła niepokój z powodu źle skrywanego żalu, że kapitan Lennox nie łączy w swojej osobie wszystkiego, co było pożądane. W tym była jednak dzieckiem swojej matki, która po poślubieniu generała Shawa, nie z powodu gorącego uczucia, a raczej z szacunku dla jego charakteru i pozycji, stale, choć spokojnie, opłakiwała swój ciężki los, ponieważ poślubiła kogoś, kogo nie mogła pokochać.

– Nie oszczędzałam na wyprawę – to były kolejne słowa, które Margaret usłyszała. – Ona ma wszystkie indyjskie szale i szarfy, które generał mi podarował, a których już nigdy więcej nie założę.
– Jest szczęśliwą dziewczyną – odpowiedział inny głos, który Margaret rozpoznała jako należący do pani Gibson, damy, która w dwójnasób była zainteresowana tą rozmową, gdyż jedna z jej córek wzięła ślub w ciągu ostatnich kilku tygodni. – Helen zapragnęła indyjskich szalów, ale kiedy stwierdziłam, że ich cena jest wygórowana, musiałam jej odmówić. Będzie zazdrosna, kiedy usłyszy, że Edith ma indyjskie szale. Jakiego są rodzaju? Z Delhi? Ze ślicznymi małymi lamówkami?

Margaret usłyszała ponownie głos swojej ciotki, ale tym razem brzmiał tak, jakby podniosła się z półleżącej pozycji i patrzyła w głąb mniej oświetlonego saloniku.
– Edith! Edith! – wołała, a potem opadła, jakby była zmęczona wysiłkiem.

Margaret postąpiła naprzód:
– Edith zasnęła, ciociu Shaw. Czy coś trzeba zrobić?
Wszystkie panie westchnęły: „Biedne dziecko” po otrzymaniu tej niepokojącej wiadomości o Edith, aż piesek salonowy na ramieniu pani Shaw zaczął szczekać, jakby pobudzony tym wybuchem współczucia.
– Cicho, Tiny! Ty niegrzeczna mała psinko! Obudzisz swoją panią. Chciałam tylko zapytać Edith, czy nie mogłaby powiedzieć Newton, by przyniosła na dół szale. Może
ty mogłabyś pójść, moja droga Margaret?

Margaret weszła na górę do dawnego pokoju dziecinnego, położonego na samym szczycie domu, gdzie Newton była zajęta układaniem potrzebnych do ślubu koronek. Podczas gdy Newton (nie bez gderania) rozwijała szale, które były już tego dnia pokazywane cztery czy pięć razy, Margaret rozejrzała się po wnętrzu.

To był pierwszy pokój w tym domu, z którym się zaznajomiła 9 lat temu, kiedy tu przyjechała, całkiem nieoswojona, prosto z lasu, aby dzielić dom, zabawę i naukę z kuzynką Edith. Przypomniała sobie mroczny, ciemny wygląd londyńskiego pokoju dziecinnego, zarządzanego przez surową i ceremonialną bonę, która uważnie sprawdzała, czy ręce są czyste, a sukienki nie porwane. Przypomniała sobie pierwszą herbatę tutaj – z dala od ojca i ciotki, którzy jedli obiad gdzieś na dole, poniżej nieskończenie długich schodów. Podczas gdy ona była w niebie (jak myślało dziecko, którym wówczas była), oni musieli być głęboko we wnętrzu ziemi.

W domu – zanim wyjechała, aby zamieszkać na Harley Street - garderoba matki była jej pokojem dziecinnym; w wiejskiej plebanii, gdzie wstawało się wcześnie, Margaret jadła zawsze posiłki z matką i ojcem.

Och! Wysoka, pełna godności, osiemnastoletnia dziewczyna pamięta łzy żalu wylane z dziką pasją przez małą dziewięcioletnią dziewczynkę, która schowała twarz pod pościel, tej pierwszej nocy, i to, że bona kazała jej nie płakać, ponieważ mogłoby to niepokoić panienkę Edith.

I pamięta jak płakała gorzko, ale spokojniej, aż do chwili, gdy dopiero co poznana, wytworna, piękna ciotka ostrożnie weszła na schody z panem Hale, aby pokazać mu jego małą śpiącą córeczkę. Wtedy mała Margaret powstrzymała szloch i spróbowała ułożyć się w łóżku jakby spała, ze strachu, że unieszczęśliwi ojca swoim smutkiem, którego nie ośmieliła się wyrazić przed ciotką.

Tego smutku, jak myślała, nie powinna była odczuwać po tych wszystkich długich nadziejach, planach i rozmyślaniach w domu, zanim jej garderoba nie została przystosowana tak, by pasowała do wspanialszego otoczenia i zanim tata mógł opuścić parafię, aby przyjechać do Londynu na kilka dni.

Pokochała dawny pokój dziecinny, chociaż było to teraz puste miejsce, rozglądała się wokół z pewnym żalem na myśl o opuszczeniu go na zawsze za parę dni.
– Ach, Newton! – powiedziała. – Wszystkim nam będzie żal opuszczać ten drogi, stary pokój.
– Bynajmniej, panienko, mi nie będzie żal. Moje oczy nie są już takie jak były, a światło tu jest tak złe, że mogę cerować koronki tylko przy oknie, gdzie jest zawsze okropny przeciąg, wystarczający by umrzeć z chłodu.
– Z pewnością dobrego światła jak i ciepła nie zabraknie w Neapolu. Powinnaś unikać cerowania, jeśli to możliwe, póki się tam nie znajdziesz. Dziękuję, Newton, mogę sama zabrać je na dół – jesteś zajęta.

Tak więc Margaret zeszła na dół, trzymając szale i wdychając ich ostry wschodni zapach. Ciotka poprosiła ją, aby stanęła jako manekin, na którym mogłaby prezentować szale, jako że Edith wciąż spała. Nikt nie myślał o tym, ale długie piękne fałdy wspaniałych indyjskich szali, które mogły zakryć w połowie Edith, uwydatniały wysoką, pięknie rzeźbioną postać Margaret, w czarnej jedwabnej sukni, w którą była ubrana z powodu żałoby po którymś z dalekich krewnych ojca.

Margaret stała prosto pod żyrandolem, cicha i bierna, podczas gdy ciotka poprawiała draperie. Od czasu do czasu, gdy obracała się, mogła w przelocie ujrzeć się w lustrze nad kominkiem, i uśmiechała się na widok swoich znajomych rysów w stroju księżniczki. Dłonią muskała delikatnie szale, które zwieszały się wokół niej i czerpała przyjemność z ich miękkiego dotyku i ich połyskujących barw, podobało jej się, że jest ubrana z takim przepychem – bawiła się tym jak dziecko, ze spokojnym błogim uśmiechem na ustach.

Nagle drzwi się otworzyły i został zaanonsowany pan Henry Lennox. Niektóre z pań cofnęły się, jakby nieco zawstydzone swoim kobiecym zainteresowaniem strojami. Pani Shaw wyciągnęła rękę do nowoprzybyłego. Margaret wciąż stała nieruchomo, sądząc, że może być jeszcze potrzebna jako rodzaj manekina dla szali, ale patrzyła na pana Lennoxa z pogodną, rozbawioną twarzą, jakby była pewna jego współczucia wobec jej poczucia śmieszności, że zastał ją w tak niedorzecznej sytuacji.

Jej ciotka była tak bardzo zaabsorbowana zadawaniem pytań panu Henry’emu Lennoxowi, który nie mógł być obecny na obiedzie - na temat jego brata, pana młodego, jego siostry, druhny (mającej przybyć z kapitanem ze Szkocji na tę okazję), i różnych innych członków rodziny Lennoxów, że Margaret zrozumiała, że nie będzie już potrzebna jako osoba, która prezentuje szale, i poświęciła się zabawianiu innych gości, o których jej ciotka na moment zapomniała.

Prawie natychmiast z bocznego saloniku weszła Edith, mrugając oczami z powodu silniejszego światła, potrząsając zmierzwionymi lokami i wyglądając jak śpiąca królewna, właśnie zbudzona ze snu. Nawet w czasie drzemki instynktownie czuła, że Lennox jest tego wart, aby obudzić się z powodu jego przybycia. Chciała zadać mu mnóstwo pytań o drogą Janet, swoją przyszłą, niepoznaną dotąd szwagierkę, wobec której deklarowała tyle uczucia, że gdyby Margaret nie miała dość dumy, mogłaby być niemal zazdrosna o nową rywalkę.

Kiedy Margaret nie musiała już zabawiać gości, bo do rozmowy przyłączyła się ciotka, zauważyła, że Henry Lennox kieruje wzrok w stronę wolnego miejsca obok niej, i wiedziała doskonale, że wkrótce, kiedy Edith zwolni go od dalszych pytań, będzie chciał usiąść na tym krześle.

Nie była całkiem pewna, czy on przyjdzie tego wieczoru, gdyż ciotka w sposób dość niejasny opisywała jego zobowiązania. To była prawie niespodzianka, że się jednak zjawił i teraz była już pewna, że wieczór będzie przyjemny. Podobały mu się i nie podobały mniej więcej te same rzeczy co jej.

Twarz Margaret jaśniała szczerym, otwartym blaskiem. Niebawem podszedł do niej. Przyjęła go uśmiechem, który nie miał w sobie odcienia nieśmiałości czy skrępowania.

– Przypuszczam, że jesteście w trakcie załatwiania interesów. Kobiecych interesów, mam na myśli. To znaczy, bardzo odmiennych od moich interesów – prawdziwych, poważnych, prawniczych interesów. Zabawa szalami to zupełnie inne zajęcie niż sporządzanie umów.
– Ach, wiedziałam, że będzie pan rozbawiony, gdy zastanie nas zajęte podziwianiem ozdób. Ale te indyjskie szale są doskonałe w swoim rodzaju.
– Nie wątpię. Ich ceny też w istocie są doskonałe. Nic dodać, nic ująć.

Panowie napływali jeden po drugim, więc szum i hałas nasiliły się.
– To jest pani ostatnie przyjęcie, prawda? Nie będzie żadnego przed czwartkiem?
– Nie. Myślę, że po tym wieczorze będziemy mogły wreszcie odpocząć, czego jak mi się wydaje, nie robiłam od wielu tygodni. Przynajmniej to ten rodzaj odpoczynku, kiedy nie ma już nic do zrobienia i wszystkie przygotowania do wydarzenia, które pochłania całą uwagę, zostały już zakończone. Miło mi będzie mieć czas na myślenie i jestem pewna, że Edith też tak to czuje.

– Nie jestem tak pewny co do niej. Ale mogę wyobrazić sobie, że jeśli chodzi o panią, to jest prawda. Kiedykolwiek widziałem panią ostatnio, była pani właśnie porywana przez trąbę powietrzną wytwarzaną przez inne osoby.
– Tak – powiedziała Margaret, raczej smutno, przypominając sobie niekończące się zamieszanie w związku z drobiazgami, którymi trzeba było się zająć ponad miesiąc wcześniej. – Dziwię się, czy zawsze ślub musi przypominać to, co pan nazwał trąbą powietrzną. Czy dni poprzedzające go nie mogą być raczej cichym i spokojnym czasem?

– Matka chrzestna Kopciuszka zaordynowała wyprawę panny młodej, weselne śniadanie, pisanie zaproszeń – powiedział pan Lennox, śmiejąc się.
– Ale czy te wszystkie kłopoty są potrzebne? – zapytała Margaret, podnosząc wzrok prosto na niego w odpowiedzi. Uczucie nieopisanego znużenia wszystkimi działaniami czynionymi dla pięknego efektu, którymi Edith była zajęta z najwyższym przekonaniem przez ostatnie 6 tygodni, ogarnęło ją teraz znowu, naprawdę pragnęła kogoś, kto wsparłby ją w kilku przyjemnych, spokojnych pomysłach związanych z małżeństwem.

– Och, oczywiście – odpowiedział, zmieniając ton swego głosu na poważniejszy. – Są zwyczaje i rytuały, przez które trzeba przejść, nie tyle dla zadowolenia siebie, ale by zamknąć usta innym. Bez nich mogłoby być bardzo mało satysfakcji w życiu. Ale jak ty, pani, chciałabyś zorganizować ślub?

– Och, nigdy o tym nie myślałam zbyt wiele. Chciałabym tylko, by to był bardzo piękny letni ranek, chciałabym pójść do kościoła drogą w cieniu drzew, i żeby nie było żadnych druhien ani weselnego śniadania. Jestem zdecydowanie przeciw tym rzeczom, które przysporzyły mi tylu kłopotów.
– Nie, nie sądzę. Majestatyczna prostota harmonizuje z pani charakterem.

Margaret nie podobały się te słowa. Skrzywiła się jeszcze bardziej, przypominając sobie sytuacje, w których próbował wciągnąć ją w dyskusję (podczas których ją komplementował) na temat jej charakteru i sposobu postępowania. Ucięła jego wypowiedź raczej gwałtownie, mówiąc:
– To naturalne, że pomyślałam o kościele w Helstone, i o tym, że idę do niego, a nie o tym, że jadę do londyńskiego kościoła położonego przy wybrukowanej ulicy.

– Proszę opowiedzieć mi o Helstone. Nigdy mi go pani nie opisywała. Chciałbym mieć jakieś wyobrażenie miejsca, w którym będzie pani mieszkała, podczas gdy Harley Street nr 96 będzie się wydawało obskurne i brudne oraz nudne i zamknięte. Przede wszystkim czy Helstone jest wioską czy miastem?
– Och, tylko małą wioską. Nie sądzę, by można było nazwać je wsią. Jest tam kościół
i kilka domów w pobliżu, zielonych domków, z różami rosnącymi wszędzie dookoła nich.
– I kwitnącymi przez cały rok, zwłaszcza na Boże Narodzenie – co uczyni pani obraz kompletnym – dodał.

– Nie – odpowiedziała Margaret, trochę rozdrażniona – Nie tworzę obrazu. Próbuję opisać Helstone, takie jakie ono jest. Nie powinien pan tak mówić.
– Jestem skruszony – odpowiedział. – Tylko, że to naprawdę zabrzmiało jak wieś z bajki, a nie z realnego życia.
– Ale takie jest – odpowiedziała Margaret ochoczo. – Wszystkie inne miejsca w Anglii, które widziałam, wydawały się takie surowe i prozaiczne po New Forest . Helstone jest jak wioska z poematu - jednego z poematów Tennysona. Ale nie będę próbować opisywać nic więcej. Śmiałby się pan tylko ze mnie, gdybym powiedziała, co o nim myślę, czym naprawdę jest.
– W istocie. Nie mógłbym. Ale widzę że jest pani zdecydowana. Dobrze więc, proszę, powiedz pani, co powinienem wiedzieć o probostwie.

– Och, nie mogę opisać mojego domu. To jest dom i nie potrafię oddać jego uroku słowami.
– Poddaję się. Dziś wieczór jest pani bardzo surowa, Margaret.
– Tak? – powiedziała, skierowując swoje duże łagodne oczy wprost na niego. – Nie sądzę, żebym była.
– Dlatego, że zrobiłem niefortunną uwagę, nie chce mi pani opowiedzieć, jakie jest Helstone, ani nie chce mi pani mówić o swoim domu, chociaż powiedziałem, że chciałbym o tym posłuchać, zwłaszcza o nim.
– Ale naprawdę nie mogę panu powiedzieć nic o własnym domu. Nie sądzę, że to jest rzecz o której można opowiedzieć, chyba, że się ją zna.

– Dobrze więc – przerwał na moment. – Proszę powiedzieć, co tam pani będzie robić. Tu pani czyta i uczy się lub w inny sposób doskonali swój umysł przez połowę dnia, idzie na spacer przed lunchem, potem wybiera się na przejażdżkę z ciocią i ma pewne zaplanowane zajęcia wieczorem. A jak teraz będzie wypełniony pani dzień w Helstone? Będzie pani jeździć konno, powozem czy chodzić na spacery?
– Będę chodzić, zdecydowanie. Nie mamy konia, nawet dla taty. On chodzi pieszo
na najdalszy skraj swojej parafii. Spacery są takie piękne, wstyd byłoby jechać konno czy powozem.

– Czy będzie pani dużo pracować w ogrodzie? To, jak sądzę, jest właściwe zajęcie dla młodych dam na wsi.
– Nie wiem. Obawiam się, że nie lubiłabym tak ciężkiej pracy.
– Strzelanie z łuku, pikniki, bale myśliwskie?
– Och, nie! – odpowiedziała, śmiejąc się. – Życie taty jest bardzo skromne, i nawet gdyby gdzieś w pobliżu się odbywały, wątpię, czy ja mogłabym w nich uczestniczyć.

– Widzę, że nie chcesz mi pani nic powiedzieć. Mówisz mi tylko, czego nie będziesz robić. Sądzę, że przed zakończeniem wakacji powinienem złożyć pani wizytę i zobaczyć, czym naprawdę będzie się pani zajmowała.
– Mam nadzieję, że to pan zrobi. Wtedy sam pan zobaczy, jak piękne jest Helstone. Teraz muszę już iść. Edith usiadła do instrumentu a ja znam się na tyle na muzyce, żeby jej przewracać kartki, poza tym ciotce Shaw nie spodoba się, że rozmawiamy.

Edith grała wspaniale. W połowie utworu drzwi się uchyliły i Edith zobaczyła kapitana Lennoxa, który wahał się, czy wejść do środka. Porzuciła muzykę i wybiegła z pokoju, zostawiając zakłopotaną i zarumienioną Margaret, aby wyjaśniła zaskoczonym gościom, czyje pojawienie się spowodowało tę nagłą ucieczkę. Kapitan Lennox przybył wcześniej niż oczekiwano, czy naprawdę zrobiło się tak późno? Goście spoglądali na swoje zegarki z zaskoczeniem i zaczęli zbierać się do wyjścia.

Wtedy Edith wróciła, zarumieniona z radości, trochę nieśmiało i trochę z dumą wprowadzając wysokiego, przystojnego kapitana. Jego brat podał mu rękę, a pani Shaw przywitała go we własny uprzejmy sposób, w którym pobrzmiewał smutek wynikający z dawnego przyzwyczajenia do myślenia o sobie jako o ofierze niedobranego małżeństwa.

Teraz, gdy generała już nie było, korzystała z wszelkich uroków życia, odczuwając tak niewiele niedogodności, jak to tylko możliwe, z trudem wynajdywała powody do niepokoju lub smutku. Obecnie uważała własne zdrowie za źródło obaw, trochę nerwowo kaszlała, kiedykolwiek o tym pomyślała. Pewien usłużny lekarz zaordynował jej to, czego chciała – spędzenie zimy we Włoszech.

Pani Shaw miała silne pragnienia jak wielu ludzi, ale nigdy nie lubiła nic robić z otwartego i znanego motywu – swojej własnej dobrej woli i przyjemności, wolała być zmuszona do zadowolenia siebie poprzez spełnianie poleceń lub pragnień innych ludzi. Przekonywała samą siebie, że jest podporządkowana pewnej twardej, zewnętrznej konieczności, i tym samym mogła narzekać i skarżyć się w swój łagodny sposób, jednak w rzeczywistości zawsze robiła to, co lubiła.

W ten też sposób zaczęła mówić o swojej własnej podróży kapitanowi Lennoxowi, który, z obowiązku wobec swojej przyszłej teściowej, przytakiwał jej, podczas gdy jego oczy były skupione na Edith, która była zajęta przygotowaniem stołu do herbaty i kazała przyrządzić różne dobre rzeczy, pomimo jego zapewnienia, że jadł w ciągu ostatnich dwóch godzin.

Pan Henry Lennox stał pochylony przed kominkiem, rozbawiony rodzinną sceną. Stał tuż obok swego przystojnego brata, był jedynym nieładnym w tej wyjątkowo urodziwej rodzinie, ale jego twarz była inteligentna, bystra i ruchliwa. Od czasu do czasu Margaret zastanawiała się, o czym mógł myśleć, gdy zachowując milczenie, wyraźnie obserwował z trochę sarkastycznym zainteresowaniem to wszystko, co robiły Edith i ona.

Uczucie sarkazmu było spowodowane rozmową pani Shaw z jego bratem, i było czym innym niż zainteresowanie wywołane tym, na co patrzył. Myślał o tym, że to piękny widok – dwie kuzynki tak zajęte drobnymi przygotowaniami stołu. Edith starała się robić więcej sama.

Była w radosnym nastroju, pokazując swojemu ukochanemu, jak dobrze potrafi radzić sobie jako żona żołnierza. Stwierdziła, że woda w imbryku jest chłodna i poprosiła o wielki kuchenny czajnik, czego skutek był taki, że kiedy otrzymała go w drzwiach i próbowała unieść, okazał się dla niej za ciężki. Weszła nadąsana, z ciemną plamą na muślinowej sukni i odciskiem na białej, delikatnej dłoni, którą zaraz pokazała kapitanowi Lennoxowi, niczym zranione dziecko - i oczywiście lekarstwo było takie samo w obu przypadkach.

Lampka spirytusowa szybko przystosowana przez Margaret była najskuteczniejszym wynalazkiem, chociaż nie był to obóz cygański, który Edith, w jednym z jej nastrojów, uznała za najbardziej przypominający koszarowe życie.

Po tym wieczorze panowała wielka krzątanina aż do zakończenia uroczystości ślubnych.


[Tłumaczenie: Gosia]

* Wszystkie zdjęcia pochodzą z miniserialu "North and South" (2004)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...